Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hobbit. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hobbit. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 10 listopada 2013

Seksistowskie wojny

Nie ma jak Szwedzi. Nie dość, że mają prawie prohibicję, to jeszcze w dodatku wzorcowo stosują zasadę parytetu płci - wszędzie. Otóż wedle Szwedzkich oficjeli o wartości danego dzieła kinowego powinien świadczyć nie świetny scenariusz, hiper wydumane efekty specjalne, czy tam inne bzdury, jak gra aktorów. O wartości filmu dla Szwedów będzie decydowała obsada aktorska, chociaż raczej nie o ilość gwiazd chodzi, a o zachowanie parytetu pomiędzy płciami.
Tak więc przekreślono z góry takie tytuły jak "Gwiezdne Wojny" - wszystkie części razem, "Harrego Pottera" czy całą trylogię "Władcy Pierścieni" a jak sądzę negatywnie zostanie zaopiniowany również "Hobbit". We wszystkich tych filmach, według szwedzkich znawców, za mało pokazywanych jest kobiet a za dużo bohaterów jest mężczyznami, co jawnie dowodzi seksistowskiego charakteru owych filmów.
Jako zdeklarowany fan Tolkiena oraz Lucas'a i spółki, chciałbym zaproponować ponowne nakręcenie tychże dzieł w sposób aprobowany przez naszych skandynawskich sąsiadów.
Z Gwiezdnymi Wojnami w sumie nie ma problemu - większość robotów może być przecież uznana za osobniki płci żeńskiej.  Podobnie można w tłumaczeniu na szwedzki sprawić, żeby szturmowcy  - klony mówili do siebie żeńskimi głosami i zwracali w formie żeńskiej  - i już mamy 1/2 obsady w  płci pięknej  - ewentualnie, jeśli zbyt dużo głównych bohaterów byłoby zbyt męskich, wystarczy, że Yoda będzie mistrzą a nie mistrzem - a imię i tak jej się kończy na "a" (ciekawe czy to działa i po szwedzku).  Z jego wyglądem - poczciwej staruszki  - i tak nikt nie zauważy.


Oczywiście co do Harry'ego Pottera zmiany będą musiały iść nieco dalej. Sam Wiesz Kto powinien być kobietą - najchętniej wysoką i smukłą blondynką ze szwedzkim akcentem. Przyznam, że podniosłoby to znacznie walory estetyczne tej postaci.



Najgorzej będzie z moimi ulubionymi adaptacjami Tolkiena. Ostatecznie niegdyś wierzono, że wojna, nawet ta z Sauronem, jest rzeczą typowo męską a kobiety powinny wspomagać bohaterów swoją magią lub dobrą radą. I tak film idzie tu na pewne ustępstwa, czyniąc np z Arweny wojownika. No, ale można nadrobić w innym miejscu. Może liczba postaci wątpliwie męskich będzie mogła zastąpić czysto kobiece. Na przykład Legolas - wyraźnie da się zauważyć, że coś z nim jest nie bardzo męsko. I co to za facet, co biega po lesie w zielonych rajtuzach i lubi grać z kolegami w "Dwie Wieże".

 
Jeśli jednak to nie przejdzie, zawsze zostają nam kobiety krasnoludów. Parafrazując Pratchetta - kiedy niczego już nie ma, zawsze zostają krasnoludy. Jak wiadomo, nikt nigdy nie widział kobiet krasnoludów. Bo są one tak bardzo brzyd... znaczy, podobne do męskich krasnoludów. Tak bardzo że jedynie one same wiedzą, że są kobietami. No i po sprawie. wystarczy wybrać które z nich są kobietami. Z zachowaniem parytetu, żeby nie przegiąć w drugą stronę!


Swoją drogą miło jest czytać książki napisane w czasach, kiedy nie było równości, parytetów, filozofii gender i równości wszystkich wobec wszystkich. Coraz bardziej wydaje mi się, że wtedy facet mógł czuć się facetem a kobieta kobietą. I nikomu to nie przeszkadzało.

sobota, 29 grudnia 2012

The Hobbit: A very long expected journey!

Kompletnie na świeżo. Właśnie skończyłem oglądać pierwszą część Hobbita. Książka była króciutka w porównaniu do trylogii Władcy Pierścieni, ale przyznaję, że czytało się ją jak dobrą bajkę. Jak to u Tolkiena. Dar opowiadania, dar tworzenia światów na tyle realnych, że potrafią porwać czytelnika w podróż po ich królestwach. Sam zacząłem przygodę z Tolkienem od Silmarillionu - akurat nie było w bibliotece Hobbita, więc wziąłem jak leci. I było ciężko - dla smarkacza w podstawówce przebrnąć przez wszystkie legendy, podania, baśnie, genealogie i gramatykę języków Elfów, Numenorejczyków czy Krasnoludów, to spore wyzwanie. Potem już łykałem wszystko, zaczytując książki tego autora prawie do zniszczenia. Dlatego z przyjemnością oglądałem Władcę Pierścieni i trochę kręciłem nosem na wstawki reżysera do oryginalnej fabuły. Ale krajobrazy były przepiękne a fabuła nie pozwalała się nudzić. Nic więc dziwnego że na Hobbita czekałem z niecierpliwością i dzień po premierze podreptałem do kina, nawet w 3D - bo jakże nie skusić się obietnicą efektów wywołujących z mojej wyobraźni wszystko to co pamiętałem z książek. Trochę tylko niepokoiłem się, jak reżyserowi uda się rozciągnąć krótką w sumie opowieść, do rozmiarów trylogii. Oczywiście kwestia kasy - co wpływy z kilku części, to nie z jednej! Ale chyba się udało. I to z powodzeniem. Krasnoludy są takie jakie być powinny, nieco nieokrzesane, dumne i waleczne. Thorin wydaje się księciem bez mrugnięcia okiem, a wszelkie doróbki jakie Peter Jackson i jego zespół wstawili do fabuły czynią ją tym razem bardziej "filmową" i chyba bardziej "dzisiejszą". W każdym razie nudzić się nie można, bajeczne plenery Nowej Zelandii, znów zabierają widzów do Śródziemia i stwarzają cudownie bajkowe tło całej akcji. Orkowie są obrzydliwi, trole głupie, elfy piękne a krasnoludy z uporem właściwym swemu plemieniu wędrują do Samotnej Góry. Słuchając starej pieśni Krasnoludów, śpiewanej przez kompanię w salonie Bilba w Bag End, samemu chce się ruszyć na wyprawę po dawno utracone skarby, leżące gdzieś w lochach Ereboru.

Far over the misty mountains cold
To dungeons deep and caverns old
We must away ere break of day
To seek the pale enchanted gold....

Zresztą muzyka jest znowu cudownym dodatkiem do całości. Tak więc znowu będę niecierpliwie czekał na dokończenie znanej opowieści w nowej wersji. Podobno aż do grudnia przyszłego roku. A niech tam! Baruk Khazâd! Khazâd ai-mênu!