Pokazywanie postów oznaczonych etykietą spacer. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą spacer. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 23 lutego 2014

Kościół w Wąwolnicy

Czasem warto nocą znaleźć się w miejscach, które dobrze znamy, wyglądają inaczej. Chociaż nie wyszło tak jak chciałem to nocny spacer i tak nie był czasem straconym


sobota, 15 lutego 2014

Spacerkiem po lodzie.

Co roku tradycyjnie właziłem na środek zalewu. W tym roku nie. Zestarzałem się albo co. Za to innym nie przeszkadzają roztopy i troska o własne suche gacie. Ich sprawa :)



Ci  faceci to dopiero mają cojones (jak mawiają Hiszpanie)



 Niektórzy w trakcie spacerów robili sobie również sweet focie na fejsbuczka 10 calowymi tabletami. Przyznaję, że poczułem się znacznie lepiej ze świadomością, że tacham tylko mój maleńki aparacik.


No i przepraszam za kolejny zachód słońca - jako amator nie mogłem się oprzeć pokusie


Chociaż inni i  tak robili dziwne miny zwisając z mostku linowego


środa, 25 grudnia 2013

Bożonarodzeniowy Lublin

Jednym z pozytywów posiadania dzieci jest bożonarodzeniowy spacer śladem szopek :) Ostatecznie w każdym kościele jest inna. Dla mnie drugą stroną medalu są jednak doroczne narzekania moich latorośli w rodzaju: Tato, prędzej! Złóż statyw, nie rób kwasu na środku ulicy! i takie tam różne. Mimo to zdążyłem pstryknąć kilka fotek, w trakcie zwiedzania szopek przez resztę rodziny.


















sobota, 7 grudnia 2013

Ksawery w Lublinie

Wizytę Ksawerego zapowiadali wszyscy już od kilku dni. I było rzeczywiście strasznie. Szczególnie, jeśli ktoś się wybierał poza miasto. Ale w Lublinie jak zwykle było spokojniej niż gdzie indziej  i nawet kierowcy autobusów wpadają w świąteczny nastrój. Powiało i owszem, sypnęło śniegiem i przyznaję, że nadal niepokoić się można o tych, którzy akurat wyjechali do rodziny gdzieś w Polskę.  Natomiast w mieście nawet drogowcy nie zaspali i pługi dzielnie zwalczały opad. Jedynie gołębiom nie podobało się to wcale. A ja myślami i tak byłem zupełnie gdzie indziej, łażąc teoretycznie za spóźnionymi mikołajkami.












sobota, 2 listopada 2013

Zaduszki czyli powrót do korzeni

Dobrze jest wiedzieć, gdzie są nasze korzenie. Wiedzieć skąd jesteśmy. Stąd może moje historyczne pasje. I dziś w Zaduszki, najlepiej właśnie tam wracać. Pamiętając i przekazując dzieciom, skąd jesteśmy i kim jesteśmy. Powtarzać legendy rodzinne i opowieści o zamierzchłych czasach. Te prawdziwe i te, które dziadowie nasi wymyślili by większymi się wydać tym pra, pra, pra, pra-wnukom, którzy teraz ich będą słuchali. A ja będąc ostatnim z tej linii rodu, tym bardziej pamięć ich muszę przekazać. Zanim ich groby zmienią się w proch.














Wszystkich Świętych

Już od kilku dni najczęściej słychać, "czas zadumy", "czas refleksji", wspomnienia i tak dalej. Tymczasem rzeczywistość jest typowo polska. W większości nie ma zadumy i refleksji. Są korki w których klniemy na innych kierowców, wszechobecne tłumy i brak parkingów, ale także i inne jeszcze mniej refleksyjne i zadumane rzeczy. Święto to też okazja do robienia interesu. Przyzwyczailiśmy się do sprzedawanych pod cmentarzem słodyczy, napojów, hod-dogów i kebabu, w tym roku można było również ku mojemu zaskoczeniu kupić chleb. Zaś przy cmentarzu na Lipowej postawiono nowoczesną toaletę, która działała świetnie, ale tworzyła dość długie kolejki w których stojący rodacy dawali upust frustracji i obawom przed nowoczesnością - szczególnie babcie po 80, które bały się korzystać z tego urządzenia.
W tym roku więc na skutek tych reorganizacji, dość sfrustrowany, widziałem to tak: