piątek, 19 kwietnia 2013

W brytyjskim stylu czyli pochwała Royal Mail

Nie mam kompleksów przed resztą Europy i świata z powodu tego, że jestem Polakiem.  Jestem nawet dumny z tego faktu. No, sami wiecie - Kopernik, Skłodowska, Jan Paweł  II i  byliśmy przedmurzem Europy. Czasem jednak czuję się jak wyrwany z buszu gdzieś w Australii tubylec, w przepasce biodrowej i z łukiem w ręku, w konfrontacji ze zjawiskami kompletnie dla mnie niezrozumiałymi i niepojętymi. Czego osobiście nie znoszę. Niestety w trakcie podróży uświadamiam sobie, iż mimo zapewnień kilku już ekip rządzących i ogólnie XXI wieku odstajemy od niektórych o całe lata świetlne. Nie dlatego, że nie jesteśmy dość inteligentni czy zaradni. Dlatego po prostu, że cywilizacyjnie jesteśmy zapuszczeni tak okropnie, że nie ma nawet mowy, żeby w kilka lat dogonić kogokolwiek. W dodatku większość z nas uważa, że tego nie da się zmienić a nawet nie jest to konieczne.
Czytałem niedawno jak pewien znany dziennikarz motoryzacyjny użalał się nad stanem dróg w Anglii i narzekał na ich dołki i nierówności. Widać nie było mu dane przejechać lubelskimi ulicami ani razu - te bowiem, przypominają nawierzchnię księżyca zrytą przez miliardy meteorytów i jedynym samochodem jaki nadaje się na takie drogi jest samochód służbowy lub łazik misji Apollo. Słyszałem też, że ogólnie standard życia synów Albionu ostatnimi laty pogarsza się niezmiernie, albowiem mają dylemat: czy pojechać na wakacje do Włoch, czy może lepiej spędzić lato w Brighton. Przyznaję, że to niezmiernie ważki dylemat świadczący o pauperyzacji społeczeństwa Korony Brytyjskiej.
Jednak są rzeczy, których mogę im pozazdrościć, nie wspominając nawet o monarchii, Keirze Knightley, Jamesie Bondzie i Astonie Martinie Vanquish. W chwili obecnej zazdroszczę im instytucji zwanej Royal Mail. Zostałem bowiem przez tą instytucję zaskoczony, zdruzgotany i doprowadzony do kompletnego obłędu. Otóż wyobraźcie sobie, że list polecony, nadany w jakimś tam ichnim Pcimiu, znajdującym się koło miejscowości Lądek czy tam Londyn, w dniu wczorajszym, otrzymałem dzisiaj we wczesnych godzinach popołudniowych. Przyznaję, że dobrze, że sam go nie odbierałem. Gotów bowiem byłbym uściskać listonosza lub co gorsza zupełnie po słowiańsku ucałować go z dubeltówki. Panowie z Poczty Królewskiej - chapeau bas! Toż u nas w kraju list polecony dochodzi czasem po dwóch - trzech dniach. A tu proszę taka odległość a już na drugi dzień jest! Magia! Czary! Harry Potter!
I tu smutna konkluzja. A czemuż to nasza Poczta Polska nie jest tak akuratną instytucją? Czemu wysyłając cokolwiek do wzmiankowanego Lądka muszę uprzedzać odbiorcę, że przesyłka z pewnością opóźni się odrobinę z przyczyn niekoniecznie ode mnie zależnych. No nieważne. Ale za to żarcie mają okropne a Chopin był wielkim kompozytorem i wygraliśmy tą bitwę pod Wiedniem.  My Best Regards.