wtorek, 17 października 2017

Zderzenie ze sztuką II - Patataj, czyli kopytem po łbie

Wyszedłem właśnie z wystawy mistrza Picassa a tu na dziedzińcu zamku ukazał się w popołudniowej szarości Koziego Grodu ot taki oto ucieszny widok:


Przyznaję, że z pewną konsternacją zacząłem przypominać sobie lubelskie legendy i opowieści, które gdzieś tam kiedyś czytałem lub słyszałem od Najstarszych Starowinek, ale nic o Koniu Lubelskim w nich nie było.
Zacząłem więc opowiadać legendę o tym, jak to za szwedzkiego Potopu, polscy rycerze użyli tegoż sposobu, by zamek lubelski zdobyć, który jako miasto starego Priama zdobyty została przez podstęp zmyślnego Laertydy i  pan Wołodyjowski wraz z imć Zagłobą, niczym bogom podobni Achajowie, nim jeszcze Różanopalca Bogini Jutrzenki zorze na niebie zapaliła, z brzucha onego konia wyskoczyli i załogę szwedzką w pień wysiekli.
Nic podobnego! Jakżeż się w prostactwie swym myliłem! Czytelniku Drogi - to, bowiem, była SZTUKA! Jak żywa! nNic to, że nieco na pierwszy rzut oka (na drugi zresztą też) gumowa!
Efekt dla mojego zdrowego (jak skromnie ośmielam się przypuszczać) rozsądku był porównywalny do zderzenia Titanica z górą lodową - taki stan specyficzny, kiedy wiesz, że coś jest nie tak a jednak starasz się udawać, że wszystko nadal gra. Szczególnie po przeczytaniu poniższego opisu: 



 Nie umniejszając wielkości dzieła z poniższego opisu wyciąłem nazwisko autora - niechaj pegaz jego natchnienia ponosi go w krainy śmiertelnym niedostępne! Tak na wszelki wypadek. Uznajmy, że to z zawiści i ohydnej zazdrości, która przepełnia moje czarne serce. 

Zderzenie ze sztuką I - Picasso w Lublinie

Nie jestem fanem kubizmu, ale wystawa jednego z najwybitniejszych malarzy, w naszym mieście jest taką rzadkością, że nie mogłem sobie odpuścić. tak więc po przekroczeniu progu sal wystawowych na Zamku lubelskim zderzyłem się ze SZTUKĄ.

czwartek, 20 lipca 2017

Śladami Singera w Bychawie.

W ramach relaksu chciałem sprawdzić jak to wygląda. Oglądałem jedną z poprzednich edycji i bardzo mi się podobało. Tym razem było jakby mniej i kameralniej. W małym miasteczku skąd pochodził najsłynniejszy uczeń jesziwy Yentl, nie było turystów, a tylko przypadkowi przyjezdni, tacy jak my. A sztukmistrze bawili i momentami wzruszali. I wzbudzali jakąś tęsknotę za atmosferą małych miasteczek, która gdzieś znikła, zagłuszona przez głośniki telewizorów, ekrany komputerów i smartfonów.  Kiedyś ludzie wieczorami wychodzili z domów, żeby się spotkać, teraz zamykają drzwi i  już tylko oglądają wiadomości. Szkoda.














niedziela, 2 lipca 2017

Confitura z odrobiną dziegciu.

Człowiek zaczyna się uczyć czegoś i po jakimś czasie wydaje się że jakąś tam wiedzę już posiada. Wtedy potrzebny jest porządny kopniak, żeby uświadomić mu jak nikłe są jego umiejętności i jak mała wiedza. No więc wybrałem się na Confiturę. Nigdy nie byłem na takim czymś. Nie było jakoś okazji, czasu a przede wszystkim chęci. Tym razem motywacja była jednak silniejsza. Postanowiłem spróbować, więc wyrwałem się więc na chwilę z mojego kołowrotka rachunków, zaległych spraw, braku czasu i zmęczenia tym wszystkim i znalazłem się w zupełnie innym świecie. 
Świecie geeków, koderów, programistów, zapaleńców, momentami maniaków swojej dyscypliny. Tłum geeków kłębił się na korytarzach i schodach, rozmawiał -  o nowinkach technicznych, nowych wersjach, nowych sposobach robienia tego czy owego, w kolejce po kawę i ciastka, do toalety, w salach wykładowych i gdzie tylko popadło. 
Najważniejsze jednak były prezentacje, zarówno te dotyczące samego języka programowania, jak i te "miękkie" o możliwościach, właściwych praktykach, o tym jak zachować zdrowy rozsądek w tym co robimy. 
Największe wrażenie zrobiła na mnie prezentacja Wojciecha Seligi.  O tym co nieuchronnie nadchodzi, kiedy popyt na programistów, takich jakimi teraz są, się skończy. Kiedy pisanie kodu, nie będzie już wystarczające, kiedy w Matrixie w jakim żyjemy, zamknięci w boksach software labów i klimatyzowanych szklarniach, staniemy się zbędni - przestaniemy zaspokajać potrzeby zewnętrznego świata. Już teraz jesteśmy, tylko zasobami ludzkimi, hodowanymi w cieplarnianych warunkach, które można wynająć, zamienić i sprzedać, a które powoli odrywają się od rzeczywistości zajmując się z reguły jednym, maleńkim wycinkiem jakiegoś problemu, bezrefleksyjnie używając swojej wiedzy, doświadczenia i umiejętności w tym wąskim zakresie w jakim ją zdobyły. 
Sam pamiętam jeszcze czasy, kiedy odrobina nawet wiedzy z zakresu IT sprawiała, że było się kapłanem lub akolitą, jakiejś tajemnej religii, wiedzy hermetycznej niedostępnej dla zwykłych śmiertelników. Teraz wiedzą tą dysponują nawet przedszkolaki, poruszające się swobodnie w świecie nowych technologii i pobierające pierwsze lekcje programowania już w wieku 5 lat.  
Wróciłem więc z torbą gadżetów, zmęczony, trochę mądrzejszy i w ponurym nastroju siadłem do książek. Może i wyginę, ale przynajmniej bez walki się nie poddam.

