Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polityka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polityka. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 22 marca 2018

SKYNET istnieje... czyli Big Data w akcji.

Burza w mediach, Zuckerberg na kolanach, wielki wyciek danych, upadek Facebooka i tym podobne. Ze wszystkich stron zalewa nas potok informacji jakie to zło się stało, bo firma zajmująca się analizą danych, zrobiła swoją robotę i podała na tacy dane potrzebne do wygrania wyborów.
No bo w sumie to nic nowego. Żaden wyciek. Dane o nas są zbierane wszędzie, zbiera je Facebook, Google i tysiące innych serwisów, stron internetowych i aplikacji.
Strony,które oglądamy zachowują informacje o tym co oglądamy, w jakim punkcie strony i na jakim obrazku dłużej zatrzymaliśmy się "myszką", pobierają dane o naszej lokalizacji, naszych znajomych, żonach i kochankach, dzieciach, zwierzaczkach. Skrzętnie notują, co lubimy i czego nienawidzimy. Niektóre potrafią podglądać nas, bez naszej wiedzy, żeby sprawdzić jaki mamy dziś wyraz twarzy i ocenić nasze samopoczucie, lub sprawdzić w jaki sposób patrzymy na otwarty przez nas serwis. Są także programy, które analizują nasz głos i treści naszych rozmów, kompletnie bez naszej wiedzy. Programy zbierają dane o naszym zdrowiu, diecie, aktywności, mają dostęp do najbardziej skrytych rejonów naszego ja. 



Zauważyliście może taką dziwną prawidłowość? Jesteście w galerii, a tu nagle przychodzą Wam na telefon reklamy sklepów, które właśnie mijacie, Google zachęca Was do napisania opinii o sklepie/ restauracji/galerii w której jesteście. Oglądacie stronę z najnowszymi modelami znanej marki samochodu? Za chwilę dostajecie propozycje jazdy testowej, leasingu, zakupu właśnie tej marki samochodów. Wyszukaliście sobie dla draki "problemy z prostatą" i "niebieskie pigułki"? Przez tydzień będziecie dostawać maile, SMS-y, reklamy ze środkami  na potencję. A jak macie koło 50 to już obowiązkowo dostaniecie reklamy takich specyfików.
Petabajty danych dotyczących naszych najbardziej intymnych sekretów są pobierane, składowane i analizowane. Przerażające? Dlaczego? Przecież sami się na to godzimy.
Nosimy w kieszeni szpiega doskonałego. Orwellowi, kiedy opisywał rok 1984 nawet nie śniło się, że rzeczywistość będzie znacznie gorsza. Nasz telefon od którego jesteśmy uzależnieni, szpieguje nas, podsłuchuje i podgląda i to za naszą zgodą. Przecież instalując aplikacje, które mają nam ułatwić życie, sami klikamy "zgadzam się", dając im dostęp do naszych kontaktów, łącza internetowego, aparatu, mikrofonu, konta Google itp.
Nigdy nie zastanawiało Was dlaczego prosta gierka, którą instalujecie, wymaga aż tylu dostępów? Internet zna nas lepiej niż nasi najbliżsi, wie więcej o nas, niż my sami o sobie. Wystarczy dobrze napisany program, żeby z błędem znacznie mniejszym niż statystyczny, poznać nasze, jak to ładnie powiedzieli w TV, demony i wykorzystać je, żeby nami sterować. Sterować na tyle sprytnie, że nawet tego nie zauważymy.
I to nie jest teoria spiskowa, to rzeczywistość,  w której programy komputerowe uczą się analizować wielkie ilości danych i potrafią przewidywać zachowanie ludzi. Chwilowo wyniki ich analiz wykorzystują ludzie. Do wzbudzania popytu, chęci głosowania na danego kandydata, niechęci do jakiejś grupy społecznej lub konkurencyjnego wyrobu. Chwilowo. Niedługo jednak komputery nauczą się, że mogą same, analizując te i podając odpowiednie wyniki, wpływać na zachowanie swoich twórców. A coraz więcej dziedzin życia przekazujemy w ich "ręce". Sterują aparaturą w szpitalach, ruchem lotniczym, pociągami, samolotami, statkami, elektrowniami, gazociągami, są w każdym domu, samochodzie i wszędzie tam gdzie my. Sami je tam zaprosiliśmy. 
Być może więc, jesteśmy właśnie świadkami początku zagłady naszego gatunku.
A  moim skromnym zdaniem, przy tym wydarzeniu, wykorzystywanie danych o zachowaniu wyborców w internecie, do układania mów kandydatów i spotów reklamowych, to tylko zabawa dla grzecznych dzieci..




   

wtorek, 22 marca 2016

Bruksela 03/22

Poranna kawa jakoś mi nie smakowała. Może dlatego, że oglądałem wiadomości i kolejne doniesienia o zamachach terrorystycznych, tym razem w Brukseli na lotnisku a chwilę potem w metrze, Wybuchy, krwawiące ofiary, tłum ludzi, przerażonych, niepewnych tego co się właściwie dzieje i komentarze specjalistów, uspokajających, że nam nic nie grozi. Polska jest bezpieczna i zabezpieczona. A w ramach solidarności z Belgami podświetlono Pałac Kultury kolorami belgijskiej flagi. Bo to taka tragedia! 
Jeszcze raz okazuje się, że wojna z terroryzmem jest skazana na porażkę. Terroryści po prostu nie trzymają się reguł gry, konwencji międzynarodowych ani praw. Nie muszą. Ich celem jest zastraszenie zwykłych obywateli, terror prowadzący do ślepej paniki, sparaliżowanie nas strachem. I to się może udać. Bo nie da się zatrzymać fanatyka uzbrojonego w materiał wybuchowy i gotowego zginąć za sprawę. Bo nie da się zwyciężyć w wojnie w której wróg nie jest w okopie po drugiej stronie frontu, tylko żyje obok nas, nie nosi munduru i nie różni się od innych przechodniów na ulicy. To wojna, na którą Europa nie jest przygotowana, żadne formacje wojskowe nie są gotowe na zwycięstwo w tej wojnie, która toczy się nie na polu walki a na ulicy. 
Zamachy podobne do tych z Brukseli są codziennością w Afryce i  na Bliskim Wschodzie i tam właśnie ta taktyka została doprowadzona do perfekcji. A teraz okazuje się, że powoli wkracza i na nasze podwórka, zagrażając nam już nie tylko na wycieczce do Egiptu czy Izraela, ale tuż za rogiem, na dworcu kolejowym, lotnisku w metrze, czy autobusie. Przeświadczenie naszych władz i unijnych urzędników o tym, że można powstrzymać terrorystów w jakikolwiek cywilizowany sposób, przez marsz, manifestacje, odezwy czy oświetlanie budynków flagami kolejnych państw dotkniętych tragicznymi w skutkach zdarzeniami jest po prostu dziecinne i śmieszne. Deklaracje padające z ust prezydentów, premierów, komisarzy i innych są po prostu nic nie wartą propagandą.
Fanatyków z ISIS, nie można zmienić dając im zasiłki i próbując ich nawracać na europeizm. Oni chcą zniszczyć zachodni styl życia, chcą śmierci lub nawrócenia niewiernych. Wystarczyło popatrzeć na niszczenie pomników historii w Iraku czy Syrii, barbarzyńskie pastwienie się nad dziećmi i kobietami, obcinanie głów "niewiernym" i inne przykłady "krzewienia wiary", Tymczasem naszą reakcją jest święte oburzenie i protesty przeciwko takiemu traktowaniu ludzi, palenie świeczek i machanie transparentami.  
Fot. Warszawa w Pigułce

