niedziela, 7 czerwca 2015

Noc kultury 2015

Wędrowcze, masz towarzysza. Księżyc w pełni, srebrny, daleki pójdzie odtąd za twoimi krokami. Powiedzie cię do miasta umarłych, gdzie twoi bliscy leżą pod głazami i darnią. Osrebrzy ci stare kamienice w rynku, widma ukaże w kościele na Zamku.
To jest księżyc, towarzysz. Niech sobie poeci mówią: tarcza, gołąb srebrny, korab nadziemski. Dla ciebie to jest po prostu księżyc. Może nawet księżyc z Twardowskim, może ze Świętym Jerzym. Bo przecież świecił taki sam nad ulicą, gdy matka opowiadała ośmioletniemu: Święty Jerzy tam ze smokiem walczy. Bo przecież to tu było w tym mieście, do którego wracasz, jak syn marnotrawny.

I ja na wędrówkę się wybrałem, czekając z niecierpliwością na niespodzianki, które czaiły się w każdym prawie podwórku, każdym zakamarku mojego Miasta. I słuchałem poety, idąc za księżycem i zaglądając w miejsca znajome, które tej nocy mogłem odkryć na nowo.

Przechodząc pomiędzy tłumami oglądałem miasto - nierealne, istniejące w innym wymiarze, w rzeczywistości alternatywnej i obcej. I czasami tylko splatającej się z naszą.
 
Krocząc ulicami na poły tylko przeczuwałem, że moim śladem idzie Śmierć, której niewyjaśnione i nieodwołalne wyroki mam poznać za chwilę. I widziałem ją w kryptach mojego miasta, w ludziach upiornie omotanych błękitną zimną poświatą, w pomniku, gdzie konia i jeźdźca w mroku dognała, grajkach na ścianie Trybunału na przekór prawom grawitacji grających, w tańcu ognia namalowanym przez holenderskich mistrzów, w dudziarzu grającym dawne hymny bojowe, idącym przez noc po starych i krętych uliczkach. W końcu w zielonym baloniku w półmroku katedry, unoszącym się jak zielony wyrzut przed ołtarzem Jahwe. 

A Ona nieśpiesznie podążała za mną, w czarnym płaszczu narzuconym na kolczugę, z upiornym uśmiechem skrytym w kapturze, wyciągając do mnie rękę w zardzewiałej rękawicy.  
I wszystkie widma, które za Nią kroczyły martwym korowodem, zlewały się z tłumem żywych, mieszały z nim i tylko ja słyszałem ich śpiew. Dies irae, dies illa, Solvet saeculm in favilla....