wtorek, 24 kwietnia 2012

Czuję się bosko.

Szanowny pan Jakub Kralka sugeruje wprost w swoim artykule, że mam problemy z ego, lubię czuć się ważny i adorowany i jestem zakładnikiem jakichś moich wyznawców. (http://www.spidersweb.pl/2012/04/blogerzy-sa-bogami-tyle-ze-poganskimi.html )
Jak nie przymierzając sam Światowid  - jak widać na załączonym obrazku w wyobrażeniu istotnie fallicznym. Co do wyznawców to czemu nie. Szczególnie jeśli w ramach kultu jakieś orgie są przewidziane. Szczególnie z udziałem bachantek.


No cóż przepraszam, że biorę tak bardzo do siebie tego typu androny. Aczkolwiek cechą to typowo narcystycznej i odrobinę skrzywionej osobowości jest, że bierze do siebie takie zarzuty. No, jeśli rzeczywiście według Autora blogersi są tacy, jak ich opisuje to zacząłbym się nieco obawiać. Bo do większych zaburzeń psychicznych mają niedaleko i nagle okaże się, że Autor czcigodny stanie się ofiarą jakiegoś blogera-psychopaty. Ale nie dramatyzujmy! Ostatecznie to tylko wirtualna rzeczywistość, więc i prześladowanie może być jedynie wirtualne. Nieprawdaż?
Nie zgadzam się również z tezą, że film "Blogersi" jest dziełem godnym obejrzenia, mnie tam nie śmieszył ani nie wzruszał. Jak każdy "dokument" pokazuje temat dokładnie tak, jak chce tego jego autor i tak aby był zgodny z przyjętymi założeniami. Szczerze mówiąc stanowi dla mnie kolejny dowód na to, że kino rodzime  - w dodatku nawet dokumentalne - staje się nie do przełknięcia bez odpowiedniej dawki psychotropów. Ale no cóż. Każdemu wolno mieć własne zdanie. Także Autorowi. I tu wracam do mojej "boskości".
Otóż właśnie nie chodzi, przynajmniej takim psycholom jak ja, ani o boskość, ani o wyznawców. Czego Autor prawdopodobnie z autopsji nie rozumie. Chodzi tylko i wyłącznie o WŁASNE ZDANIE. O możliwość zadania - nawet jeśli jedynie retorycznie  - pytań, które gdzieś tam kiedyś urosły w naszych durnowatych łbach, powiedzenia czegoś na temat otaczającej nas rzeczywistości, zauważenia rzeczy z którymi się nie możemy pogodzić lub które w jakimś sensie nas pociągają lub interesują. A blog i internet umożliwiają takim pokręconym istotom na pisanie własnej gazetki bez konieczności akredytacji czy pracy w redakcji i bez cenzury. Pisanie takich bzdur jakie piszę ja i inni to po prostu chęć podzielenia się z kimś innym, tym co uważamy. I tyle. To prawda, że miło jest jeszcze kiedy ktoś to czyta. Pewnie, że tak! Ale to raczej nie świadczy o tym, że mam zamiar wybudować pod w podlubelskiej wsi świątynię w której cześć będzie oddawać mi wierna sekta użytkowników. To tylko znaczy, że ktoś czytając, uśmiechnie się, postuka w głowę lub zmarszczy nos na takie idiotyzmy. I wyłącznie tyle.
Chociaż jak sobie przeczytałem ponownie ten tekst to zauważyłem, że mówię o sobie w liczbie mnogiej. Hmm. Więc może jednak rzeczywiście coś z tego jest prawdą? Jeśli mógłbym więc wybrać sobie postać boską to najbardziej odpowiada mi Hermes - posłaniec bogów - przystojny i zmyślny chłopczyna. Chwilowo jednak proszę uprzejmie nowiny o mojej boskości nie rozgłaszać. Objawię się kiedy indziej, na życzenie czcigodnego Autora.

poniedziałek, 23 kwietnia 2012

Na końcu łańcucha - niekoniecznie o psach.

