czwartek, 7 czerwca 2012

Misja TVP czyli czy nie wydaje Ci się to znajome?

Siedziałem sobie bezmyślnie gapiąc się w ekran  i starając obejrzeć kolejny odcinek mojego ulubionego serialu (dla ścisłości nie chodziło o Klan :) ) a tu do mojej świadomości dociera poniższy przekaz





Czy nie wydaje się to znajome? PEWNIE! Pamiętam! Na szczęście tylko z opowiadań ojca i książek, które jako niepoprawny politycznie bachor czytałem sobie w młodości. Toż ta reklama propaguje nic innego jak tylko donosicielstwo. Popatrzcie tylko na tą wrednie uśmiechniętą twarz pokrzywdzonej pracownicy na samym końcu. Widać, że lęgnie się w niej myśl, żeby podkablować tego wstrętnego kapitalistę do najbliższej prokuratury. Ba! Podjęła już decyzję! Jest to przecież jej obywatelski obowiązek!
Nie żebym był za wykorzystywaniem w biznesie nielegalnego oprogramowania. Ostatecznie sam jestem zainteresowany żywotnie tym, żeby moi klienci płacili opłaty licencyjne za programy jakie dla nich zrobimy. Oj tak! Jak najbardziej! Korzystanie z nielegalnego oprogramowania jest nieetyczne, cwaniackie i po prostu jest przestępstwem! Amen!
Ale z drugiej strony, namawianie na antenie, publicznie, wszem i wobec do DONOSICIELSTWA, jakoś mnie mierzi. Tak wewnętrznie, we mnie, budzi niesmak. Dlatego, że wychowałem się w czasach, kiedy donosicieli miało się na porządku dziennym. Donosili sąsiedzi na sąsiadów, ojcowie na dzieci i dzieci na ojców, w pracy czy w szkole, było tych donosicieli tylu, że niektóre organy nie miały innych zadań jak tylko czytanie donosów. A mnie z kolei uczono, żeby trzymać pysk na kłódkę. W szkole moja nauczycielka - cześć Jej i chwała! -  kładła nam łopatą do głowy powstania i romantyzm i konspiracyjnych bohaterów, opowiadała o tajnych kompletach i za każdym razem piętnowała donosicieli jako świnie, sprzedawczyków, takich synów. W domu ojciec z matką dbali, żebym nie tylko rósł zdrowo wszerz i wzdłuż, ale i zdrowo podchodził do ustroju w jakim żyliśmy. Dlatego też, widząc teraz taką reklamę, za każdym razem mam ochotę palnąć pana copywritera w pusty łeb i rzucić mu w twarz, że promuje zachowania niegodne.
Dla tych, co to nie bardzo z historią (exemplum: moje pociechy), kiedyś dawno temu był sobie taki bohater Związku Radzieckiego  - młody chłopak, mołojec, zuch i chwat!

Nazywał sie Paweł Trofimowicz Morozow - tenże młody człowiek wsławił się najbardziej tym, że doniósł na własnego ojca - mniejsza o to z jakich względów, jedni utrzymują że ideowych inni osobistych  - Trofim pewnie za kołnierz nie wylewał i rękę ciężką miał. Donosił też podobno i na innych z różnych powodów. Grunt, że stał się idolem stalinizmu i ówczesnego wychowania młodzieży. Ba! Stał się męczennikiem sprawy i idei komunizmu w czystej postaci. Bo komunizm bez donosicieli się obejść nie mógł.
Jak się okazuje po latach  - kapitalizm też obejść się bez nich nie może. Słyszy się nawet ostatnio o czymś takim jak "etyczne donosicielstwo". W naszej korporacji uruchomiono akcję whistleblower (taki gość co gwiżdże w gwizdek), gdzie namawia się pracowników wprost do, oczywiście anonimowego, zgłaszania wszelkich nieprawidłowości jakie mają miejsce w biurze. Z tego co wiem, nie jesteśmy w tym odosobnieni. Wiele firm ma podobne programy. No niby to dobrze. Jeżeli ktoś okrada firmę jest złodziejem, przyjmuje łapówkę - jest łapownikiem i tak dalej. Ale dlaczego w takim wypadku nie miałbym mu tego powiedzieć prosto w oczy? Dlaczego mam używać do piętnowania takich zachowań anonimowego donosu? Czy nie mogę tego po prostu zgłosić przełożonemu? Lub jeśli chodzi o przełożonego jeszcze wyżej? Po prostu idę, ja jako ja z imieniem i nazwiskiem i mówię. Wtedy odpowiadam moim honorem za to, że jest to prawda. No i oczywiście strona przeciwna ma prawo do obrony przez moimi zarzutami. I jest wtedy czysto, klarownie, sprawiedliwie!
A tak? Mogę donieść na każdego i o wszystkim, a mój boss przeczyta taki donos i nawet jak nie zareaguje gwałtownie zwalniając oczernionego, to będzie podejrzliwie patrzył na niego do samej emerytury.
Nie wpływa to dobrze, ani na atmosferę pomiędzy pracownikami, ani na relacje z szefostwem. Że tak się nie robi? Że nie donosi się bez powodu? Z mojego doświadczenia (w tym osobistego - na mnie też donosili) wiem, że w zakładzie pracy zawsze jest jeden lub dwóch takich "lojalnych", którzy szefowi doniosą o tym czy owym, czasem z chęci zysku, przypodobania się a czasem ot tak dla samej przyjemności kopnięcia kogoś, kto nie może się bronić. Dlatego uważam, że takie "akcje" - promowanie "etycznego donosicielstwa" czy donosicielstwa w ogóle, są najgorszym kretynizmem jaki można popełnić. Nie warto bezkrytycznie przenosić kalką działań, które być może są skuteczne w krajach o innej historii i mentalności społecznej. Ani to skuteczne nie będzie, ani z pożytkiem dla nas wszystkich. Moim skromnym zdaniem lepiej jest uczyć ludzi żeby nie kradli, nie brali w łapę i wychowywać obywateli, niż kształcić sobie kadry sprzedajnych donosicieli. No ale to tylko moje zdanie.