poniedziałek, 25 maja 2015

Powyborcza apokalipsa

Ledwo podniosłem powieki i natychmiast zamknąłem. "Znowu dzień, a już było tak przyjemnie". Niestety budzik w telefonie, z uporem godnym lepszej sprawy, wydzwaniał melodyjkę "Je ne regrette rien", powoli podnosząc poziom głośności. "Właściwie to czemu ja na podłodze?" W ustach czułem smak starego trampka a w głowie malutki gnom wybijał jakiś szaleńczy rytm młotem pneumatycznym. Właściwie to nie pamiętałem nawet jak się wczoraj zakończył wieczór.
Z pewnością miało to coś wspólnego z butelką Danielsa, którą właśnie przypadkiem kopnąłem wstając z podłogi. Poczłapałem do łazienki nieco przytrzymując się ściany. W lustrze przywitała mnie zarośnięta i opuchnięta, wstrętna morda jakiegoś faceta. Z podkrążonymi i przekrwionymi oczami, ziemistą cerą i sierścią sterczącą na wszystkie strony, wyglądał jak kompletny degenerat. "Nienawidzę cię!" syknąłem do lustra i ledwo powstrzymałem się przed splunięciem mu w oczy. Powoli nakładałem krem do golenia na twarz i równie powoli wracały wspomnienia wczorajszego wieczoru. Wszystko przez PKW, dziadkowie leśni, psia ich mać, przedłużyli ciszę wyborczą o półtorej godziny, a ja przedłużyłem picie o co najmniej kilka setek. "Staczam się, k..wa, piję do telewizora! Ciekawe kto wygrał? A łapy mi drżą jak w delirce." Fakt pozarzynałem się w kilku miejscach, zanim usunąłem trzydniowy zarost z pyska. Teraz facet w lustrze wyglądał jak psychopata umazany krwią ostatniej niewinnej ofiary.
Gorący prysznic powoli przywracał mi resztki godności i chęci do życia. W lodówce nie było nic do jedzenia. "Jak trzeba, to trzeba" mobilizując resztki instynktu samozachowawczego włożyłem nieco wczorajszą koszulę i jeansy i w półbutach, bez skarpetek, powlokłem się do sklepu.
- Sąsiad! Uważaj, urwał, nowe przyszło! - rzucił scenicznym szeptem sąsiad, zwykle stojący pod sklepem, i chyłkiem przemknął do swojej klatki schodowej.
- Co przyszło? O czym ty p..lisz Zenek?
- G..no! Sam zobaczysz ciulu! - i zamknął w pośpiechu za sobą drzwi.
"A kij ci w oko" pomyślałem o nim niezbyt przyjaźnie. Mimo niedorzeczności tego ostrzeżenia, jakby przytomniej rozejrzałem się po okolicy. No faktycznie, może trochę pustawo było na ulicy. Zwykle kolesie stoją pod sklepem a dziś nawet pan Franek, który handluje ruskimi fajkami jakoś się nie pojawił. "No i co ja będę teraz jarał? Poranek kojota,urwał!".  Kątem oka dostrzegłem jakiś ruch na boisku przy sklepie. Kilku młodocianych właśnie kopało, zamiast piłki, faceta ubranego w marynarkę i krawat. "E, gówniarze, zostawcie frajera!" wrzasnąłem nieco ochrypłym głosem. Zawsze miałem niewczesne poczucie sprawiedliwości dziejowej,
- A ty dziadek sp..laj, bo i tobie się oberwie! - wydarł na mnie ryja jakiś krostowaty wyrostek
- Ty młody nie chojrakuj, bo ci dziadek wp..ol spuści - warknąłem, złapałem osiłka za bety i przyłożyłem z główki. Krew go zalała, ale nie miałem czasu upajać się tym faktem, bo w tym momencie jego kumpel zajechał mnie jakąś pałą w nerkę a drugi przyłożył z kopa w kolano. Błoto jak zwykle smakowało okropnie.
- Zostaw Krzychu! To ministrant był kiedyś!
- Ten żul? Ja p...lę ale się stoczył. Nawróć się dziadek!