Nie jestem fanem nowoczesnego teatru. Przyznaję, że czasami nie potrafię się doszukiwać w zbyt, jak dla mnie wydumanych tekstach i abstrakcyjnej formie sensu, nawet tego słabo skrywanego. Wolę prostotę przesłania i jasność formy. A jednak. Czasami odkrywanie nowych myśli, bywa zabawne i pouczające.  Z opóźnieniem więc bo ponad miesiąc po premierze, obejrzałem "Na końcu łańcucha" Mateusza Pakuły, w reżyserii Evy Rysovej. Opowieść opartą na szekspirowskim "Tytusie Andronikusie", ale jak się okazuje nie tylko. Ponieważ byłem mimo wszystko przygotowany na makabreskę szekspirowskiej tragedii, a samego "Tytusa" oglądałem już kiedyś (ze świetną kreacją tytułową Antony'ego Hopkinsa), sądziłem, że nie jest w stanie mnie zaskoczyć nawet nowoczesna interpretacja mordu, zemsty i gwałtu jakie stanowią wątki przewodnie tej sztuki. A jednak! Z chwili na chwilę, robiło się zdziwniej i zdziwniej, a historia przeplatana  niesamowitymi monologami, retrospekcjami, przejściami i pasażami zmieniającymi postacie w inne postacie, wprowadzającymi wątki ze świata komiksu, czerpiąc z innych dzieł i sztuk, podstępnie wciągała mnie jako widza, w surrealistyczny i czasem groteskowy obraz malowany na scenie.
A malowano go wszelkimi znanymi dostępnymi technikami, począwszy od zaskoczenia i kontrastu pomiędzy śpiewającą "Puszka okruszka" ośmiolatką (przy okazji - to akurat koleżanka z klasy mojej młodszej pociechy) w ciężkiej aranżacji ciągle obecnego na scenie zespołu Brojo, przez covery Gunthera "You touch my tra la la", "Colors of the wind" z soundtracku Disneya, "One love" i "Quit playing games with my heart" Backstreet Boys w wykonaniu Stowarzyszenia Wampirów Emerytów - zresztą po cichu, acz widocznie obecnego od samego początku spektaklu pomiędzy widownią, aż po kreacje aktorskie Marty Ledwoń, najpierw jako lekko naiwnej Lawinii będącej ofiarą Chirona (Paweł Kos)  i Demetriusza (Wojciech Rusin), przeistaczającej się po pewnym czasie w ich matkę Tamorę, uosobienie świadomej siebie, sadystycznej dominy (takie BDSM), tresującej swojego niewolnika i śpiewającej obłędnie tego samego "Puszka Okruszka" w wersji hardcore i Jerzego Rogalskiego jako Tytusa Andronikusa, potrafiącego oddać rozpacz, rządzę zemsty i furię ojca Lawinii i szaleństwo z jakim oddaje się cały sadystycznej zemście na Tamorze. Całość tragedii Szekspira jest tu podzielona przez pop kulturowe wtręty  - zamiast Aarona - szekspirowskiego sługi Tamory, występuje znany nam z Batmana Joker, cytujący w swoim monologu Mefistofelesa z Fausta  - "Bo jam jest częścią tej siły, która wiecznie zła pragnąc, wiecznie dobro czyni", wcześniej wspominane Stowarzyszenie Wampirów Emerytów a w drugim akcie Spiderman I i Spiderman II oraz Kapitan Planeta. 


