sobota, 3 listopada 2012

Requiem aeternam dona eis Domine.

Co roku przybywa grobów, które odwiedzam, W tym roku doszło jeszcze kilka i chyba jestem już w tym wieku że przybywać ich będzie z roku na rok więcej. Ostatecznie wszyscy jesteśmy śmiertelni i codziennie na nowo utwierdzam się w tym przekonaniu. I może z większym respektem oczekuję nieuniknionego niż jeszcze kilka lat temu.
W tym roku jednak cały ten sprint po cmentarzach był dla mnie kompletnie bezsensowny i oderwany od jakiegokolwiek znaczenia. Ot wycieczka, spacer od jednego punktu do drugiego, bez głębszej refleksji nad tym co robię i tylko odrobinę adrenaliny znalazłem w korkach, gdzie jak zwykle mogłem przeklinać kolegów kierowców i policję, która uwzięła się, żeby przeszkadzać w ruchu drogowym zamiast nim kierować. Dopiero, kiedy stanąłem jak co roku od wielu już lat nad grobem mojego kolegi, który odszedł wcześniej ode mnie, dotarło do mojego pustego mózgu, że to niezwykłe. Co roku odwiedzam jego grób i groby innych moich przyjaciół, którzy odeszli i tak właściwie do tej pory nie uderzyło mnie to wcale, ale z tamtych czasów kiedy się znaliśmy i byliśmy sobie bliscy nie zostało mi wielu znajomych - tak naprawdę chyba nikt nie został. Większość z nich zniknęła z mojego życia, z życia części z nich zniknąłem ja, na własne życzenie. I pomyślałem sobie, że gdyby Piotr żył nadal, kto wie czy w ogóle widywalibyśmy się nawet ten raz do roku, czy nie zniknąłbym z jego życia a on z mojego. To może i dziwna refleksja, ale tak naprawdę zmarli żyją w nas nadal, nawet bardziej są nam bliscy niż żywi - bo żyją w tym jednym momencie w jakim ich pamiętamy i zawsze będą dla nas tacy sami i niezmienni. A niedługo może i my sami będziemy żyć tylko w pamięci.
Requiem aeternam dona eis Domine, et lux perpetua luceat eis.