czwartek, 27 czerwca 2013

Epicki opis "epickiej" porażki językowej


Czasami kiedy się słucha radia lub telewizji, można dojść do wniosku, że prowadzący programy oraz układający teksty reklamowe dla co poniektórych agencji reklamowych w szkole nie miewali styczności z przedmiotem pod nazwą szumną język polski. Ostatnio do szału doprowadza mnie poniższa reklama:



To, że mamy tu "max" grube i "max" intensywne chipsy to jeszcze pół biedy  - ale te biedne ziemniaczane chrupki są w dodatku epickie. Zresztą ostatnio używa się tego przymiotnika w każdym możliwym połączeniu - "to był epicki wieczór", "epicki film", "epicka kolacja" a w końcu dojdziemy niedługo do "epickie gacie", bo o "epickich butach" już słyszałem. Wygląda na to, że zaczynamy mówić jak znane nam z dobranocek niebieskie krasnale w białych czapeczkach, dla których słowo smerf jest uniwersalnym zamiennikiem wszystkich innych. Z filmu, który obejrzałem z córką pamiętam bardzo śmieszny tekst "smerfnięty w smerfa smerf", który możemy sobie tłumaczyć dowolnie.
Bezmyślne tłumaczenie z angielskiego słówka - "epic", które w języku Szekspira ma znacznie szersze znaczenie niż w polskim, staje się drażniącym zdrowy rozsądek kuriozum, powtarzanym przez coraz szerszą rzeszę ludzi.  Tymczasem epicki w języku polskim to przede wszystkim opisowy, opowiadający, o pełnej rozmachu wielowątkowej fabule. A używamy go zamiast doskonale nam znanych przymiotników imponujący czy fantastyczny. To, że coraz więcej ludzi używa jakiegoś słowa w złym znaczeniu, nie powinno jednak legitymować językoznawców do uznawania tego za normę. Inaczej może dojść do takich potworków w tłumaczeniu jak "ewentualnie (od "eventually" - co w prawidłowym tłumaczeniu oznacza   -  ostatecznie, w końcu) epicki bohater włożył epickie gacie aby odnieść epicką porażkę w tłumaczeniu epickich tekstów na język polski".
Swoją drogą... podobno Polacy nie gęsi.. a jakoś tak epicko gęgają.