Od początku zastanawiamy się więc, co tak naprawdę aktorzy i reżyser chcą przekazać. Obsceniczne zachowanie Demetriusza i Chirona, niewybredne zarówno pod względem języka, jak i gestów, dywagacje na temat gwałtu, sprawiają, że na końcu łańcucha widzimy psa i jego ofiarę, zezwierzęcenie doprowadzające nas na sam skraj człowieczeństwa. I przez chwilę wydaje się, że chodzi tu o pewne feministyczne przesłanie - kobieta jest ofiarą zwierzęcych instynktów, obdartą z jakiejkolwiek godności ludzkiej, ochłapem wyszarpywanym sobie przez głodne psy. Ten wątek kontynuuje wampir Rafał w swoim stand-up show - znęcając się nad swoją niewolnicą-ghoulem Marysią i zmuszając ją przy aprobacie i pomocy widowni do obnażenia się. Po chwili jednak role się odwracają, Marysia staje się Lawinią, a ta z kolei zamienia się w dziką i dominującą Tamorę a Joker jest jej tresowanym aż do śmierci niewolnikiem. Przeplatają się tu elementy, tragedii, farsy i komiksu, klimaty szekspirowskie, faustowskie, queerowe, feministyczne i ekologiczne. Jest to jednak mieszanka ciekawa, momentami zabawna i widowiskowa.

Co chwilę jednak podkreślana jest umowność wszystkiego - jesteśmy aktorami, nie zagramy wielu rzeczy, które przeżyliśmy. Tytułowy łańcuch jest więc nie tylko więzieniem, ograniczeniem, ale też więzią, pomiędzy postaciami, pomiędzy ludźmi. Bo świat jest teatrem, aktorami ludzie, którzy kolejno wchodzą i znikają, cytując inną sztukę Szekspira, a wszyscy jesteśmy połączeni  w ten czy inny sposób, nawet przez to że żyjemy na jednej planecie.
Nie jest to z pewnością spektakl dla każdego i nie dziwię się mieszanych uczuć jakie budzą zarówno dialogi jak i oprawa plastyczna widowiska, ale z pewnością nie pozwala widowni na pozostanie obojętną. A moim skromnym zdaniem o to właśnie chodzi w sztuce.


piątek, 20 kwietnia 2012

W wieku emerytalnym czyli ja za 30 lat

Nasz Rząd jest wspaniały, czego by się nie dotknął to wszystko jak ten Midas mitologiczny zamienia w .. no właśnie.. akurat w przeciwieństwo tego w co zamieniał Midas. Nie wspominając już o tym, że Midas był bohaterem anegdot starożytnych jako wyjątkowy matołek. Co się zgadza w tym wypadku jak najbardziej. 
Pominę kwestię idiotycznych wpadek z autostradami, stadionami, lekarstwami, informatyzacją służby zdrowia, e-administracją i inne takie, bo musiałbym całą litanię tego wyliczyć a nie chce mi się już o tym gadać. 
Za to podwyższenie wieku emerytalnego budzi mój szczery zachwyt. Jest to kolejny wielki "sukces"  i naprawdę pomysł nie z tej ziemi. Ja rozumiem, że potrzebna jest reforma emerytalna (kolejna) bo to co jest po prostu wali się i pruje w szwach, z powodu nieumiejętnego gospodarowania, braku wyobraźni i rozrzutności urzędniczej a także idiotyzmu "specjalistów", którzy chcą nam teraz fundować kolejne reformy w swoim stylu. No ale człowiek wszystko zniesie. Pomyślałem sobie, że będę pracował jeszcze około 30 lat i zacząłem kombinować jak to będzie. Bo starzejąc się niestety, nie każdy może liczyć na to że będzie wyglądał jak Sean Connery (nawet mi sie podoba ten staruszek - a jestem hetero jak najbardziej). Ponieważ technika czyni cuda, postanowiłem sprawdzić jak ja będę wyglądał za te 30 lat, mając nadzieję, że co najmniej jak DeNiro. Ostatecznie DeVito. No chociaż coś w rodzaju, bo ja wiem - Jan Nowicki?
A tu jak zwykle - wiatr w oczy... 


Z góry chciałbym więc przeprosić przyszłych kolegów, za konieczność oglądania takiej kreatury. W dodatku narzekającej na problemy z prostatą i kręgosłupem oraz hemoroidy powstałe od 50 lat spędzonych za biurkiem. No ale sami wiecie - piękny to ja nigdy nie byłem. Więc przez 30 lat zdążycie się przyzwyczaić. Istnieje również spora szansa że nie dożyję owej chwili radosnej, albowiem zdrowie mam nietęgie. Co rozwiąże dość radykalnie mój obecny dylemat. 
Dziękuję za to Premierowi i jego specjalistom za szansę umierania na posterunku. Zasłużyliśmy na ten los przy urnach wyborczych. Obiecujemy poprawę.  

