niedziela, 24 czerwca 2012

Wojewódzki i Figurski czyli chamstwo na śniadanie

Żeby zostać celebrytą nie trzeba tak wiele. Ani intelekt, ani wykształcenie, ani nawet wiedza nie są nam potrzebne. Wystarczy być na tyle chamskim i bezczelnym, żeby wszyscy inni bali się zarzucić nam cokolwiek bo mogą zostać obrzuceni za przeproszeniem "gównem". No i jaki problem? Mogę zostać celebrytą  - wystarczy że będę obrażał wielkich i małych i chrzanił konwenanse, publicznie mówił jaki wyglądał seks z moją byłą (no trzeba mieć jakąś byłą, żeby nie było że nie jest się trendy) i zajmował się wychwalaniem siebie samego pod niebiosa dodając, że moi przeciwnicy są ograniczeni i zaściankowi a ja jestem "debeściak". A tłumy będą spijać słowa z moich ust i uważać że jestem inteligentny i błyskotliwy. Ba! Stanę się wyrocznią i jurorem konkursów i będę miał swoje programy telewizyjne i radiowe. Mało tego będzie mi wybaczone że w wieku lat pięćdziesięciu prezentuję psychikę dwunastolatka i takiż sam poziom intelektualny.  A mi osobiście będzie się we łbie chrzaniło coraz bardziej. Nawet chyba uwierzę, że jestem ósmym cudem świata i basta! No i niektórzy wierzą.
Ja jestem człowiekiem konfliktowym. Ja jestem przede wszystkim solistą i zespół ludzi, współpracownicy, partnerzy, jakkolwiek ich nazwiemy, muszą być trochę skrojeni na miarę mojego formatu. To fatalnie brzmi, narcystycznie, ale taka jest prawda, żebym ja mógł dobrze funkcjonować. I najlepiej mi się pracuje z ludźmi, których sam sobie selekcjonuję. Jestem selekcjonerem ludzi, którzy tylko mi mówią komplementy. 
Ku mojemu przerażeniu niektórzy moi znajomi uważają Kubę W. za niesamowicie inteligentnego gościa. Dla mnie chamstwo zawsze pozostanie chamstwem choćby wszyscy okrzyknęli je za sztukę. Przyznaję, że czasami zdarzało mi się czytać teksty K.W. w jakichś gazetach i wywarły na mnie wrażenie ogromnego zakompleksienia i ograniczenia. Troszkę więc mi nawet go szkoda.
Ja mam bardzo pogardliwy stosunek do telewizji. Ja lubię tylko telewizję, którą ja robię, bo ona odpowiada moim emocjom, mojemu gustowi albo braku gustu.
Każdy facet ma duże ego, jedni mniejsze jedni większe, ale K.W. ma takie, że prawdopodobnie zajmuje jeszcze po pięć miejsc z obu stron fotela na którym siedzi. Facet porównuje się do Hłaski, Almodovara, a nawet ostatnio do Muzeum Techniki.  Gratuluję fantazji, bo nie mogę pogratulować niestety niczego innego. Zresztą wymienieni jednych tchem przez K.W. idole pewnie, też nie byli by zachwyceni i ostro sprzeciwili się porównaniu. Za wyjątkiem pewnie Muzeum Techniki - bo to głosu nie ma. A masy patrzą się na bezkarność wygłupiających się i strojących małpie miny i są zachwyceni, że tak można.
Tymczasem "osobowości medialne" pozwalają sobie na coraz więcej. I czują się bezkarne. Wiadomo - stara zasada, że nie ważne jak, byle się o nas mówiło - nadal działa. A więc tu w audycji radiowej dokopiemy arabusom, tam jakiegoś bambusa zrównamy z błotem, przykopiemy Ukraińcom tekstem o gwałceniu ich kobiet (widać panowie W. i F. już tylko w ten sposób mogą sobie pozwolić na seks z czymkolwiek innym niż własne rąsie), jeszcze trochę poPiS-ów na temat Jarka i spółki i mamy poklask i jesteśmy nie do ruszenia. Ba! To jest nasza programowa rewolucja (czy tam kontrrewolucja - cholera w końcu wie, czy jesteśmy za czy przeciw!) Kiedy jeszcze nie było TV i TV Trwam oraz TVN instytucją tego rodzaju co K.W. i W.F  był nadworny błazen. Z reguły nieco ograniczony lub takiego grający, zabawiający swoimi minami i powiedzonkami władcę. Różnica pomiędzy ówczesnymi a dzisiejszymi błaznami polega jednak na tym, że po pierwsze naszym za niesmaczne żarty nikt łbów nie odrąbie a po drugie -  dzisiejsze błazny uważają swoje błazeństwa za sztukę a siebie samych za artystów, co ówczesnym nie przyszłoby nawet do głowy. I pomimo że nie mam nic przeciwko błaznom - nawet chamskim i prostackim - bo to część ich sztuki, będę miał wiele przeciwko władcom, którzy pozwalają błaznom na zbyt wiele. Śledząc więc aferę "ukraińską" porannego WF mam nadzieję, że mimo wszystko ktoś w końcu pokaże błaznom, że ich miejsce nie jest na tronie a niektóre żarty należy zatrzymać sobie na alkoholowe okazje zamiast je upubliczniać.