wtorek, 13 stycznia 2015

Romeo must die, czyli jak zostałem Kapuletem

Skończył się kolejny rok. Jakoś nie było czasu na rozrachunki z życiem. Za to przekonuję się codziennie, że życie jest nie tylko coraz dziwniejsze, ale czasami nawet coraz zabawniejsze.
Ot, kilka dni temu było mi dane zostać Kapuletem.



Nocą - bo noc kochanków pora zwykła,
czarny jej woal sprawki ich skrywa.
Niczym siostra im jest i wspólniczka.
Nocą więc, nie o żadnej innej porze,
budzi huk sąsiada. Ze snu zerwany,
postać widzi, na gzyms mój włażącą,
ku górze, niczym małpa się pnącą.
Chwyta więc szpadę - znaczy -  kij od mopa
I kijem, niczym mieczem małpę trąca!
Ta zaś spada niczym do Szeolu
wprost na ziemię z mego balkonu!
Cny sąsiedzie! winnym ci wdzięczność po grób,
mimo żeś strącił kijem nie mordercę
lecz nieszczęsnego Monteków syna,
który miast czekać pod, jak chce tradycja
wspinać się począł, szalony na balkon.
Tak to bywa z miłością - ta bowiem jest
przyczyną ludzkiej zguby od wieków,
zarówno Kowalskich jak Monteków.

Przyznaję że poezja nie jest moją mocną stroną, no i ogólnie nie potrafię, Jednak nie mogłem się powstrzymać :) Oczywiście nieco ubarwiłem opowieść, natomiast fakt, faktem -  niełatwo jest być ojcem dorastającej panny. Czy to w XVII czy w XIX wieku.