  

Dzień dobry TVN czyli bajki na dzień dobry

Chorobowe ma to do siebie, że pozwala na robienie różnych głupot. A więc dzisiaj doprowadzony do ostateczności nudą poranka oglądnąłem sobie Dzień dobry TVN - w rolach głównych oczywiście Marcin Prokop i Dorota Wellman  akurat gość rozprawiał na temat czegoś na czym odrobinę się znam, więc zastrzygłem uszkami i cóż słyszę: otóż jak dostajemy opłatę za monit z banku bo nie płacimy w terminie to nie musimy jej płacić. Bo jest ona uwaga - NIELEGALNA.  Podobnie jest wtedy kiedy dzwoni do nas bank i twierdzi że mamy zapłacić - opłata za działania windykacji  - NIELEGALNA.  I tak dalej -  następnie pan gość twierdzi że najlepiej zwrócić się organizacji konsumenckich w takiej sprawie i już one z tym złym bankiem zrobią porządek. A prowadzący ochoczo potakują nieszczęśnikowi, który dumny z siebie dalej plecie androny.
Aż prawie zbaraniałem od tej gadaniny. Lubię pana Marcina - przyznaję, że wygląda na miłego faceta, co do pani Doroty to nie wiem, nie znam, ale uroczo, za to jeśli chodzi o stronę dziennikarską - przepraszam - żenada. Toż jak się o czymś rozprawia na antenie i przed publiką to należałoby się nieco przygotować.
A więc zdaje mi się że po pierwsze organizacje konsumenckie tak czy siak muszą się posiłkować instytucjami takimi jak rzecznik praw konsumenta czy cały Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, lepiej więc od razu zgłosić się do tychże jeśli mamy wątpliwości - są to prawnicy z pewnym stażem i doświadczeniem w takich sprawach więc z pewnością pomogą rozwiązać problem. Po drugie natomiast, banki nie są tak głupie jak twierdzi gość państwa redaktorów - nie można interpretować opłat za działania windykacyjne jako daniny wymyślonej sobie przez bank i nie mającej podstaw prawnych - gdyby tak było UOKiK dobrałby się im do tyłka szybciej i skuteczniej niż by się ich klientom zdawało - kary jakie nakłada są dość bolesne nawet dla wielkich banków. Cała rzecz w tym że wysokość opłat jest zawarta w treści umowy i podpisując ją kredytobiorca wyraża wolę dotrzymania również tych zapisów - i skoro UOKiK i prawnicy, którzy zajmowali się sprawdzaniem tychże zapisów nie uznali ich za niedozwolone, zastanawia mnie w jaki sposób jakaś tam federacja konsumencka podważa opinię było nie było specjalistów? Osobiście nie znam również żadnego orzecznictwa w którym klient zostałby zwolniony z ponoszenia skutków swojej beztroski w płaceniu rat. Pan specjalista twierdzi, że i tak bank zdziera z kredytobiorcy, zmuszając go do płacenia odsetek karnych w razie opóźnienia twierdząc, że są to odsetki w wysokości czterokrotności stopy lombardowej. No i kolejny błąd  - po pierwsze to są to odsetki od zadłużenia przeterminowanego, liczone jedynie od kapitału należności przeterminowanej i mogą być znacznie wyższe - bo są z reguły wielokrotnością odsetek UMOWNYCH (jakoś panu specjaliście umknął ten fakt) przyjętych w zapisach danej umowy kredytowej. Natomiast odsetki "karne" nie istnieją  -  chyba, że miał pan specjalista na myśli odsetki  ustawowe, naliczane po zamknięciu umowy przez wypowiedzenie lub bezskutecznym upływie terminu zapadalności ostatniej raty i są naliczane również od kapitału (do pewnego momentu ale nie będę poruszał tematu kapitalizacji wierzytelności bo nie o tym) , po stopie zawartej w rozporządzeniu Rady Ministrów  - obecnie 13% w skali rocznej. I szlus.
Durne w tym wszystkim jest to, że ludziska, którzy uwierzą w takie "mądrości" będą próbowali kombinować i jak to bywa najczęściej wyjdą na tym jak Zabłocki na mydle. Albowiem najbardziej niebezpiecznym podarunkiem jest zła rada. Tym bardziej jeśli udzielana jest publicznie.
I znów wychodzi na to że TELEWIZJA KŁAMIE!!