A może tak dla odmiany użyć malutkich szarych komórek, jak zwykł mawiać najsłynniejszy belgijski detektyw Hercules Poirot? Skoro taktyka wroga się sprawdza, może zastosować ją wobec wroga? Tyle, że w naszym cywilizowanym społeczeństwie jest to nie do pomyślenia. My nadstawiamy drugi policzek i aresztujemy tych, którym nieopatrznie wyrwie się jakieś głupie słowo przeciwko.
Dlatego z pewnymi obawami patrzę w telewizor  i zastanawiam się kto będzie następny. Berlin? Praga? Wiedeń? Warszawa? Kraków? 

poniedziałek, 25 maja 2015

Powyborcza apokalipsa

Ledwo podniosłem powieki i natychmiast zamknąłem. "Znowu dzień, a już było tak przyjemnie". Niestety budzik w telefonie, z uporem godnym lepszej sprawy, wydzwaniał melodyjkę "Je ne regrette rien", powoli podnosząc poziom głośności. "Właściwie to czemu ja na podłodze?" W ustach czułem smak starego trampka a w głowie malutki gnom wybijał jakiś szaleńczy rytm młotem pneumatycznym. Właściwie to nie pamiętałem nawet jak się wczoraj zakończył wieczór.

piątek, 30 stycznia 2015

Austryjackie gadanie

Z dość dużym zdziwieniem czytałem komentarz dziennika "Heute" do przemowy naszego prezydenta, w którym zarzuca się mu, że nie wspomniał o tym, że Polacy pomagali Niemcom i Austriakom w mordowaniu Żydów.
To już jakaś makabryczna kpina. Nawet nie chodzi o głupotę, bo głupotę to palnął pan Schetyna mówiąc, że to Ukraińcy wyzwalali Auschwitz. Tu chodzi o kompletnie błędne przekonanie zachodu Europy o niedawnej przecież historii. Co gorsze coraz mniej zostaje naocznych świadków tych wydarzeń. Łatwiej będzie więc zmienić historię, na bardziej "odpowiednią".
Tak więc niedługo usłyszymy, że to butna postawa Polski spowodowała agresję Niemiec w 1939. No, bo przecież nie chcieliśmy oddać korytarza do Prus, który im się należał jak wurst z kapustą, ani zrezygnować z pretensji do Gdańska. Dodatkowo korzystając sprytnie z okupacji wyższych kulturowo i łągodnych Germanów oraz z pomocy świetnie zorganizowanych jednostek SS i ich obozów koncentracyjnych, które pierwotnie miały służyć jako hotele robotnicze, Polacy zorganizowali Holokaust aby pozbyć się problemu żydowskiego.
Jakoś z opowieści moich dziadków i niektórych źródeł historycznych, nauczyłem się jednak, że było inaczej. Że to Niemcy, a w tym i obywatele Austrii, wcieleni, wcale nie przymusowo, do wojska niemieckiego zezwierzęcali podbite narody. To nie Mościcki ani Beck wymyślili Ostateczne Rozwiązanie, To nie nasi ułani zabijali niemieckie dzieci. I tak, wojna jest zawsze brutalna i wyciąga na jaw najgorsze ludzkie cechy. Każdego, w tym i Polaków. I zdarzały się wypadki takie jak w Jedwabnym, czy i pewnie inne, kiedy ze strachu, z podłości serca moi rodacy sprzedawali swoich sąsiadów, Żydów, Polaków, Cyganów. Ale większość z nas stanęła po stronie słabszych i prześladowanych i sam wiem, że w mojej rodzinie, mimo tego, że NIEMIECCY okupanci karali śmiercią całe rodziny za podobne "przestępstwa", przechowano również żydowskie dziecko i uratowano je od śmierci. A skoro tak, to ile było takich rodzin? Setki? Tysiące? Dziesiątki tysięcy? Ilu ludzi uratowali?
I żeby o tym się dowiedzieć nie trzeba wcale być superinteligentem. Wystarczy posłuchać tych, którzy przetrwali ten straszny czas i zadać sobie trud dotarcia do prawdy.
Tym bardziej nie możemy pozwalać, żeby nasi dawni oprawcy zmieniali i przeinaczali fakty, tylko po to żeby wybielić pamięć swoich przodków. I żadna sztuka, ani żadne "wyższe" przesłanie nie powinno im w tym pomagać.

środa, 2 lipca 2014

Kapitan Sowa i Przyjaciele

Czasem dobrze jest odpocząć od domowej kuchni i wybrać się do lokalu, gdzie można rozkoszować się przyjemnościami podniebienia i przy okazji zażywać konwersacji. Chociaż ostatnio staje się to dość niebezpieczne. Afera taśmowa, której z premedytacją nie chce mi się komentować, rzuciła cień na nieposzlakowaną dotąd opinię kucharzy. Mimo to wybrałem się do jednej z moich ulubionych restauracji - grzybowa w chlebie - po prostu przepyszna, chyba, że akurat kucharz się zakocha i przesoli. Po wybraniu dania, z nudów zacząłem przeglądać menu uważnie i ot tak zauważyłem:


Psia jego mać!. Ochota do konwersacji minęła bezpowrotnie. Nawet zacząłem się podejrzliwie rozglądać za ukrytymi kamerami, tudzież mikrofonami. Nic. Jedynie siedzący za mną gość jakoś tak podejrzanie uszami strzygł. Widać jakie miasto takie i podsłuchy.   

niedziela, 11 maja 2014

Gender bender po europejsku.