"Jak ja cię stoczę gówniarzu", pomyślałem, ale pozostało to jedynie w sferze pobożnych życzeń
Dwóch smarków złapało mnie pod pachy i postawiło na nogi
- No, to jak? Nawracasz się czy w ryja? - nie czekając na odpowiedź przysunął mi lewym sierpowym dla podkreślenia swoich słów.  - Na kogo głosowałeś?
- Wybory są tajne i gówno ci do tego złamasie - ciężko dziś myślałem, a ten smark miał ciężkie buty. Kopniak w żołądek załatwił mnie na dobre i nie padłem tylko dla tego, że ci dwaj całkiem mocno mnie trzymali.
- Andrzej mówi, że kiedyś byłeś jednym z nas i tylko to cię k..wa ratuje. I pamiętaj śmieciu, patrol ministrancki to nie gówniarze, tylko straż nowego porządku.
Dla podkreślenia wagi wypowiedzi dołożył jeszcze z prawej, aż mi coś w szczęce łupnęło. Smarkacze poszli w osiedle a ja powoli zbierałem się z błota. Podszedłem chwiejnie do leżącego opodal zewłoku pierwszej ofiary. Poznałem gościa, kandydował do rady miasta z ramienia PO. Nie to żebym podzielał poglądy, ale człowiek to człowiek nawet jak z PO.
- Żyjesz? - zapytałem
W odpowiedzi usłyszałem jęk i coś jakby bełkotliwe potwierdzenie.
- To spadamy, zanim wrócą. Ch.. ich wie w jakim będą humorze.
- Taa...
Podniosłem go i opierając się o siebie wzajemnie dotarliśmy do ławki schowanej w krzakach.
- Dobra, poradzisz sobie?
- Taa...
- A właściwie to za co cię tak urządzili?   - twarz miał jak siekany kotlet a na prawe oko ledwo chyba widział, tak było zapuchnięte - I kto to właściwie był? Ministranci? Za moich czasów mieliśmy inne zabawy.
- To TY NIE WIESZ? NOWE PRZYSZŁO! - strach jaki widać było w jego półprzytomnym spojrzeniu prawie mnie przeraził.
"Powaliło ich wszystkich" Odwróciłem się i lekko zgięty, otrzepując ubranie, poszedłem w stronę sklepu.
- Dzień dobry, kierowniczko! - rzuciłem z wejścia.
- Jak dla kogo. - warknęła znajoma ekspedientka.
"Też wstała lewą nogą" pomyślałem i zacząłem wrzucać do koszyka zakupy.
- A gdzie piwo? - zapytałem patrząc na puste półki w dziele monopolowym
- Nie ma.
- Jak nie ma? Przecież kurde całego nie wykupili.
- Nie wykupili ale przed 19 nie wolno
- Jak nie wolno? Co jest?
- NOWE PRZYSZŁO! Płacić i wyp... a nie marudzić!
- O ja cię! Jak widać stare wróciło! Ile?
- 12 000
- CO?
- Jajco! Głuchy jest czy co? Najpierw mu piwa brak, alkoholikowi jednemu, a teraz ogłuchł!
- Jakie dwanaście tysięcy. Za dwie bułki,ser i paczkę fajek?
- Tak! Płaci albo niech idzie
-Ale mam tylko 200
- To za to, to sobie g..no może kupić. WON! Bo ochronę wezwę.