Lepiej więc państwo redaktorzy niech się trzymają tematów, zgodnych z lekką formułą programu -  typu ciąża Weroniki Rosati, dieta cud lub dwugłowe ciele. 

czwartek, 19 kwietnia 2012

Wojna polsko-ruska pod flagą PiS



Ja tu sobie spokojnie robię obiad, zapuchnięty na pysku jak tuczne prosie, z powodu jakiegoś durnego zapalenia węzłów chłonnych, a tu proszę - niespodzianka! Dowiaduję się z TV, że od dwóch lat jesteśmy w stanie wojny z Rosją. No to ja się teraz dopiero dowiaduję?! To rząd, blagierzy jedni trzymał nas w niewiedzy przez tak długi czas! Jakby Hitler miał taką propagandę to do tej pory Niemcy nie wiedzieliby wcale że przegrali wojnę. Zresztą i tak jak się jeździ po Niemczech to wcale nie widać że przegrali. Po nas widać  bardziej.  Ale wracając do mojego świętego oburzenia - Skandal! Jak tak dalej pójdzie to zajmą nas po samą Odrę zanim się dowiemy, że w ogóle zajęli. Przecież mam kategorię A i byłem przeznaczony jako mięso armatnie do marynarki wojennej czy tam innej jednostki liniowej, według klasyfikacji pewnego pana majora z WKU.  I już miałem lecieć, mimo choroby, do lasu, karabin po dziadku świętej pamięci, byłym  partyzancie wykopywać, co to go w '49 zakopał, tak na wszelki wypadek jakby znowu Ruskie czy Niemce wleźli i wnukom było potrzeba,  bo tradycja rodzinna taka, że czynnie się przeciwstawić ruskiej agresji należy, kiedy usłużny spiker w TV stwierdził, że to tylko pan Macierewicz sobie tak powiedział na jakimś spotkaniu w Krośnie. Ufff... no to lepiej dokończę smażenie kurczaka. Następny atak prawdopodobnie według Antoniego M. będzie za kilka lat. Jak tak to nie ma pośpiechu - zdążę. Karabin dobrze zabezpieczony, tak jak i granaty w pobliskiej dziupli, lata jeszcze poleżą. A swoją drogą mogli by nasi politycy nieco tonować wypowiedzi. I to po obu stronach. Nazywanie kogokolwiek idiotą oraz publiczne wypowiadanie wojny jakiemukolwiek państwu, czy to Rosji czy Burkina Faso, nie należy do gestii pana Antoniego M. ani nawet do prerogatyw samego Prezesa. Już bardziej to podobne do wypowiedzi Janka P. No cóż. Równie niesmaczne jest  nazywanie tego ekscesu sprawą dla psychiatry. Chociaż przyznaję że po cienkim stąpają nasi politycy lodzie. Ostatecznie można wystąpić chyba z urzędu o ubezwłasnowolnienie.
A poza tym jeszcze jedne dowód na to że nasz kraj nie jest do końca normalny, a może już zajęty przez Rosjan, tylko tak po cichu. Ludzie chorzy na nowotwory muszą czekać na cytostatyki niezbędne w chemioterapii a ministerstwo dopiero po kilku tygodniach reaguje - po zebraniu przez ministra opr.. od premiera. No nie rozumiem o co ten krzyk. Przecież czas działa tutaj na niekorzyść jedynie pacjentów! Państwo tylko może zyskać  - jeszcze trochę  i może kilka kuracji  - dość kosztownych nie będzie wcale potrzebnych! Jeszcze raz gratuluję ministrowi Arłukowiczowi  - zarówno zimnej krwi jak i niesamowitej empatii dla chorych i ich rodzin. Coraz bardziej mam ochotę komuś dać w pysk jak czytam takie wiadomości. I tak właśnie rodzą się anarchiści!