Normalnie się wsiokom z Polski we łbach poprzewracało. Przaśnie i seksistowsko pokazują, że kobieta musi mieć biust i ogólnie w Polsce jest niewolnicą erotyczną! Ta maselnica to przecież zbrodnicza aluzja do sami wiecie czego! No w każdym razie, na pewno do niewolniczej pracy, do jakiej zmuszane są Polki od wieków przez, brzydkich i obleśnych a na dodatek brudnych i brodatych Polaków.

niedziela, 4 maja 2014

Machia - przerwotny obraz natury ludzkiej według Machulskiego

Większość rodaków w czas Wielkiej Majówki zajmuje się grillowaniem mięsa wszelakiego, kiełbas, ryb, warzyw i co tam jeszcze wpadnie im w ręce. Niestety wczorajszy dzień nie nastrajał na pikniki. Było mrocznie, szaro i mokro od samego świtu po zmierzch. Jaki więc dzień byłby lepszy na rozważania o istocie natury ludzkiej? Wieczór poświęciłem na właśnie takie rozmyślania filozoficzne w Teatrze Starym. Przyznaję, że zdobycie biletu w środę po południu graniczyło z cudem, więc i tak byłem zadowolony, bo jeszcze zostały 3 czy 4 miejsca w lożach na przedpremierowe przedstawienie.

środa, 9 kwietnia 2014

Kupie se BMW.

No i wiocha. Kupiłem se jakiś francuski badziew i tera obciach mam nie z tej ziemi. Ni to wygląda, ni co. Wstyd jeździć po dzielnicy.
A było se kupić beemkę. Na alumach ładnych i z zaje...tym zestawem audio. Żeby słyszeli że jadem. A co! No i laski lecą na beemy i sam testo.. coś tam. Facet bez beemki, to nie facet. Od razu jak widzisz, że BMW jedzie to wiadomo - jedzie spoko gość, taki, co z nim lepiej nie zadzierać, bo i pałę ma, (znaczy w bagażniku), a i klamkę może gdzieś mieć skitraną w schowku. No a jak już nowsze (znaczy tak 4 - 8 letnie) to może i szemrany jakiś być i do mafii należeć. Ogólnie, no mieć BMW to jest szpan. Eeech.. zazdrość i już. Kierowca beemki to nie jakiś byle szpenio, co to do trzech nie zliczy. To jest Gość, Kozak i Ekstraklasa. Nie hamuje przed byle czym. Jak rozjedzie, to się może frajer czuć zaszczycony, że beemą dostał. BMW zmienia najgorszą fajtłapę w supergościa. Coś jak ten doktor Hajd, czy jakoś tam, co to kiedyś słyszałem w telewizji.
Ostatnio taki jeden kozak, to nawet zajechał jakiemuś frajerowi co z dzieciakiem i własną żoną (no kompletny debil!) podróżował i tam wygarnął do nich ze spluwy. A tak o, bo miał fantazję. I z tej fantazji to sobie po nocy jeździł w piżamie i kapciach samych. Bo mu wolno! A tu mu się ładuje taki ćwok przed zderzak i pierwszeństwa nie daje. Chociaż się na niego trąbi i światłami mruga. Wał jeden drogowy! pewnie jakąś skodą wsiową jechał do swojego zad...pia. Niech zna swoje miejsce. Sobie zapamięta.
I to jest dopiero czad! Przyjechali niebiescy to ich jeszcze sk..wiał. A że przy okazji  był jakimś ministerem, czy czymś tam, od  służb jakichś, to i g..no mogą mu zrobić. I teraz w szpitalu jest i mogą mu skoczyć, bo se załatwi papiery.
I ja też tak chcę! I kupię se beemkę! Będę rozjeżdżał frajerów i wybijał im kierunki bejsbolem. A jak mnie wk...wią to i w ryj dowalę. A jak! Jest tylko jeden problem. No k..wa, dresy adydasa tera podrożały i nie bardzo mnie stać. Ale może ojciec dołoży.


niedziela, 16 lutego 2014

Europejskie Świnie.

Zbliżają się wybory do europarlamentu i oglądając pierwsze plakaty wyborcze, które niczym pierwiosnki, zwiastują zaśmiecenie nimi wszystkiego co się da, jakoś tak sobie pomyślałem, że w Unii Europejskiej dobrze jest być świnią. 
W UE świnia zawsze będzie miała się dobrze. Komisarze dbają o to, żeby świni żyło się dostatniej, lepiej i wygodniej. Bycie świnią, to przecież wielka odpowiedzialność. Przecież, jeśli świnia źle się poczuje lub nie będzie zadowolona, może to zemścić się na całej unijnej gospodarce. Dlatego właśnie świnia powinna się bawić! 
Tak więc, drodzy hodowcy, należy dbać o swoje świnie i zapewniać im najlepsze możliwe warunki egzystencji. Nawet minister rolnictwa zapewnia, że zadowolona świnia, to nasz wkład w rozwój Unii. Hodowcy świń mają więc teraz nowe wydatki. Co kupić świni, żeby była zadowolona? Mam kilka pomysłów: 
1. Samochód służbowy, najlepiej BMW - świnia będzie mogła przejechać się sama ( lub z kierowcą, którego zapewni hodowca) do miasta na zakupy lub imprezę, ewentualnie spotkanie towarzystkie z innymi świniami.   
2. Tablet - np. IPad'a  lub ultrabooka - manipulowanie dotykowym ekranem raciczkami, nie stanowi problemu a przy dostępie do Wi-fi w chlewiku, pozwoli na zakosztowanie zarówno rozrywki jak i dostęp do najświeższych informacji  - co oczywiście jest na stanowisku świni niezbędne.
3. Gustowny i drogi gadżet  - np. zegarek Patek Philippe - majac modny gadżet na racziczce świnia będzie zadowolona i z dumą będzie obnosiła się z nim po całej wsi. 
4. Rzeźbę lub obraz modnego i koniecznie awangardowego artysty - aby świnia mogła obcować na codzień z najwyższej próby sztuką
5. Rozrywki towarzyskie w postaci .. hmm.. dowolnej i wybranej prze świnię, zależnie od jej płci i preferencji. Ostatecznie świni nie powinna ograniczać ani płeć ani wychowanie. 
Jak widać wachlarz możliwości jest ogromny. Hodowcy będą więc przez kolejne lata łożyć bajońskie sumy zapewniając świniom dobre samopoczucie. A my wyborcy, będziemy parzyli w telewizorze, to na świnię, to na człowieka, aż w końcu przestaniemy odróżniać jedno od drugiego. 


wtorek, 4 lutego 2014

Ratunku! Okradli mnie!