Na dziś miałem dość walki o swoje, więc w tej chwili znalazłem się pod sklepem w durnowatą miną wyrażającą kompletne niezrozumienie sytuacji. "Co tu się, urwał, dzieje?! No?! Urwał!W sobotę przecież za dwie stówy można było pić pół nocy! I gdzie znikli wszyscy! Co to za gówniarze! No co jest!? Urwał, urwał, urwał"
Nie znalazłszy odpowiedzi na te pytania, głodny, obolały i coraz bardziej sfrustrowany, powlokłem się do domu. Byłem w połowie bloku, kiedy rozległ się trzask wybijanej szyby i na trawnik z pierwszego piętra wyskoczył facet w piżamie i na bosaka. Poderwał się szybko i rzucił do ucieczki, kiedy z okna padły strzały. Uciekinier chwycił się za pierś a na piżamie pojawiła się szybko rosnąca czerwona plama. Dałem na wszelki wypadek nura w krzaki. Z klatki wybiegło dwóch mundurowych, podeszli do leżącego i dla pewności strzelili jeszcze cztery razy. Miałem tylko nadzieję, że mnie nie zauważą. Odwrócili się ze śmiechem i wrócili do budynku. Podczołgałem się bliżej trupa i z przerażeniem stwierdziłem, że to mój znajomy ginekolog. Mieszkał w tym samym bloku. Odczołgałem się krzakami prawie pod moja klatkę. Jakby nigdy nic, wstałem i poszedłem do domu. Tego było już za wiele. Ministranci kopią radnego z PO, inflacja w ciągu nocy skoczyła o tysiące procent a policja zastrzeliła doktorka z zimną krwią.
Zwaliłem się ciężko na fotel i machinalnie włączyłem telewizor.
"W dniu wczorajszym z wynikiem 53% Andrzej Duda wygrał wybory prezydenckie. O północy nasz nowy Prezydent Elekt, mając na uwadze fatalny stan państwa i dobro Narodu, ogłosił się dyktatorem Republiki Polski i wezwał wszystkich obywateli do poparcia koniecznych  działań na rzecz dobrobytu i stabilizacji w naszym kraju.
Dekretem Dyktatora z godziny 0.15 dnia 25 maja 2015 delegalizuje się partie polityczne PO, SLD i PSL. Przywództwa tych nielegalnych ugrupowań zostaną natychmiast zatrzymane i osądzone przez sądy wojskowe.
Dekretem Dyktatora z godziny 0.30 dnia 25 maja 2015 wprowadza się karę śmierci wymierzaną w trybie doraźnym za stosowanie metody in vitro, aborcji, apostazję.
Dekretem Dyktatora z godziny 1:00 dnia 25 maja 2015 Republika Polska pod światłym przywództwem Dyktatora wypowiedziała wojnę Rosji, żądając oddania Polsce Obwodu Kaliningradzkiego oraz wraku Tupolewa. Z  powodu aroganckiej odpowiedzi odmownej, nasze baterie rakiet balistycznych wystrzeliły w kierunku Moskwy pociski sterowane.
Wzywa się obywateli aby podporządkowali  rozkazom służb porządkowych oraz ochotniczych patroli ministranckich, które zapewnią wszystkim bezpieczeństwo i ochronę."
Wstałem z fotela i podszedłem do okna, przez chwilę wpatrywałem się w pocisk lecący na niskim pułapie. Zobaczyłem jeszcze błysk. Potem rozpadłem się na miliardy atomów.
(...)
Podniosłem ciężko głowę. Poniedziałkowy poranek. Nie lubię. Wczoraj wieczór wyborczy. Wygrał Andrzej Duda. Zasłużenie. Zarówno dzięki kampanii jak i o dziwo dzięki kampanii przeciwnika, który starał się bardzo przegrać. Oprócz zapewnień niektórych, że strach się bać, boją się tego co nadejdzie i ogólnie najlepiej uciekać, nic się nie zmieniło. Nie wiem, co przyniesie przyszłość. Nie wierzę w obietnice wyborcze. Nie dałem się kupić PO ani PiS. Apokalipsa nie nadejdzie, jeszcze nie dziś i jeszcze może nie w ciągu tego tygodnia.
Jestem zwykłym, szarym człowiekiem. Dla mnie, nie zmieni się wiele. Będę posłusznie płacił daniny i pod nosem narzekał, że moje Państwo mnie okrada. Do czasu.
Nam, szarym ludziom, można obiecywać i można nas mamić obietnicami przez jakiś czas. Jesteśmy cierpliwi. Do chwili, kiedy czara goryczy przelewa się od jednej kropli. Potem, właśnie my organizujemy rewolucje, wychodzimy na ulice i obalamy rządy i jeśli trzeba giniemy za sprawę. Warto, żeby w demokratycznym państwie władze o tym pamiętały.