    


czwartek, 8 czerwca 2017

J.C. - Superstar nadal w formie!

J.C - gość miał styl, klasę i umiał się znaleźć. Tłumy czekały na jeden znak. Tylko po co wybrał taki zabity dechami kraj? I czas też nie bardzo. Teraz byłby bożyszczem tłumów, Gwiazdą, ubóstwianą przez miliony. Każde słowo i każdy krok śledzilibyśmy na Youtube, komentowali na Tweeterze. Zdobyłby miliardy lajków i wyświetleń! Zarobiłby miliardy na sprzedaży gadżetów i reklamie. Ilu biednym mógłby pomóc! Ilu chorych uzdrowić!

poniedziałek, 5 czerwca 2017

Strajk taksówkarzy czyli cienki pisk opon

No i poleciało. 2 tysiące "Złotów" zblokowało Stolicę. Bo UBER im podbiera "klyjentów". A społeczeństwo Warszawki i światła inteligencja oczywiście zaczęła narzekanie. Bo to przecież cebulowe Janusze i buraki. Siedzi taki cały dzień w tym swoim gracie i naciąga ludzi. I tylko patrzy jak tu się na pasażerskiej krzywdzie dorobić. Do szkółki taki Janusz Buraczany nie chodził a teraz na łatwy chlebek liczy. A jak już do domu wraca po dyżurze to tylko liczy kasę i drugi dom już stawia bo pierwszy z basenem wykończył.
Drodzy Państwo Intelektualiści, Elito Społeczeństwa Polskiego. Kwiecie Intelektualnych i Kulturalnych wyżyn. Pozwolę się sobie z Państwem nie zgodzić. Nie mówię, że zupełnie nie macie racji. Są "sałaciarze", których z głębi serca nienawidzę. To ci cwaniacy jeżdżący na wycieczki krajoznawcze i nabijający kilometry jak zwąchają "nieświeżego", albo ustalający sobie stawkę kilometrową 7 złotych i 20 za trzaśnięcie drzwiami. Ale większość z tych "Januszów", to ludzie starający się pracować uczciwie, zapewnić Wam (tak właśnie Wam Droga Elito!) bezpieczną i w miarę szybką drogę do domu, pracy, na wódkę. do kochanki, czy do szpitala. To te cebulowe biznesmeny odprowadzają Was Drodzy Inteligenci do domu, kiedy wypadacie na chodnik całując swoimi Jaśnie Wielmożnymi pyskami trotuar. Te buraki wysłuchują Waszych Drodzy Pasażerowie, narzekań, poglądów, często -gęsto cebulowo-buraczanych. Waszych, Drodzy Filozofowie, wywodów na temat i obok tematu i kiwają swoją wsiową, niewykształconą, durnowatą głową potakując Szanownym Pasażerom. 
A czemu? Bo muszą. Tak Drodzy Państwo, bo muszą zapłacić ZUS i podatek, muszą naprawić samochód, muszą zapłacić rachunki i muszą nakarmić rodzinę. Jeżdżą więc po 12 godzin po nocy i traktowani są jak niewolnicy, przez takich jak Wy, Kulturalnych Światłych Obywateli Naszej Odrodzonej Rzeczypospolitej. 
I wiem dobrze, możecie mi wierzyć, jak to jest, kiedy pan MAGISTER wsiada do taksy i z wyższością woła "No wio! K...wa!", albo przechodzi na angielski, na poziomie podstawówki, żeby powiedzieć koledze jaki debil, frajer i maderfaker ich wiezie do domu i co to on nie może mu kazać. A czasem ta ELYTA potrafi też pospolicie zeszczać się pod siebie, albo zarzygać samochód i jeszcze kłócić się, żeby ten p...lony czarnuch za kółkiem posprzątał, bo mu k...wa płacą. 20 złotych całe!  
Tak Drodzy Pasażerowie. Dlatego czasem popatrzcie na taksówkarza trochę inaczej, postawcie się w jego sytuacji i zamiast traktować go jak robaka, zobaczcie w nim człowieka. Czasem równie ciężko pracującego jak i Wy. I dlatego zrozumcie, że firmy typu UBER, świadczące usługi przewozowe bez wymaganych koncesji, ubezpieczenia, badań  i odprowadzania podatków, odbierają takim kierowcom po prostu chleb, na który nie mają znów tak wiele.