czwartek, 13 września 2012

Szumilas pieśń wesołą czyli wywód pani ministry

Pani ministra Szumilas udowadnia, że system szkolny jest obecnie lepszy niż ten "stary". Teza równie dobra do udowadniania jak każda inna. Całym kuriozum owego zdarzenia jest nie to, że ministra cokolwiek udowadnia (czasem i im się zdarza), ani nawet nie to, że większość rodziców i dzieci uważa system edukacji w naszym kraju za idiotyczny i nieskuteczny. Najśmieszniejszy jest sam dowód:
"Mój 26 letni dziś siostrzeniec był pierwszym rocznikiem, który uczył się w nowo powołanym gimnazjum. I on nie zainwestował w Amber Gold. Swoje oszczędności ulokowali tam ci, którzy są w większości ze starej szkoły. Gdyby byli lepiej wyedukowani ekonomicznie, nie uwierzyliby w cuda" - dowodzi pani ministra. 
Prawda, że logicznie? Czyli wychodzi na to, że taki idiota i nieuk jak ja, ze starą maturą i jakimiś tam starymi studiami, oczywiście na niższym poziomie niż obecne, nigdy nie zostanie specem od ekonomii czy prawa. Ba! nie da rady nawet zostać siostrzeńcem ministry! Chciałbym jednak wykazać pewną słabość owego jakże błyskotliwego dowodu, której pani ministra zdaje się nie dostrzegać:
Po pierwsze - sama pani Szumilas jest produktem "starego systemu edukacyjnego" i jako taki, myśleć jednak nie potrafi tak jak wychowankowie gimnazjum. Czego jawnym dowodem jest to, że udziela wypowiedzi co najmniej nieprzemyślanych jeśli nie kompletnie debilnych. 
Po drugie - podlegli jej pracownicy w większości są również pomiotem tego znienawidzonego i obarczonego błędami systemu edukacji - co widać na przykład podczas egzaminów gimnazjalnych - kiedy wychodzą na światło dzienne, błędy w konstruowaniu zadań testowych i to nie tylko logiczne czy merytoryczne ale czasami też gramatyczne. 
Jak wynika z powyższych dywagacji, należałoby wymienić ich wszystkich na absolwentów gimnazjów, którzy oczywiście lepiej się orientują we wszystkim, dzięki reformie systemu edukacji. Tak więc pani Szumilas sama podrzyna gałąź na której siedzi.  
Twierdzenie pani ministry jest więc równie dziwne, jak stwierdzenie niejakiego Józefa Bąka, że był debilem. Jeśli bowiem było się debilem to istnieje obawa granicząca z pewnością, że jest się nim nadal i będzie w przyszłości. 
Wracając zaś do wychwalanych przez panią ministrę gimnazjów - ot mam przykład z mojego podwórka - przez dwa lata gimnazjum nauczyciele przedmiotów takich jak matematyka, biologia czy fizyka, zmieniali się z częstotliwością czasem 2 - 3 na rok. Większość lekcji albo była zamieniana na inne przedmioty albo była prowadzona przez zastępców specjalizujących się w zupełnie odmiennych dziedzinach. Patrząc na program nauczania historii, jako mi najbliższy, uśmiałem się z niektórych twierdzeń zawartych w książce jako pewników, których uczą się nasze dzieci. Większość gimnazjalistów nie ma pojęcia o gramatyce, ortografii, matematyce, fizyce i biologii. Będąc pracownikiem dość dużej korporacji finansowej, znam przypadki kiedy Ci wychwalani przez panią ministrę 25 - 26 latkowie nie potrafili składnie sklecić trzech zdań pisma lub mieli kłopoty z czytaniem ze zrozumieniem np. instrukcji obsługi ksero. Taki więc mamy według mnie bilans reformy edukacyjnej. A będzie jeszcze zabawniej. Chociażby dlatego, że szkoła obecnie nie uczy MYŚLEĆ, tylko rozwiązywać testy. I przyznaję, że żal mi nieco tych dzieciaków, które wyjdą po studiach z przekonaniem o tym że świat jest u ich stup a okaże się że niestety nie potrafią się odnaleźć w rzeczywistości, która jak na złość nijak ma się do rozwiązywania testów a wymaga umiejętności szybkiego przystosowywania się i myślenia. 
A ponieważ w dodatku jestem wredny, wracając do nieszczęsnego siostrzeńca, zapytuję a skąd 26 letni siostrzeniec pani ministry ma kasę żeby inwestować ją w Amber Gold? Ci absolwenci których znam ustawiają się w kolejce po zasiłek albo pracują za 1500 złotych miesięcznie i nie w głowie im inwestowanie. Hmm... a może ministerstwo edukacji zaczęło wymianę wyedukowanych na "starym systemie" na nowych od zatrudnienia siostrzeńca pani ministry ? Szumi las, szumi... tylko ciężko w tym szumie sensu jakiegoś się doszukać.