środa, 22 lipca 2015

Śladami Singera 2015.

Dziś mało kto wie już jak było. A przecież małe żydowskie sztetl, były częścią krajobrazu naszej ziemi tak samo jak drewniane chaty naszych dziadków. Potem przyszły nowe filozofie, wojny, Holokaust, spory o to kto był katem a kto ofiarą, lata pisania historii przez ludzi najmniej do tego uprawnionych. Może więc i dobrze, że są takie inicjatywy. Przypominające odrobinę tamten świat, zapomniany i ożywający tylko w kamieniach rynków małych miasteczek, które jeszcze pamiętają.
I dobrze, że mogłem to zobaczyć. A nawet być odrobinę uczestnikiem tej magii Sztukmistrza z Lublina, który sam opowiadał o wszystkim. był wszędzie i mamił nas swoimi sztuczkami. I celem jego opowieści była sama opowieść.

Kiedy siadam do pisania, nie mam innego celu poza samą opowieścią. Opowiadanie jest celem. (I.B. Singer)




















 

Roztocze - powrót do przeszłości

Moje pierwsze wyjazdy wakacyjne to było Roztocze, okolice Krasnobrodu, Zwierzyńca. Nocowanie w chatach dobrych ludzi, stogach siana, stodołach i na polach namiotowych. W tym roku znowu odwiedziłem te miejsca. Było inaczej, chociaż czasem nie mniej magicznie. I przez kilka dni niczego nie musiałem i to było najpiękniejsze.
















niedziela, 7 czerwca 2015

Noc kultury 2015

Wędrowcze, masz towarzysza. Księżyc w pełni, srebrny, daleki pójdzie odtąd za twoimi krokami. Powiedzie cię do miasta umarłych, gdzie twoi bliscy leżą pod głazami i darnią. Osrebrzy ci stare kamienice w rynku, widma ukaże w kościele na Zamku.

poniedziałek, 25 maja 2015

Powyborcza apokalipsa

Ledwo podniosłem powieki i natychmiast zamknąłem. "Znowu dzień, a już było tak przyjemnie". Niestety budzik w telefonie, z uporem godnym lepszej sprawy, wydzwaniał melodyjkę "Je ne regrette rien", powoli podnosząc poziom głośności. "Właściwie to czemu ja na podłodze?" W ustach czułem smak starego trampka a w głowie malutki gnom wybijał jakiś szaleńczy rytm młotem pneumatycznym. Właściwie to nie pamiętałem nawet jak się wczoraj zakończył wieczór.

środa, 20 maja 2015

To nie uniwersytet, tu trzeba myśleć, czyli naprawa C220

Jechałem sobie spokojnie, kiedy w pewnym momencie mój Czerwony Szerszeń lekko kichnął, zaświecił mi kontrolką EPC po oczach i zaczął kopcić z rury z entuzjazmem średniej wielkości lokomotywy. W lusterku widziałem jak jadący za mną kierowca w panice uciekał na drugi pas, żeby nie znaleźć się w chmurze dymu.
Zatrzymałem się i zadzwoniłem do Mariusza. 
- No, mam mały problem... - i tu streściłem mniej więcej objawy
- Dobra przyjedź, zobaczymy 
Po drodze stawiając zasłonę dymną i szarpiąc się niemiłosiernie dojechałem do warsztatu. 
- To zaczynamy od czujnika powietrza. - Zawsze podziwiałem jego entuzjazm i pozytywne myślenie. 
Po umyciu i zamontowaniu - jazda próbna Bez zmian. Podobnie EGR i coś tam jeszcze o czym nie wiedziałem do dziś, że istnieje 
- Dobra to na kanał i patrzymy. 
Po chwili wychylając się z kanału Mario potwierdził że mam gdzieś wyciek. 
- O, urwał, ale nie mam pojęcia skąd. Rozbieramy. 
Mercedes zniosła dzielnie ten striptiz. Ja z kolei nie bardzo, paląc fajkę za fajką tudzież trzymając coś w łapach jako niefachowa siła robocza. 
- Urwał, stary, ale jaja! No chodź zobacz. 
Wgramoliłem się do kanału, co przy mojej tuszy i kondycji, jest nieco problematyczne. 
- Luknij! Masz dziurę w korpusie pompy! Jak żyję tak, urwał, nie widziałem czegoś takiego! 
- Tyyyy. No jak? Jak może być dziura w korpusie? Przecież to nie powinno rdzewieć? 
A tu rzeczywiście, w korpusie pompy wtryskowej na samiutkim prawie środku dziurka. Mała, niepozorna, prawie nic.  A jednak. Jakby ktoś przewiercił korpus wiertarką No to kompletny kotlet. Uszczelnienie pompy to minimum 500 złotych plus robocizna. 
- Eeee tam. Jedziemy do marketu. 
- Po co? 
- Po klej i wykałaczki! 
- Co?! 
- No wykałaczki! Będzie taniej niż spawanie nie? 
Z miną średnio przekonaną, poszedłem grzecznie po zakupy.  Wróciłem z klejem dwuskładnikowym i paczką wykałaczek za 2 złote.
- No to patrz jak się to robi! He he... 
Mariusz wbił wykałaczkę w dziurę, złamał ją przy samym korpusie i nałożył klej. 
- Do śmierci wytrzyma!
Fakt, może nie wyglądałem zbyt zdrowo w tym momencie
Z dość głupim wyrazem paszczy wracałem do domu i przypomniało mi się stare powiedzonko, dotyczące co prawda armii, ale pasujące jak ulał. Cholera, w życiu bym na to nie wpadł!


piątek, 13 marca 2015

Terry Pratchett nie żyje ...

Książkami Pratchetta zaraziłem się od Staszka. Ot, pożyczył mi jedną a potem jakoś tak poszło. Zagłębiałem się w Świat Dysku coraz bardziej i z każdym tomem, coraz kompletniej. Nawet teraz, co jakiś czas wracam do tych książek, kiedy świat wydaje mi się ponury i jednowymiarowy. Niestety dzisiaj dowiedziałem się, że Terry Pratchett odszedł. Widać teraz gra w szachy z Kosiarzem. Ale Wielki Zółw A'Tuin nadal będzie majestatycznie żeglował przez Wszechświat. 
W wiosce w Ramtopach, gdzie tańczą ta­niec morris, wierzą na przykład, że nikt nie jest ostatecznie martwy, dopóki nie uspokoją się zmarszczki, jakie wzbudził na po­wierzchni rzeczywistości - dopóki zegar przez niego nakręcony nie stanie, dopóki wino przez nią nastawione nie dokończy fermenta­cji, dopóki plon, jaki zasiali, nie zostanie zebrany. Czas trwania czy­jegoś życia, twierdzą tam, to tylko jądro rzeczywistego istnienia.