piątek, 22 sierpnia 2014

Wizytacyja część 2

Dzyń, dzyń, dzyń... dziwne, przy poruszaniu głową słyszałem dźwięk dzwonu kościelnego monstrualnych rozmiarów. "Łeee.." - wybełkotałem, wypluwając jednocześnie z ust zgniłą słomę i jakieś trudne do zidentyfikowania resztki . Świadomość powoli wracała, łącznie z pamięcią.
Leżałem w jednoosobowej celi w jednym z najgłębszych lochów zamku. Czuć było pleśnią i tym niezapomnianym aromatem miejsca kaźni, łączącym ze sobą wszelkie możliwe koszmary każdego perfumiarza. Pokręciłem głową, żeby przywrócić wzrok i znów rozległ się dźwięk dzwonów. Cholerne dzwoneczki na czapce - pomyślałem. Powoli połączenie kaca i ciosu lutnią w potylicę zaczynało ustępować. Nie ma tego złego. Ostatecznie łeb nadal mam na karku. W dodatku nie przeszukali mnie przed wrzuceniem do celi. inaczej znaleźliby "zestaw małego włamywacza", używany do polepszania mojej sytuacji materialnej i buszowania po prywatnych i zamkniętych zazwyczaj komnatach. Kłódka poddała się po kilku próbach i byłem wolny.
Świńskim truchtem wbiegłem na schody i wyjrzałem z krużganka na dziedziniec, gdzie w tej właśnie chwili Czcigodna Wizytacja przemawiała do zebranych.
Królestwo opływa w dostatek i pobór podatków zwiększył się o 20 procent netto. A Naszą wolą jest aby było jeszcze lepiej!- perorowała Czcigodna Osoba, ubrana w szatę, wartą na oko pół wioski i  gęś, oraz obwieszona insygniami władzy, w postaci niezliczonej ilości pierścieni i złotych łańcuchów, co nadawało jej wygląd pełen dostojeństwa i władzy. Stojący za plecami Ekscelencji osobnik w spłowiałym czerwonym kapturze, z dwuręcznym mieczem w kosmatych łapach, podkreślał dodatkowo wagę słów i osoby, łypiąc szarymi oczyskami na lewo i prawo -  A wszystko dzięki Naszej mądrości, łaskawości i waszemu zaangażowaniu.
Zaangażowanie w tłumie było widoczne gołym okiem. Ten i ów wiercił ciżmą w błocie, któryś gapił się w niebo dłubiąc przy tym w nosie a inny ziewał okropnie nie starając się nawet zakryć pyska ręką . Jednak stojąca w pierwszym rzędzie przed Wizytacją starszyzna potakiwała ochoczo każdemu słowu.
Liczymy na dalsze zaangażowanie i pomysłowość w spełnianiu woli Miłościwie Nam Panującego Króla Jegomości a w nagrodę Ich Królewskie Mości wysłały Nas, aby wysłuchać w nagrodę, uniżonych błagań i pokornych dziękczynień, za wszelkie łaski jakimi was niegodnych obdarzono -  Ekscelencja błysnął w łaskawym geście leworęcznym zestawem pierścieni i uśmiechnął się dobrotliwie, unosząc podbródki, z kruszcu wiszącego na piersi  - Biadajcie tedy!
Wśród tłumu rozległo się kilka niepewnych pomruków, potem kilka odgłosów przypominających walenie kijem w worki i już na całe gardło tłum wył odę pochwalną Ekscelencji, Króla Jegomości, Królowej i całego dworu oraz polityki fiskalnej królestwa aż po dziesięć pokoleń wstecz.
Dość chamy! - Ekscelencja z ukontentowaniem prezentował prawostronne precjoza - Widzimy odpowiedni entuzjazm! Znamy wasze niedole i wiemy o ubóstwie. Tedy na was nakładamy jeno o połowę wyższe niż dotychczas podatki, a Pan Nasz Miłościwy który łaskawie wejrzał, na waszą mizerię, nakazał redukcję jedynie połowy stanu osobowego tych włości. Radujcie się więc i cieszcie, którzy przeżyjecie! A teraz won! Przy uczcie porozmawiamy jeno z wybranymi, którzy dostąpią tego zaszczytu! 
Następnie cały orszak skierował się do obórki konferencyjnej, gdzie wnoszono już jadło i napitek.
Ponieważ i tak nie miałem szansy na darmową wyżerkę, czmychnąłem do wieży Alchemika i skorzystawszy z wytrycha zaanektowałem jego ulubiony fotel. W szafie z napisem TRUCIZNA znalazłem też kilka gąsiorów zacnej gorzały, którą był łobuz destylował, pod pozorem eksperymentów i testów alchemicznych. W tak umocnionej twierdzy postanowiłem przeczekać.
Pod wieczór wrócił mój kumpel Alchemik.  Ujrzawszy mnie w rozpartego swoim fotelu, z nieco przytępionym gorzałą spojrzeniem nie okazał najmniejszego zdziwienia, tylko machnął ręką zrezygnowany
Nalej i mi Błaźnie - mruknął zrezygnowany siadając na ławie. Wlałem mu pół kielicha, które wydudłał jednym haustem.
Dobra wybaczam Ci nędzną denuncjację. Odebrałem już zadośćuczynienie w naturze - powiedziałem wskazując na opróżniony w połowie gąsior - jak tam sytuacja na dole ? 
Nic nowego, podnieśli normy, zwiększyli poziom ściągalności podatku, ścieli gówniarza Ochmistrzyni oraz trzech lokajów i szykują się do odjazdu pakując co lepsze z zamkowej zastawy w swoje toboły   - nalał sobie sam i chlapnął na drugą nogę.
No to rzeczywiście nic nowego - wyszczerzyłem zęby w złośliwym uśmiechu, dolewając gorzały do obu kielichów.
Tobie wszystko jedno, a ja muszę w dwie niedziele znaleźć formułę na stworzenie kamienia filozoficznego.  - wlał w siebie zawartość kielicha - albo znów będziemy grasować po gościńcach, żeby wyrobić targety, bo jak nie to zetną nas wszystkich. 
A do tego moją nową sportową karocą mam zawieźć Ekscelencję do następnego zamku. - pokiwał głową smętnie - a Ciebie jak znajdą to masz przechlapane! - mruknął sennie, oparł się o ścianę i zasnął.
Pożegnawszy się po angielsku, nie zapominając jednak o dwóch kolejnych ratach odszkodowania w postaci opasłych gąsiorów bimbru, zebrałem po drodze moje mienie i cicho zszedłem na mury. Przywiązałem linę do blanków, przywiązałem dobytek do jej końca i zsunąłem się w dół po murze.
Jestem niezwykle przywiązany do mojej głowy a ostatecznie błazen z doświadczeniem wszędzie się przyda. Idąc przed siebie, zostawiłam coraz dalej uśpiony jeszcze zamek malowniczo oświetlany pierwszymi promieniami wschodzącego słońca.