środa, 4 września 2013

Sportowy market - tylko dla idiotów!

Od kilku tygodni mam ochotę pojechać w góry. A ponieważ moje stroje turystyczne zużyły się już prawie kompletnie, odczułem brak odzieży właściwej o tej porze roku w wysokich górach. Postanowiłem sobie sprawić więc kurtkę tak zwany softshell. Oczywiście ponieważ jestem leniwy, wybrałem sklep internetowy sportowymarket.pl, którego kiedyś byłem już klientem, chociaż przyznaję, że skusiła mnie bardzo atrakcyjna cena tej kurteczki, w dodatku całkiem renomowanej firmy. No a poza tym ładnie na ich stronie piszą o jakości usług i mają logo rzetelnej firmy.
Dokonałem więc zakupu w piątek popołudniu i zapłaciłem natychmiast jak mam w zwyczaju kartą kredytową. W ciągu kilku minut dostałem potwierdzenie dokonania sprzedaży i spokojnie pogrążyłem  się w weekendowym nieróbstwie.



Jakież było  moje zdziwienie, kiedy w poniedziałek rano zadzwoniła do mnie paniusia z tegoż sklepu, z informacją, że ona baaaardzo przeprasza, ale ostatnią kurtkę z tej promocji sprzedała w sobotę i wysłała mi maila z prośbą o podanie konta to mi odda kasę.
Przyznaję, że przez chwilę zapomniałem języka w gębie i poczułem się nieco głupawo. Po chwili jednak dałem wyraz mojemu niezadowolonemu, w sposób o tyleż kwiecisty co głośny, na co usłyszałem jedynie, że pani jest niekompetentna w rozwiązywaniu tego typu spraw. No pewnie!  - zakończyłem rozmowę  - i z wrednym uśmieszkiem na pysku, zabrałem się za pisanie skargi, zażalenia, czy jak kto woli donosu na skrzynkę kontaktową tejże firmy.
Oczywiście wypomniałem w nim, że według ich własnego REGULAMINU oraz prawa cywilnego umowa sprzedaży została zawarta w piątek, wobec czego NIE MIELI PRAWA sprzedać kurtki, będącej moją własnością już w piątek wieczorem, innej osobie w sobotę ani nawet w niedzielę. A robiąc to, naruszyli z pięć tuzinów przepisów kodeksów, począwszy od cywilnego a skończywszy na rodzinnym i opiekuńczym a nawet konstytucji Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej.
Zażądałem również w terminie czterech dni przesłania mi mojego towaru lub zaproponowania mi identycznego lub o podobnych właściwościach w tej samej cenie. Albo... i tu wyliczałem wszelkie plagi jakie spotkają szefostwo, właścicieli oraz pracowników tej firmy, do czterech pokoleń wstecz i w przód. Począwszy oczywiście od rzecznika, sądu, policji i prokuratury a skończywszy na szarańczy i trądzie.
Z poczuciem dumy z epistoły, wcisnąłem wyślij i dla pewności, żeby nikt nie mówił, że nie odebrali, zacząłem wykręcać numer na infolinię. Panienka odbierająca, zgodnie chyba z polityką firmy dotyczącą kontaktów z durnymi klientami, stwierdziła uroczo, że jest niekompetentna i skierowała mnie do obsługi sklepu, z którą rozmawiałem przez chwilą - równie jak ona niekompetentnej.
W końcu po 15 minutach od zakończenia rozmowy z infolinią, zadzwonił zdaje się kierownik sklepu z pytaniem, jak chciałbym rozwiązać powstały problem. Z satysfakcją oznajmiłem, że już napisałem jak bym chciał to rozwiązać, a chyba nie są tak niekompetentni, żeby nie umieć czytać ze zrozumieniem.
Słychać było prawie jak pan kierownik, po drugiej stronie słuchawki, opanowuje chęć mordu, ale po chwili zaproponował, że może przejrzymy ofertę to sobie coś wybiorę.
I owszem. Obok w ofercie była identyczna kurtka, w tej samej cenie, tyle że brązowa a nie czarno-zielona jak chciałem. I tak jak przy tamtej, w sklepie internetowym była informacja, że jest dostępna w magazynie. Zgodziłem się więc łaskawie na to, żeby wysłano mi kurtkę w innym kolorze, a pan ofiarnie zaproponował, że pójdzie na magazyn i sprawdzi czy rzeczywiście są i oddzwoni.
Nie chodził chyba daleko, bo po 5 minutach zadzwonił, że ... są na stanie kurtki w zamawianych wcześniej przeze mnie kolorach. Witki mi opadły. No w mordę misia! To jakiej cholery szarpiecie mi nerwy? I tu nastąpił krótki, acz treściwy, monolog z mojej strony, traktujący o intelektualnych przymiotach pracowników mienionej firmy oraz ich podejściu profesjonalnym do biznesu i klienta. W końcu wykrzyczawszy się nieco, zażądałem natychmiastowego zapakowania towaru i wysłania na podany adres.
Długo nie mogłem opanować spazmatycznego śmiechu po zakończeniu tej rozmowy. Jakieś 10 minut chyba. Po tym, mniej więcej, czasie zadzwonił znowu pan KIEROWNIK z informacją, że mają jeszcze jeden problem - otóż w Tomaszowie Lubelskim, skąd dzwonił, nie ma paczkomatów INPOST, a ja, jak ostatni debil, wymyśliłem sobie właśnie taką formę przesyłki. No zbaraniałem! Ale przecież na WASZEJ piiiip stronie, jest informacja, że w ten sposób wysyłacie! No tak, ale to nikt nie zaktualizował i ogólnie to błąd, więc proponują, że wyślą mi poleconym, jak dopłacę za przesyłkę.
W tym momencie paranoja w jaką wpędzał mnie sportowymarket.pl przekroczyła wszelkie granice ludzkiej wytrzymałości. Powiedziałem więc grzecznie i kulturalnie, że piiip mnie to, w jaki sposób przesyłka trafi w moje ręce, ale ma być cała, nienaruszona  i dokładnie taka jak chcę, do piątku u mnie w domu, a jeśli nie starczy im kasy, to niech do piiip dopłacą z własnej kieszeni a ogólnie to nie chce mi się z nimi gadać. Rozłączyłem się.
Pomimo zapewnień, że paczka zostanie natychmiast wysłana, wysyłkę odnotowano dopiero we wtorek listem poleconym zwykłym.
Jestem pod głębokim wrażeniem obsługi i poważania jakim otacza się w tej firmie klienta. Tym bardziej mi z tym źle że to firma z mojego miasta. Ale widać są markety nie dla idiotów i markety dla idiotów. Przyrzekam sobie, że jakakolwiek nie byłaby atrakcyjna ich oferta, w przyszłości więcej idiotą nie będę!