niedziela, 20 marca 2016

Misja "niemożliwe" czyli Minotaur w szpitalu

Od samego wejścia w nozdrza uderzył mnie zapach środków dezynfekujących, lekarstw i  ten nieuchwytny odór, tak doskonale kojarzący się z państwową opieką medyczną.
Po pokonaniu labiryntu korytarzy stanąłem oko w oko z Minotaurem. Znaczy z panią pielęgniarką z Izby Przyjęć Szpitala. Najwyraźniej miała zły dzień, może nawet tydzień, a może nawet kilka ostatnich lat.
- Dobry wieczór
- ...wieczór... o co chodzi?
Tu nastąpiło skrótowe opisanie dolegliwości
- Adres zameldowania?
- Ch...
- No to przecież Jaczewskiego było bliżej! Nie?!
- Ale to tylko meldunek a zamieszkanie gdzie indziej....
- Ta! Poczekać w poczekalni!
Zrozumiałbym jeśli poczekalnia byłaby zapchana ciężko rannymi  ofiarami wybuchu bomby w pobliskim pubie lub ogólnie jakimikolwiek chorymi. Tymczasem oprócz leżącej pod kroplówką pacjentki, pochrapującej sobie z cicha w sali intensywnej opieki oraz dwóch uroczych mieszkańców Bronowic w strojach ludowych, w poczekalni i izbie przyjęć wiało nudą i pustką.
Mimo to bez dyskusji podreptaliśmy do poczekalni. Odprowadzany niechętnym spojrzeniem pani pielęgniarki, zdążyłem przeczytać na tablicy korkowej przywieszonej w Izbie Przyjęć napis:
"Misją tego szpitala jest świadczenie usług medycznych na najwyższym poziomie!". W ramach chyba tejże "mission impossible" dyżurny lekarz, po wnikliwym i trwającym całe 5 sekund badaniu zapytał "Nic nie widzę, To jak? Podać Ibuprom?"
Ostatni raz byłem tu chyba z 15 lat temu. Od tamtej pory jak widać niewiele się zmieniło. Ani w sprzęcie (wózki pamiętają jeszcze chyba moje narodziny), ani w mentalności personelu. Pacjent nadal jest traktowany jak zło konieczne w uporządkowanym i spokojnym świecie personelu medycznego szpitala.
Wychodząc znacznie zdrowszym i podbudowanym na duchu rzuciłem jeszcze na plakat wiszący na drzwiach jakiegoś magazynku:



Ja wiem, że pielęgniarki zarabiają śmieszne pieniądze, ja wiem, że lekarz, żeby żyć na jakimś średnim poziomie, musi robić po kilka etatów i prywatną praktykę "po godzinach". Wiem też, że jest to praca odpowiedzialna i trudna. Wszystko to wiem. Ale jak już przychodzę do szpitala, chciałbym, przynajmniej troszkę, być traktowany jak pacjent a nie petent w urzędzie. Wtedy jak najbardziej będę wspierał wszelkie akcje protestacyjne pielęgniarek i lekarzy. Chwilowo mam jednak mieszane uczucia.