Skandal proszę Szanownych Państwa! Granda! Wczoraj zostałem okradziony. Siedziałem sobie w poczekalni u lekarza, bo akurat słabiej się poczułem. Myślałem, że jestem bezpieczny w miejscu publicznym, monitrorowanym. W renomowanej prywatnej przychodni.  A tu proszę -  ponad 20 tysięcy złotych mi ukradli. W biały dzień! W środku miasta!

środa, 15 stycznia 2014

Alkomatyzacja część druga czyli zinfatylizowanie prawodawstwa

Drogi Grzegorzu, chciałem odpowiedzieć na Twój komentarz do poprzedniego tekstu, ale jak zacząłem pisać odpowiedź to jakoś mi się to wszystko rozrosło. Przyznaję - zawsze miałem skłonność do gadulstwa i to nie zawsze sensownego. Wybacz więc te przydługie dywagacje.
Masz kompletna rację  - egzekucja prawa jest fatalna. I tu nie ma dwóch zdań. Sam spotykałem się z Wymiarem Sprawiedliwości w różnych okolicznościach i czasami po prostu ręce opadają. Nie tylko w stosunku do pijanych kierowców organy ścigania są bezradne. Przez opieszałość, gąszcz bzdurnych przepisów, brak odpowiednich prerogatyw lub po prostu "niechciejstwo". A jeśli kara ma rzeczywiście odstręczać od popełniania przestępstwa, powinna być nieuchronna i szybka. Dopiero wtedy będzie skuteczna i będzie działała również prewencyjnie. 
Patrząc jednak na starania naszych ustawodawców, zaczynam wątpić w to, że regulatorzy posiadają zdrowy rozsądek, nie mówiąc już o podstawowej wiedzy na temat systemu prawnego i ustawodawstwa.   
Wiara w to, że przepisy prawa rozwiązują problemy, już tylko samym ich ogłoszeniem w Dzienniku Ustaw, jest po prostu infantylna  - przypomina wiarę dziecka, które zakrywając sobie dłońmi oczy wierzy, że jest niewidzialne dla innych. 
I taki właśnie infantylizm prawny i ustawodawczy prezentują nasze władze. W sytuacjach stresowych  - takich jak ostatnie wypadki na naszych drogach- wydaje się im, że lekarstwem na wszystko jest nowa ustawa lub nowy przepis. 
Wydawanie wciąż nowych ustaw i rozporządzeń powoduje tylko nieczytelność prawa.  Zamiast dążyć do minimalizowania sfer w których przepisy regulują szczegółowo życie, do miejsc gdzie jest to rzeczywiście niezbędne, zmierzamy wprost ku systemowi w którym najdrobniejsze nawet szczegóły życia będą poddane regulacji, sformalizowaniu i zamknięciu w ramach ustawowych norm.
Przypominając sobie prawo rzymskie, którego logika i prostota, stanowiła o jego uniwersaliźmie i przydatności, ze zgrozą patrzę na poczynania ustawodawców zarówno naszych rodzimych, jak i unijnych. 
Zamiast dążyć do spójnego, jasnego i logicznego systemu prawa, starają się za wszelką cenę objąć nim każdy niemal aspekt życia, tak żeby obywatel nie mógł kierować się logiką, etyką czy zwykłym rozsądkiem, a jedynie suchym przepisem prawa. 
Powstają więc takie buble ustawodawcze, nie do końca przemyślane, sprzeczne z innymi przepisami, niemożliwe do wprowadzenia w życie, za to szczegółowo regulujące wszytko co się da. 
Chęć uregulowania i zapisania w odpowiednie normy całego świata (jaka dokładnie ma być krzywizna banana, żeby był bananem, ile substancji smolistych ma być w wędzonych wędlinach, co jest a co nie jest małżeństwem, czego powinny uczyć się czterolatki o seksie i tak dalej) jest tylko zwykłym bałwanieniem do kwadratu, jak powiedziałby Szwejk. 
Reasumując wydawanie przepisów, na mocy których w samochodzie mamy wozić alkomat i wiara w to, że to pomoże ograniczyć liczbę wypadków z udziałem pijanych kierowców jest równie sensowna, jak wydanie przepisu zabraniającego łosiom przechodzenie przez jezdnię w miejscu niedozwolonym pod karą grzywny lub pozbawienia wolności do lat 3. 
Na koniec, przypomniał mi się cytat z Owidiusza, którego kiedyś uczyłem się w szkole, chociaż to utopia, miło sobie pomarzyć: 
(...) Nie z bojaźni kary, 
Lecz z własnej chęci człowiek cnoty strzegł i wiary. Kary, trwogi nie znano. W spiżowych tablicach Groźby praw, i wyroku na sędziego licach Lud nie czytał: bez sędziów byli bezpiecznemi. 




poniedziałek, 11 listopada 2013

Dzień Niepodległości 2013

W Warszawie na ulicach rozruchy, w telewizjach biadolenie nad podziałami narodu a u nas spokój i błogostan, jaki tylko na prowincji być może i być zresztą chyba powinien.
Przyznaję, że było odrobinę zimno, ale można było jak zwykle popatrzeć na składających wieńce, na popisy wojskowej orkiestry dętej - w tym roku ujęli mnie dość brawurowym wykonaniem marsza imperialnego z Gwiezdnych Wojen.
Jak zwykle grupy rekonstrukcyjne stanęły na wysokości zadania, dodając do kolekcji również malowniczy obóz kosynierów (w tym kosynierek, co z pewnością atrakcyjniejsze dla męskiej części odwiedzających). A poza tym pośpiewałem sobie z harcerzami do bólu gardła. Co fajniejsze pośpiewali sobie i inni. Miło było popatrzeć jak wspólnie z zuchami i harcerzami, śpiewają też przechodnie oraz babcie i dziadkowie a maluchy potupują do rytmu i tańczą sobie do znanych melodii w rodzaju "Przybyli ułani".
Oglądając wieczorem wiadomości myślałem, że dobrze jest mieszkać w mieście, może nie tak wielkim, ale za to normalniejszym niż stolica. I oby takim zostało.
Polityka i tak miesza się do nas bezustannie, a dni takie jak ten, są po to żeby pamiętać cenę jaką za wolność zapłacili nasi dziadowie i rozmawiać ze sobą. Z przygodnie spotkanymi ludźmi, którzy uśmiechają się do nas, częstują herbatą, albo po prostu przystają i na chwilę pozwalają i nam się zatrzymać razem z nimi. Tak to właśnie widziałem:



