piątek, 13 marca 2015

Terry Pratchett nie żyje ...

Książkami Pratchetta zaraziłem się od Staszka. Ot, pożyczył mi jedną a potem jakoś tak poszło. Zagłębiałem się w Świat Dysku coraz bardziej i z każdym tomem, coraz kompletniej. Nawet teraz, co jakiś czas wracam do tych książek, kiedy świat wydaje mi się ponury i jednowymiarowy. Niestety dzisiaj dowiedziałem się, że Terry Pratchett odszedł. Widać teraz gra w szachy z Kosiarzem. Ale Wielki Zółw A'Tuin nadal będzie majestatycznie żeglował przez Wszechświat. 
W wiosce w Ramtopach, gdzie tańczą ta­niec morris, wierzą na przykład, że nikt nie jest ostatecznie martwy, dopóki nie uspokoją się zmarszczki, jakie wzbudził na po­wierzchni rzeczywistości - dopóki zegar przez niego nakręcony nie stanie, dopóki wino przez nią nastawione nie dokończy fermenta­cji, dopóki plon, jaki zasiali, nie zostanie zebrany. Czas trwania czy­jegoś życia, twierdzą tam, to tylko jądro rzeczywistego istnienia.


piątek, 30 stycznia 2015

Austryjackie gadanie

Z dość dużym zdziwieniem czytałem komentarz dziennika "Heute" do przemowy naszego prezydenta, w którym zarzuca się mu, że nie wspomniał o tym, że Polacy pomagali Niemcom i Austriakom w mordowaniu Żydów.
To już jakaś makabryczna kpina. Nawet nie chodzi o głupotę, bo głupotę to palnął pan Schetyna mówiąc, że to Ukraińcy wyzwalali Auschwitz. Tu chodzi o kompletnie błędne przekonanie zachodu Europy o niedawnej przecież historii. Co gorsze coraz mniej zostaje naocznych świadków tych wydarzeń. Łatwiej będzie więc zmienić historię, na bardziej "odpowiednią".
Tak więc niedługo usłyszymy, że to butna postawa Polski spowodowała agresję Niemiec w 1939. No, bo przecież nie chcieliśmy oddać korytarza do Prus, który im się należał jak wurst z kapustą, ani zrezygnować z pretensji do Gdańska. Dodatkowo korzystając sprytnie z okupacji wyższych kulturowo i łągodnych Germanów oraz z pomocy świetnie zorganizowanych jednostek SS i ich obozów koncentracyjnych, które pierwotnie miały służyć jako hotele robotnicze, Polacy zorganizowali Holokaust aby pozbyć się problemu żydowskiego.
Jakoś z opowieści moich dziadków i niektórych źródeł historycznych, nauczyłem się jednak, że było inaczej. Że to Niemcy, a w tym i obywatele Austrii, wcieleni, wcale nie przymusowo, do wojska niemieckiego zezwierzęcali podbite narody. To nie Mościcki ani Beck wymyślili Ostateczne Rozwiązanie, To nie nasi ułani zabijali niemieckie dzieci. I tak, wojna jest zawsze brutalna i wyciąga na jaw najgorsze ludzkie cechy. Każdego, w tym i Polaków. I zdarzały się wypadki takie jak w Jedwabnym, czy i pewnie inne, kiedy ze strachu, z podłości serca moi rodacy sprzedawali swoich sąsiadów, Żydów, Polaków, Cyganów. Ale większość z nas stanęła po stronie słabszych i prześladowanych i sam wiem, że w mojej rodzinie, mimo tego, że NIEMIECCY okupanci karali śmiercią całe rodziny za podobne "przestępstwa", przechowano również żydowskie dziecko i uratowano je od śmierci. A skoro tak, to ile było takich rodzin? Setki? Tysiące? Dziesiątki tysięcy? Ilu ludzi uratowali?
I żeby o tym się dowiedzieć nie trzeba wcale być superinteligentem. Wystarczy posłuchać tych, którzy przetrwali ten straszny czas i zadać sobie trud dotarcia do prawdy.
Tym bardziej nie możemy pozwalać, żeby nasi dawni oprawcy zmieniali i przeinaczali fakty, tylko po to żeby wybielić pamięć swoich przodków. I żadna sztuka, ani żadne "wyższe" przesłanie nie powinno im w tym pomagać.

wtorek, 13 stycznia 2015

Romeo must die, czyli jak zostałem Kapuletem

Skończył się kolejny rok. Jakoś nie było czasu na rozrachunki z życiem. Za to przekonuję się codziennie, że życie jest nie tylko coraz dziwniejsze, ale czasami nawet coraz zabawniejsze.
Ot, kilka dni temu było mi dane zostać Kapuletem.

niedziela, 23 listopada 2014

Co wyPanda a co nie wyPanda w Variete

Są ludzie, którzy mają swoje hobby, czy nawet pasje. Są też tacy, którzy czerpią radość z dzielenia się swoimi pasjami z innymi ludźmi.

piątek, 14 listopada 2014

Wybory 2014 - najlepsze plakaty

Nie mogłem się powstrzymać. Czego to ludziska nie wymyślą żeby trochę władzy załapać i na stołek się wdrapać. Ale przyznaję, że mają pomysły. Począwszy od seksu, który jak wiadomo sprzeda wszystko, poprzez humor a skończywszy na dysleksji i dysgrafii. Poniżej mój subiektywny wybór.

wtorek, 11 listopada 2014

Święto Niepodległości w Lublinie

W stolicy jak zwykle zadyma a w L. spokojnie, wręcz leniwie i bez większych ekscesów. Taka właśnie jest różnica pomiędzy hobby a zajobem. Prowincja ma więc słoneczny dzień. W sam raz na świętowanie.
Można pójść z dzieckiem pospacerować, pooglądać, porozmawiać ze znajomymi i ogólnie wyluzować. I nawet zbliżające się wybory wszyscy zdają się mieć w głębokim poważaniu. No może poza kandydatami - na każdym rogu ulicy, banerze, ścianie i gdzie tylko można wiszą twarze "wybrańców", Obiecują, mamią, zapewniają i kuszą. A wyjdzie jak zwykle.