piątek, 9 listopada 2012

Przeszukania w domach ONR-owców w Lublinie

Wczoraj trochę dowiedziałem się że do mamy mojej znajomej do domu wparowało ABW i Policja i MiB (Faceci w Czerni) celem rewizji i przeszukania w sprawie.. no nieważne. Sprawy nie znam Ale tak się składa, że brat znajomej jest ONR-owcem.  No taki narodowiec to z pewnością jest element wywrotowy i z natury swej gotów do wszelkiej akcji zbrojnej w obronie swoich przekonań. Taki mudżahedin nawet.


Poczytałem sobie rankiem artykuł w sieci i od razu zrozumiałem więcej. Chodziło o sprawy gdzie poszkodowanymi byli .. no nieważne. Sprawy karne - nie jakieś tam zabójstwo, czy nawet nie kradzież. Góra dewastacja mienia  - tyle, że namalowano swastyki. Po pijaku jakiś smark w glanach chciał się popisać i dokopać Żydom, czy komuchom. Oczywiście nikogo nie zatrzymano, ani nikt nie wyskoczył dobrowolnie oknem, ani nawet nie dostał pałą po nerkach. Ot rutynowe czynności w prowadzonym dochodzeniu. Policja natomiast "skonfiskowała" komputery i materiały propagandowe ONR-u.
W sumie nic strasznego nieprawdaż? Nie powiem, że jestem bliski poglądami narodowcom, chociaż uważam się za patriotę i Polaka całą gębą. Nie pochwalam przemocy w wyrażaniu poglądów politycznych, ani nie uznaję nacjonalistycznego radykalizmu i nazizmu. Dla mnie jest to postawa nie do przyjęcia, szczególnie jeśli zna się historię i jest się Polakiem. W tym jednak wypadku, nie uważam tego typu działań naszych służb za zgodne z duchem prawa a nawet łazi mi gdzieś po głowie skojarzenie z czasami, kiedy wzywano mnie na komendę w sprawie "skąd proboszcz miał cegły", czy "po ch.. się gówniarzu pałętasz gdzie nie wolno".
Rozumiem, że czynności dochodzeniowe muszą być wykonane niezwłocznie i skutecznie, że prawo powinno odstraszać przestępców nie tylko wysokimi wyrokami ale i szybkością z jaką je otrzymają.
Ale tu dziwnym jet fakt, że tego typu akcja jest przeprowadzana akurat 8 listopada. Na trzy dni przed 11 listopada - czyli Świętem Niepodległości. Coś mi tak zaświtało szczególnie kiedy przeczytałem sobie na TVN24, że właśnie zatrzymano 19-latków podejrzanych o podpalenie rok temu wozu transmisyjnego i grożących im karach do 10 lat pozbawienia wolności. Przypomniało mi się też, że braciszek niepokorny mojej znajomej był w zeszłym roku w stolicy i coś tam chyba mówił, że go spisali przy okazji.
No, to jak to jest w końcu? Rok później akurat przed rocznicą Wielkiej Niepodległościowej Rozróby wparowuje mu na kwadrat połowa służb (łącznie z ABW, które jakoś mi się z KONTRWYWIADEM kojarzy a nie z prokuraturą i drobnymi sprawami karnymi) i przypominają mu, że jest pod kontrolą. To żyjemy w wolnym państwie? Czy może jednak nie? Jak to możliwe, że nasza Policja, cały rok leniła się a tu nagle dwa dni od 11 listopada łapie zadymiarzy i stawia im zarzuty ? Czy to mają być działania prewencyjne? Czy naruszanie podstawowych swobód obywatelskich, takich jak poglądy polityczne i wolność słowa oraz myśli? I tu do cholery jasnej, chociaż włos mi się jeży ze złości, jestem gotów podać rękę ONR-owcom i stanąć po ich stronie. Bo dzisiaj narodowcy są "upominani", żeby się zachowywali w niedzielę poprawnie, a jutro ABW zapuka mi do drzwi twierdząc, że za dużo gadam i nie podoba im się mój semicki ryj. No i jak już mnie złapią to jak znam układy w życiu im nie udowodnię, że nie jestem wielbłądem. To może już lepiej spadać do Australii?
BTW Pozdrowienia dla mojego Kolegi Stacha, który właśnie bawi in The Land Down Under :) O pardon, teraz to on się nazywa Stanley :) i to z tamtejszym akcentem.