Stalker 2.012

Słynna w świecie blogów i mody Katarzyna T. (nie mylić proszę z top celebrytką ostatnich tygodni Katarzyną W.) ma w końcu to czego mogła do tej pory zazdrościć tylko gwiazdom zachodnim. Własnego osobistego stalkera (w dużym skrócie to taki psychopatyczny wielbiciel) ! No bo wiadomo przecież, że każda gwiazda powinna mieć jakiegoś psychola zakochanego w niej po uszy, wysyłającego kwiaty zbryzgane krwią, obcięte głowy koni czy królików albo wypchanego ulubionego pieska gwiazdy. Każdy kto oglądał Bodyguarda czy Fatalne zauroczenie wie o czym mówię. Stalker więc pożądany jest przez gwiazdy jak nie przymierzając Oskar, Złote Lwy i Grammy razem wzięte. Jest najpewniejszym wyznacznikiem popularności i bycia na samym środku firmamentu wszelkich gwiazd
No i proszę - rozpisały się "Fakty" i "Pomponiki" ! Kasia ma swojego własnego stalkera. Cóż za nobilitacja dla córki naszego ukochanego premiera! Aż z tego wszystkiego sobie sam przeczytałem newsa na pomponiku licząc na to że jaki już gościa złapali to i proces mu zrobią i precedensowy wyrok zapadnie (np. kara śmierci przez powieszenie za ... no mniejsza o to za co.) I cóż czytam? Ten wymarzony i wytęskniony prześladowca to facet starszy ode mnie i to nawet znacznie, w dodatku znajomy, synalek jakieś profesora (niby do profilu prześladowcy - psychopaty pasuje) a dzwonił do Kasi ledwie dwa dni i to tylko po to żeby zapytać, czy nie zna jakiegoś tam znajomego ojca. No i całą misterną konstrukcję, w której widzieliśmy już krew, łzy i napięcie godne Milczenia Owiec, szlag trafił. Do bani! Ale widać jaka gwiazda, taki prześladowca.
Z drugiej strony po tym wszystkim, aż się boję zadzwonić do kogokolwiek. No bo jak jakaś pani zobaczy że dzwoniłem do niej 25 razy pod rząd, bo nie raczyła odbierać a ja chciałem właśnie jakąś ważną i nie cierpiącą zwłoki sprawę poruszyć? Albo wysłałem przypadkiem do znajomej 45 SMS-ów lub wiadomości na FB lub Twitterze, bo mi się na klawiaturze w stanie upojenia zasnęło nosem w enter akurat? No a w dodatku jeszcze będzie to jakaś celebrytka, czy nie daj Panie gwiazda? Wizyta antyterrorystów gotowa. A mając na uwadze ich doświadczenie bojowe i wyszkolenie może to dotknąć, również moich Bogu ducha winnych sąsiadów jak im znowu przyjdzie ochota drzwi pomylić trzy razy z rzędu!
Na szczęście do prawdziwego stalkingu mamy jeszcze daleko. Może następne pokolenie psychopatów będzie bardziej wprawione i gwiazdy w końcu dostąpią owej nobilitacji i zachodniego szyku. Sądząc po szaleńcach jacy wydzwaniają do mojej córy co 5 - 10 minut, bez względu na porę dnia lub nocy, młodzież obecnie ćwiczy już odpowiednie socjopatyczne zachowania, ku utrapieniu wapna, które chciałoby za ścianą poczytać spokojnie w nocy jakąś zbożną lekturę lub nawet wyspać się przed kolejnym dniem pracy. Strzeżcie się więc następcy Kasi T, Kuby W. czy Dody i od razu zamawiajcie ochroniarzy co najmniej na miarę Kevina Costnera, Stevena Seagala czy mojego ulubionego Bogusia Lindy.