wtorek, 25 września 2012

Mitt Romney i zmiany w konstrukcji samolotu

Bardzo współczuję panu Romney'owi tego, że małżonka miała nieprzyjemne lądowanie z pożarem na pokładzie samolotu. Zrobiła mu takie piekło w domu, że chłopina odszedł od zdrowych zmysłów kompletnie. A dziennikarze od razu rzucili się mu do gardła.
Mitt szczerze zmartwiony wypadkiem małżonki i samolotu pyta więc konstruktorów: "Dlaczego okna w samolotach się nie otwierają? To zagrożenie dla pasażerów!" To dla kandydata na prezydenta US of A duży problem. No bo przecież wiadomo - a jak pasażerom tlenu zabraknie?  To się poduszą biedacy. Powiedzmy że, tak jak w wypadku mrs Romney, wybucha pożar na pokładzie lecącego Boeinga czy Airbusa - to i dym i tlenek węgla i dwutlenek i inne tam substancje smoliste, szkodliwe bardzo dla płuc i ogólnego samopoczucia pasażera. A tak? Otwierasz sobie okno i możesz pooddychać świeżym powietrzem. Nie wspominając o tym że w razie czego możesz uratować życie po prostu uciekając przez okno z płonącego samolotu. Fakt. Jednak w pierwszym wypadku Mitt nie bierze jednak pod uwagę, że pooddychać da się jedynie przez kilka sekund zanim ciśnienie wyssie pasażera i prawdopodobnie kilku obok, na zewnątrz , co byłoby zdrowotnie wskazane bo opuściliby zadymione pomieszczenie, ale byłby to ratunek na jakieś kilka minut jedynie bo fotele nie mają wbudowanych ani spadochronów, ani butli z tlenem. W drugim wypadku również. Jak widać powszechnie znane prawidła dotyczące fizyki nie dotyczą kandydatów na prezydenta tak wielkiego kraju. Po co zaśmiecać sobie głowę bzdurami. Przecież w USofA i tak ratuje samoloty przed upadkiem Superman a jego koledzy z Ligi Sprawiedliwych zadbają o pasażerów i załogę, którzy opuszczą samolot na wysokości 4 kilometrów ponad ziemią bez spadochronu. Myślicie że w to nie wierzy? Obawiam się że nie tylko Mr Romney ale i tysiące obywateli są święcie przekonani że tak jest. I to jest siła przekazu telewizji. :)
Z drugiej strony kolega podpowiedział mi dlaczego nie otwierają się okna w samolotach.
Otóż znacie ten przypadek?  Jedziemy w upale PKS-em, pięćdziesięciu kilku ludzki ocieka potem, stężenie dwutlenku węgla przypomina U-boota zanurzonego od tygodnia, więc otwieramy okno. Za parę sekund usłyszymy narzekania babci z sąsiedniego siedzenia  - "Panie! Do cholery, nie rób pan przeciągu - przecież zapalenia płuc dostanę! " No i aby uniknąć tej właśnie żenującej sytuacji konstruktorzy samolotów pasażerskich zaprojektowali okna, które się nie otwierają! Ha! Quod erat demonstrandum!
Mr Romney, zapraszamy ponownie do Polski. Tu zrozumiesz pan w końcu wiele problemów, z którymi jeszcze się nie zetknąłeś!