niedziela, 7 lutego 2016

W naszym własnym sosie czyli Przyjdzie Mordor i nas zje.

Lubię teatr. W teatrze inaczej niż w kinie wszystko jest realne. Począwszy od przesadzonego makijażu po dym z papierosa. Teatr jest życiem. Tylko odrobinę na opak, odrobinę szyderczo i odrobinę w krzywym zwierciadle. Tak było i tym razem.
Przygody Polaków za wschodnią granicą. Tam gdzie kiedyś nie była zagranica i tam gdzie krajobrazy znane tylko z Sienkiewiczowskich powieści i sonetów Mickiewicza. I obraz nas samych. Z narodowym kompleksem niższości wobec Zachodu, mesjanizmem i Bóg raczy wiedzieć jakimi jeszcze izmami. Tak. Scenariusz był prawdziwy. Tacy po trosze jesteśmy, małostkowi, histerycznie historyczni z poczuciem wyższości nad "niższymi" cywilizacyjnie. Patrząc na ten karykaturalny obraz Polaka za granicą, patrzącego z góry na tubylców, wschodnich barbarzyńców, którzy przecież niedawno dopiero znaleźli się w kręgu "cywilizacji", pomyślałem nie tylko o tym.
Nie jesteśmy tacy tylko za granicą. Nasze niskie poczucie wartości i zakompleksienie leczymy nie tylko na Ukraińcach, Arabach, Murzynach (wiem.. określenie politycznie niepoprawne) i Allah tam wie kim jeszcze. My codziennie sami podnosimy sobie nastrój gnojąc i poniżając każdego, kogo możemy. Faceta, który zajedzie nam drogę, bo nietutejszy-  zależnie o rejestracji: pie...olony warszawiak! lub wieśniak pie...ony!,  Sąsiada którego dzieciaki wyją od rana jak schodzą po schodach - co za chamy no!, kelnera w restauracji, kierowcę autobusu, współpasażerów, przechodnia na ulicy, kasjerkę w markecie, taksiarza i wszystkich innych. Jeśli tylko ktoś jest niżej od nas należy dać mu odczuć naszą wyższość. Jesteśmy przecież panami jego życia i śmierci, Za 5 czy 10 złotych, które raczymy mu łaskawie rzucić, stajemy się właścicielami tego podczłowieka - płacimy więc wymagamy! Wymagamy nie tylko normalnej obsługi i ale też bezgranicznego uwielbienia dla nas samych. Półbogów i herosów, którzy zapewniają temu robactwu pacę i wyżywienie. To my dajemy tym darmozjadom i nieudacznikom życiowym wikt i my utrzymujemy ich dzieci, z których to przecież również nic dobrego nie wyrośnie.
Ktoś powie że to przesada? Może i tak. Ale przypomnijcie sobie ile razy zdarzyło się wam wyżyć na kimś takim? W sklepie czy na ulicy. Na kimś, kto nie może wam odpyskować, nie może się na was skrzywić, nie może dać wam w ryj za ten stek bzdur jaki wygadujecie pewni swojej wyższości i racji. Nie mogą tego zrobić, bo mają do zapłacenia rachunki, bo mają dzieciaki, które trzeba nakarmić, bo studiują i nie mają bogatych rodziców. Więc łykają wasze "uzasadnione" pretensje i uśmiechają się z zażenowaniem.
I oczywiście ten medal ma dwie strony. Gdzieś kiedyś znajdzie się ktoś, kto w porządku dziobania będzie akurat stał wyżej od nas. Będzie Kimś Większym i Wyższym od nas, a my będziemy w jego obecności musieli przybrać wyraz twarzy lichy i durnowaty.
Tylko po co. Czy nie łatwiej byłoby po prostu być człowiekiem? I zobaczyć w innym przedstawiciela tego samego gatunku? To proste. Wystarczy odrobina empatii i odrobina pokory. Dzień staje się wtedy lepszy.