poniedziałek, 8 lipca 2013

Ksiądz Lemański w szumie medialnym

Dziś wielkie zamieszanie w mediach odwołaniem ks. Lemańskiego z parafii przez jego biskupa. Co do samego księdza Lemańskiego - według mojej skromnej opinii trudno jednoznacznie powiedzieć czy jego nauczanie jest dobre czy złe. Praca, którą wykonywał i którą najwyraźniej kochał, była przecież dziełem dobrym - przynajmniej tak widzę to czytając teksty w mediach i wypowiedzi samego księdza Wojciecha.
Dość czasem kontrowersyjne i dość mocno odstające od nauczania episkopatu Polski. Nic więc dziwnego, że natychmiast dziennikarze podchwycili temat. Oto mamy konflikt kościelnego "betonu" (biskup) z kościołem "liberalnym" (proboszcz). Wspaniała okazja aby wezwać do liberalizacji i demokracji w Kościele! Biskup beton tłamsi proboszcza postępowca! Tyle, że dziennikarze zapominają o jednym. W Kościele nie ma demokracji. Kościół nawet w XXI wieku pozostał państwem feudalnym. Tu nie ma "wolnomyślicielstwa" i demokratycznych reguł sprawowania władzy zgodnie z wolą większości. Nowowyświęcany prezbiter składa w chwili święceń przysięgę biskupowi. Przyrzeka jemu i jego następcom cześć i posłuszeństwo. I nie ma tu żadnego "ale", ani wyjątków od reguły. Ksiądz jest sługą. Sługą przede wszystkim swoich wiernych ale i sługą Kościoła. I nie wolno mu o tym zapominać. Co jednak nie znaczy, że posłuszeństwo to ma być bezrozumne. Nie może jednak być nieposłuszeństwem. Nieposłuszeństwo kapłana bywa bowiem zgorszeniem dla wiernych i potrafi zachwiać ich wiarą. Są jednak inne środki i inne metody. 
W wielu rzeczach zgadzam się z księdzem Wojciechem. Polski kościół wymaga odnowy. Wymaga innego spojrzenia na tradycję i wiarę. I jego odnowa powinna zaczynać się od dołu - właśnie od kapłanów, którzy są - lub raczej powinni być - najbliżej problemów swoich wspólnot - tam bowiem wiara jest najżywsza i najbardziej autentyczna. Niektórzy księża jednak zapominają o służebnej roli jaką mają pełnić. Czasami zdarzało mi się spotykać kapłanów, którzy zapominali. Pokusa jest wielka i tak łatwo jej ulec. Kiedy stajemy na ambonie i setki ludzi słuchają nas - naszych myśli i przemów, jakże łatwo jest zapomnieć, że nie głosimy siebie. Przemawiając do ludzi, łatwo jest pomyśleć, że to siła naszych słów i nasza osobowość powoduje, że tłumy zbierają się co niedzielę żeby słuchać. Wtedy mówca upaja się samymi swoimi słowami i przemawiając  sprzedaje słuchaczom siebie jako mówcę lub mędrca, mającego monopol na prawdę i wiedzę. Czasem więc żarliwość głoszenia Słowa zmieniamy na żarliwość głoszenia własnej osoby w otoczce dobrej wiary. Nie ma to wiele wspólnego z pokorą czy służbą. To zwykła pycha. Często obserwowana od wikarego do kardynała - wystarczy tylko posłuchać niektórych kazań. 
W tej sprawie zresztą pycha jest wszechobecna - także po stronie biskupa i kurii. Za kilka lat, nikt nie będzie pamiętał przyczyn konfliktu, ksiądz Wojciech przestanie być "medialny" i tak jak inni zostanie zapomniany przez gloryfikujących go teraz dziennikarzy, a ludzie zapamiętają jedynie pychę wszechwładnego biskupa i medialnego księdza. Niczego to niestety nie zmieni. 
A Kościół będzie nadal żył swoim nieśpiesznym życiem i powoli realizował to co mu nakazano. Patrząc na nowego papieża mogę mieć nadzieję, że będzie to droga pokory, wierności Słowu i służby innym. Czego ośmielę się życzyć, jako szeregowy katolik, całemu episkopatowi i duchowieństwu Polski.