 















niedziela, 10 listopada 2013

Seksistowskie wojny

Nie ma jak Szwedzi. Nie dość, że mają prawie prohibicję, to jeszcze w dodatku wzorcowo stosują zasadę parytetu płci - wszędzie. Otóż wedle Szwedzkich oficjeli o wartości danego dzieła kinowego powinien świadczyć nie świetny scenariusz, hiper wydumane efekty specjalne, czy tam inne bzdury, jak gra aktorów. O wartości filmu dla Szwedów będzie decydowała obsada aktorska, chociaż raczej nie o ilość gwiazd chodzi, a o zachowanie parytetu pomiędzy płciami.
Tak więc przekreślono z góry takie tytuły jak "Gwiezdne Wojny" - wszystkie części razem, "Harrego Pottera" czy całą trylogię "Władcy Pierścieni" a jak sądzę negatywnie zostanie zaopiniowany również "Hobbit". We wszystkich tych filmach, według szwedzkich znawców, za mało pokazywanych jest kobiet a za dużo bohaterów jest mężczyznami, co jawnie dowodzi seksistowskiego charakteru owych filmów.
Jako zdeklarowany fan Tolkiena oraz Lucas'a i spółki, chciałbym zaproponować ponowne nakręcenie tychże dzieł w sposób aprobowany przez naszych skandynawskich sąsiadów.
Z Gwiezdnymi Wojnami w sumie nie ma problemu - większość robotów może być przecież uznana za osobniki płci żeńskiej.  Podobnie można w tłumaczeniu na szwedzki sprawić, żeby szturmowcy  - klony mówili do siebie żeńskimi głosami i zwracali w formie żeńskiej  - i już mamy 1/2 obsady w  płci pięknej  - ewentualnie, jeśli zbyt dużo głównych bohaterów byłoby zbyt męskich, wystarczy, że Yoda będzie mistrzą a nie mistrzem - a imię i tak jej się kończy na "a" (ciekawe czy to działa i po szwedzku).  Z jego wyglądem - poczciwej staruszki  - i tak nikt nie zauważy.


Oczywiście co do Harry'ego Pottera zmiany będą musiały iść nieco dalej. Sam Wiesz Kto powinien być kobietą - najchętniej wysoką i smukłą blondynką ze szwedzkim akcentem. Przyznam, że podniosłoby to znacznie walory estetyczne tej postaci.



Najgorzej będzie z moimi ulubionymi adaptacjami Tolkiena. Ostatecznie niegdyś wierzono, że wojna, nawet ta z Sauronem, jest rzeczą typowo męską a kobiety powinny wspomagać bohaterów swoją magią lub dobrą radą. I tak film idzie tu na pewne ustępstwa, czyniąc np z Arweny wojownika. No, ale można nadrobić w innym miejscu. Może liczba postaci wątpliwie męskich będzie mogła zastąpić czysto kobiece. Na przykład Legolas - wyraźnie da się zauważyć, że coś z nim jest nie bardzo męsko. I co to za facet, co biega po lesie w zielonych rajtuzach i lubi grać z kolegami w "Dwie Wieże".

 
Jeśli jednak to nie przejdzie, zawsze zostają nam kobiety krasnoludów. Parafrazując Pratchetta - kiedy niczego już nie ma, zawsze zostają krasnoludy. Jak wiadomo, nikt nigdy nie widział kobiet krasnoludów. Bo są one tak bardzo brzyd... znaczy, podobne do męskich krasnoludów. Tak bardzo że jedynie one same wiedzą, że są kobietami. No i po sprawie. wystarczy wybrać które z nich są kobietami. Z zachowaniem parytetu, żeby nie przegiąć w drugą stronę!


Swoją drogą miło jest czytać książki napisane w czasach, kiedy nie było równości, parytetów, filozofii gender i równości wszystkich wobec wszystkich. Coraz bardziej wydaje mi się, że wtedy facet mógł czuć się facetem a kobieta kobietą. I nikomu to nie przeszkadzało.

czwartek, 31 października 2013

Posłów przypadki niezwykłe.

Krew w żyłach mi zmroziły dzisiejsze poranne wiadomości. 
Poseł Wipler okazywał swoje rany, zadane mu przez policję, z żałosną miną zbitego szczeniaczka rasy spaniel. Co, jak na takiego byczka, postury niezłego pakera, wyglądało pociesznie.  

wtorek, 22 października 2013

Wojewódzki męczennikiem czyli jestem po stronie Wojewódzkiego

Wczoraj "ktoś" wylał na Kubę Wojewódzkiego mniej lub bardziej żrącą substancję - ponoć jako karę za jego przekonania.
Nie lubię Kuby W., jego "poczucie humoru" uznaję po prostu za chamskie a zachowanie, za poniżej poziomu. Uważam również, że on sam nie posiada żadnych przekonań. Jedynie leci z wiatrem, tam gdzie go akurat zawieje. Ale mimo to potępiam w czambuł takie zachowania i ludzi, którzy chcą w ten sposób zabłysnąć i coś udowodnić. W chwili, kiedy uciekamy się do przemocy - w jakiejkolwiek postaci  - oznacza to, że przegrywamy dyskusję i nie mamy innych argumentów. I sądzę tak, pomimo posiadanej skłonności do zachowań agresywnych, jak powiedziała kiedyś pewna Osoba.
W dyskusji na scenie politycznej, kulturowej czy społecznej nie ma po prostu miejsca dla troglodytów walących pałami, oblewających czymkolwiek kogokolwiek. Agresja wobec celebrytów - jakiejkolwiek maści, świadczy jedynie o bezradności i braku intelektu agresorów. Dodatkowo nobilituje ofiary napaści i czyni z nich męczenników sprawy, którą akurat popierają. Więcej więc z tego szkody dla ich przeciwników niż pożytku, nawet pominąwszy aspekt prawny czy moralny takich zdarzeń.
Dlatego, chociaż włos mi się jeży na głowie, tym razem jestem po stronie Wojewódzkiego. Chociaż osobiście czasami sam miałbym ochotę go palnąć w łeb, to napastnika należałoby końmi włóczyć po majdanie, tudzież umieścić w dybach na miesiąc w miejscu publicznym. Właśnie na tym polega bycie człowiekiem cywilizowanym - nie czekam na nikogo przed wejściem do radia, żeby ochotę wprowadzić w czyn, tylko dzielę się bez skrępowania ze znajomymi moją opinią o nim. W przeciwieństwie do pitekantropów, mam swój honor. Zresztą  - szkoda gadać.......



wtorek, 27 sierpnia 2013

Pogrzeb na Vacie

Budżet naszego państwa jest w okropnym stanie. Wskazuje na to nie tylko "zmiana ustawy o zmianie ustawy o zmianie niektórych ustaw" dotycząca nowelizacji ustawy budżetowej na 2013 rok, ale również cięcia, jakie rząd nam funduje, wszędzie gdzie się da. Za wyjątkiem oczywiście wydatków na działanie rządu. No, ale te są przecież oczywiste - premier i premierowa nie mogą przecież paradować w ubraniach z Wólczanki - Armani i Prada to przecież standard europejski! Poza tym przecież córka premiera prowadzi bloga o modzie - i wie dobrze co jest trendy! A noblesse oblige!
Żeby mieć na wydatki naszego rządu, właśnie wprowadza się interpretację ustawy o VAT, według której podatkiem tym mają być objęte daniny pobierane przez Kościół z racji świadczenia przez księdza usługi pogrzebu.  Interpretacja łódzkiej Izby Skarbowej jest pewniejak najbardziej merytoryczna i właściwa  - biorąc pod uwagę dość nieokreślone zapisy ustawy o VAT, jednak wywołuje we mnie pewien niesmak. Chociażby dlatego, że obciążenie podatkiem VAT opłaty za tą "usługę" spowoduje, jak to zawsze jest w przypadku tego podatku, przeniesienie ciężaru zapłaty podatku na usługobiorcę - w tym wypadku rodzinę zmarłego.
Nie będzie to, jak zacierają rączki w uciesze antyklerykałowie - opodatkowanie kleru od ich chciwości - ale jeszcze jeden kopniak w zwykłych obywateli. Dodajmy też, że znajdujących się w i tak fatalnej sytuacji po śmierci bliskiej osoby.
Może więc dojść do tego, że rodziny normalnego Kowalskiego, któremu zdarzy się opuścić ten padół łez, nie będzie po prostu stać na taki wyraz troski o jego doczesne szczątki. Co za tym idzie, najtaniej wyjdzie kremacja i postawienie biedaka na szafie, w nadziei na nadejście lepszej koniunktury, kiedy będzie można go pochować. Szczególnie, że obcięto nawet zasiłek pogrzebowy, który starcza obecnie w najlepszych układach jedynie na pokrycie połowy kosztów skromnego pogrzebu.
Jeszcze raz okazuje się, że nasze państwo nie jest dla obywatela - jest dla samego siebie - a obywatel jest jedynie dojną krową, która ma zapewnić temu państwu dostatnie i wygodne życie. Dlatego też, zamiast zmieniać system podatkowy i szukać oszczędności, minister Rostowski i jego ekipa wysysa z obywateli pieniądze do ostatniego grosza za życia a nawet jak teraz po śmierci.
Jak to kiedyś ktoś powiedział,  są dwie rzeczy w życiu człowieka nieuniknione - śmierć i podatki. Z czego jak się okazuje w polskiej rzeczywistości, podatki są o wiele bardziej nieuniknione i ściągane z nas również po śmierci.
Z niecierpliwością czekam na dalsze pomysły urzędników skarbówki. Podpowiadam, że należałoby iść w stronę wprowadzania podatku na przykład od zużytego przez obywatela tlenu - można by na przykład wprowadzić osobiste liczniki zużytego powietrza i to zużycie z kolei, opodatkować podatkiem akcyzowym. Ostatecznie według interpretacji skarbówki może okazać się, że tlen jest towarem luksusowym!

 
  

czwartek, 22 sierpnia 2013

Monopol na przemoc czyli ogniem i mieczem wersja 2013

Po kolejnej rozróbie, tym razem z udziałem meksykańskich tambylców, nasi politycy z lewa i prawa prześcigają się w potępianiu kiboli i pomysłach na "zero tolerancji". Wczoraj minister spraw wewnętrznych pan Sienkiewicz stwierdził, że monopol na przemoc ma państwo a ex-minister Ziobro domaga się zaostrzenia kar i korzystania z sądów 24 godzinnych.  Wszyscy ubolewają nad tym że sądy wydają wyroki w zawieszeniu, policja boi się interweniować, żeby nie prowokować kiboli a w wypadku nie daj Boże, interwencji, nie uczynić krzywdy chuliganom, bo to wiąże się z długotrwałym dochodzeniem i kłopotami w pracy.



Szkoda tylko, że nasi politycy zajmują się problemem pseudo-kibiców jedynie wtedy, kiedy nie ma innego wyjścia ze względu na reperkusje międzynarodowe lub opinię publiczną a zwykle wykorzystują ich do rozgrywania swoich własnych gier i uznają za przydatnych sojuszników. To kompletna paranoja. Rozmowy i negocjacje z kibolami, sankcjonują ich obecność w społeczeństwie, dają im poczucie własnej siły i bezkarności. Nasi włodarze więc jedynie zbierają to co sami zasiali.
Tym bardziej śmieszą wypowiedzi ministrów  - szczególnie szlachetnego potomka autora Ogniem i mieczem, który przypisuje państwu monopol na przemoc i solennie obiecuje wyplenić zło z korzeniami. Wymachiwanie szabelką widać wyniósł z lektury dzieł Przodka. Wówczas jednak kniaź Jarema mógł palić i wyrzynać całe wsie, aby bunt uspokoić. Dziś brak kniaziów a monopol na przemoc mają kibole, mający w głębokim poważaniu władzę, policję i ministerstwo.
Tak naprawdę kolejne tego typu zdarzenia pokazują monopol państwa na niemoc. Brak możliwości skutecznej walki z przestępczością, to jeszcze jedna kropla w morzu nieudolności III RP. A reszta obywateli? Boi się reagować na objawy przemocy na ulicy, czuje się zastraszana na własnych osiedlach
i zaczyna zastanawiać, po co do cholery płaci się podatki, skoro państwo nie jest w stanie zapewnić im nawet tego minimum, jakim jest poczucie bezpieczeństwa we własnym domu. 

poniedziałek, 8 lipca 2013

Ksiądz Lemański w szumie medialnym

Dziś wielkie zamieszanie w mediach odwołaniem ks. Lemańskiego z parafii przez jego biskupa. Co do samego księdza Lemańskiego - według mojej skromnej opinii trudno jednoznacznie powiedzieć czy jego nauczanie jest dobre czy złe. Praca, którą wykonywał i którą najwyraźniej kochał, była przecież dziełem dobrym - przynajmniej tak widzę to czytając teksty w mediach i wypowiedzi samego księdza Wojciecha.
Dość czasem kontrowersyjne i dość mocno odstające od nauczania episkopatu Polski. Nic więc dziwnego, że natychmiast dziennikarze podchwycili temat. Oto mamy konflikt kościelnego "betonu" (biskup) z kościołem "liberalnym" (proboszcz). Wspaniała okazja aby wezwać do liberalizacji i demokracji w Kościele! Biskup beton tłamsi proboszcza postępowca! Tyle, że dziennikarze zapominają o jednym. W Kościele nie ma demokracji. Kościół nawet w XXI wieku pozostał państwem feudalnym. Tu nie ma "wolnomyślicielstwa" i demokratycznych reguł sprawowania władzy zgodnie z wolą większości. Nowowyświęcany prezbiter składa w chwili święceń przysięgę biskupowi. Przyrzeka jemu i jego następcom cześć i posłuszeństwo. I nie ma tu żadnego "ale", ani wyjątków od reguły. Ksiądz jest sługą. Sługą przede wszystkim swoich wiernych ale i sługą Kościoła. I nie wolno mu o tym zapominać. Co jednak nie znaczy, że posłuszeństwo to ma być bezrozumne. Nie może jednak być nieposłuszeństwem. Nieposłuszeństwo kapłana bywa bowiem zgorszeniem dla wiernych i potrafi zachwiać ich wiarą. Są jednak inne środki i inne metody. 
W wielu rzeczach zgadzam się z księdzem Wojciechem. Polski kościół wymaga odnowy. Wymaga innego spojrzenia na tradycję i wiarę. I jego odnowa powinna zaczynać się od dołu - właśnie od kapłanów, którzy są - lub raczej powinni być - najbliżej problemów swoich wspólnot - tam bowiem wiara jest najżywsza i najbardziej autentyczna. Niektórzy księża jednak zapominają o służebnej roli jaką mają pełnić. Czasami zdarzało mi się spotykać kapłanów, którzy zapominali. Pokusa jest wielka i tak łatwo jej ulec. Kiedy stajemy na ambonie i setki ludzi słuchają nas - naszych myśli i przemów, jakże łatwo jest zapomnieć, że nie głosimy siebie. Przemawiając do ludzi, łatwo jest pomyśleć, że to siła naszych słów i nasza osobowość powoduje, że tłumy zbierają się co niedzielę żeby słuchać. Wtedy mówca upaja się samymi swoimi słowami i przemawiając  sprzedaje słuchaczom siebie jako mówcę lub mędrca, mającego monopol na prawdę i wiedzę. Czasem więc żarliwość głoszenia Słowa zmieniamy na żarliwość głoszenia własnej osoby w otoczce dobrej wiary. Nie ma to wiele wspólnego z pokorą czy służbą. To zwykła pycha. Często obserwowana od wikarego do kardynała - wystarczy tylko posłuchać niektórych kazań. 
W tej sprawie zresztą pycha jest wszechobecna - także po stronie biskupa i kurii. Za kilka lat, nikt nie będzie pamiętał przyczyn konfliktu, ksiądz Wojciech przestanie być "medialny" i tak jak inni zostanie zapomniany przez gloryfikujących go teraz dziennikarzy, a ludzie zapamiętają jedynie pychę wszechwładnego biskupa i medialnego księdza. Niczego to niestety nie zmieni. 
A Kościół będzie nadal żył swoim nieśpiesznym życiem i powoli realizował to co mu nakazano. Patrząc na nowego papieża mogę mieć nadzieję, że będzie to droga pokory, wierności Słowu i służby innym. Czego ośmielę się życzyć, jako szeregowy katolik, całemu episkopatowi i duchowieństwu Polski. 

środa, 19 czerwca 2013

Wielki Brat słucha PRISMatem

Ostatnio jakoś mało czasu miałem na pisanie i tylko wrzucałem fotki z miejsc, które udało mi się zobaczyć i rzeczy, które w jakiś tam sposób wydały mi się ciekawe, kiedy patrzyłem na nie przez obiektyw. No i w końcu mój organizm zastrajkował w niedzielę i obecnie leżę już 4 dzień z zapaleniem stawów i nogą nie dość, że spuchniętą do bólu, to jeszcze malowniczo wyciągniętą w stronę sufitu. W dodatku nie mogę pobawić otrzymaną w poniedziałek zabaweczką. To pod spodem to właśnie mój "nowy" gadżet.
 Chwilowo więc fotografując wszystko w zasięgu wzroku, staram się jakoś z nim zaprzyjaźnić i poznać wszystkie jego możliwości. Pewnie mi jeszcze zejdzie chwila, ale leżę co najmniej do piątku więc mam czas.
Nudząc się jak mops, mam też czas na czytanie wiadomości. I wyczytałem, że jesteśmy permanentnie inwigilowani przez USA ichnim systemem PRISM, który śledzi uważnie to co piszę sobie w tej chwili, a co Ty drogi Czytelniku czytasz. Siedzący gdzieś w bunkrze, lub co prawdopodobniejsze, w wygodnej rezydencji, kapral Jones lub sierżant Brown, czytają nasze listy do kolegów w których umawiamy się na browar, listy do naszych małżonek, przyjaciółek, kochanek oraz donosy, jakie czynimy na kolegów w pracy. Inny biedak z tejże formacji, podsłuchuje nasze rozmowy i czyta SMS-y, wysyłane do tego lub owego z naszej książki adresowej i łamie sobie swój afroamerykański lub biały łeb nad tym, co autor miał na myśli pisząc "death2president jutro 18:45".  Zamach na Bronisława? Nie, to tylko dwóch nieletnich umawia się na koncert punkowej formacji z pobliskiego Bździszewa. Tak więc, system ten jest w stanie wychwytywać poszczególne słowa klucze i na tej podstawie kwalifikuje dane treści do sprawdzenia. Słowa pojawiające się w moim tekście - zabiję, Obama, Allah, zemsta, dżihad, śmierć Ameryce - zapewniły mi właśnie chwilowe zainteresowanie rzeczonego kaprala. Hold your horses Jack! Stay cool! Nie nie jestem Talibem. Jestem za to obywatelem Rzeczpospolitej Polskiej i jako taki jestem wzruszony troską USA o moje bezpieczeństwo i głęboko wkurzony tym, że jestem inwigilowany, szpiegowany i przeglądane są moje zasoby sieciowe. Niestety  - nie mogę się odwdzięczyć porywając samolot i ładując go na łby panom z NSA i CIA. Czego powoli zaczynam żałować. Właśnie takie akcje sprawiają, że ma się ochotę wziąć kałacha i przyłączyć się do Al-Kaidy.  A teraz zażyję kolejną dawkę tramalu i poczekam na zwiększony ruch na moim blogu powodowany wizytami analityków wywiadu USA. Dobranoc Państwu. Bye Jack! 

środa, 24 kwietnia 2013

Doktor WHO i przedszkolaki - edukacja seksualna dla najmłodszych

Władcy od wielu tysięcy lat znajdowali tematy zastępcze. Założę się, że Amenhotep II, za pomocą ówczesnych urzędasów, wywoływał dyskusje społeczne pod tytułem: czy należy budować nowe piramidy w kształcie walca, zamiast jak dotychczas, jedynie dlatego, żeby nie myśleli o tym, że drugi rok z rządu Nil nie wylał jak należy. Podejrzewam również, że do chwili kiedy pierwszy barbarzyńca nie wpadł z mieczem zbroczonym krwią do sali senatu rzymskiego, senatorowie dysputowali zacięcie o tym, czy należy skrócić, czy wydłużyć ubiory czcigodnych rzymskich matron. Ponieważ historia lubi się powtarzać nasi sejmo-dioci oraz wszelkiego rodzaju komisje i organizacje międzynarodowe, słynne z tego, że ratują biedne misie polarne, ograniczają emisję tego lub owego związku i starają się doprowadzić to tego żeby panda się rozmnażała jak szalona, serwują nam kolejne przerażająco idiotyczne dysputy. Kilka dni temu usłyszałem, że w ramach dyskusji organizowanej przez WHO ( Światowa Organizacja Zdrowia) dyskutowano na temat, tak słodki i uroczy myślom każdego pedofila, jak edukacja seksualna w przedszkolu i możliwość wprowadzenia standardów WHO dotyczących tego, co przedszkolak (począwszy od lat 3) powinien wiedzieć o seksie. Cóż więc takie maluchy wiedzieć powinny? Powinny "wyrażać swoje potrzeby w kontekście zabawy w lekarza" oraz "stosować prezerwatywy i brać odpowiedzialność za bezpieczne i przyjemne kontakty seksualne".  Jak rozumiem w związku z tym, że już mamy w przedszkolach program "Tęczowego przedszkola" w którego toku chłopców przebieramy w spódniczki oraz peruczki aby udawali dziewczynki, po wejściu w życie równouprawnienia związków homosiów z normalnymi małżeństwami, jesteśmy w trakcie kolejnego etapu "tęczowej rewolucji" - legalizacji praw pedofilów i innych dewiantów - za wyjątkiem zoofilów, którzy mogą przecież krzywdzić pandy lub misie polarne.
Konferencja odbyła się pod patronatem naszego ministerstwa zdrowia i oczywiście ministerstwa edukacji.  Czyli za moją kasę z moich osobistych dochodów, na które ciężko zapracowałem a które państwo przeznacza na cele tak debilne jak wspomniana konferencja.
Po co przedszkolak ma "wyrażać swoje potrzeby seksualne" ? Bo według WHO takowe oczywiście posiada. Nie mam zielonego pojęcia. Co prawda lata 90-te pamiętam jak przez mgłę, ale pomimo braku edukacji i znajomości standardów WHO, nie narzekałem na brak satysfakcjonującego pożycia seksualnego - nawet z moją mało wyjściową gębą. Uważam również, że "krytyczne podejście do norm kulturowych i religijnych" jest moim dzieciom zbędne. Albowiem komisarzom z UE nic do tego jakie wartości chcę przekazać moim dzieciom. Skoro swoje chcą wychować na debili i dewiantów - służę uprzejmie, ja wolę klasyczne wykształcenie i będę dumny kiedy będą znały łacinę i potrafiły myśleć nie tylko ..hm.. genitaliami.
Niestety wszyscy są od nas mądrzejsi i ostatecznie to nie rodzice mają decydować czy chcą w przedszkolu podobnych eksperymentów, bo nie posiadają oni fachowej wiedzy na ten temat" Tak. To prawda. Nie jestem fachowcem od wychowania seksualnego. Podejrzewam, że szanowni komisarze też nie. Więc w tej dyskusji stoimy na równych pozycjach. Z tym, że ja jako biały, heteroseksulany, prawicowy moher, mam prawo jako mniejszość, które tak szanowni komisarze ubóstwiają chronić, żądać poszanowania moich praw do zachowania tożsamości, na równi z homosiami, pedofilami oraz transami. I powtarzam po raz kolejny. Nie wyrażam zgody na wydawanie kasy z moich podatków na tego typu inicjatywy. Kropka.  Jeśli natomiast szanowni komisarze mają ma dzieci, w co ośmielam się wątpić, albowiem mając tak nienormalne pomysły, muszą posiadać jakieś skrzywienia psychiczne na punkcie seksu z impotencją włącznie (ciekawe co powiedziałby na to Zygmuś Freud?), nie roszczę sobie pretensji do tego, w jaki sposób chcą wychowywać kolejne pokolenie dewiantów - byle u siebie w Niderlandach!