niedziela, 2 lipca 2017

Confitura z odrobiną dziegciu.

Człowiek zaczyna się uczyć czegoś i po jakimś czasie wydaje się że jakąś tam wiedzę już posiada. Wtedy potrzebny jest porządny kopniak, żeby uświadomić mu jak nikłe są jego umiejętności i jak mała wiedza. No więc wybrałem się na Confiturę. Nigdy nie byłem na takim czymś. Nie było jakoś okazji, czasu a przede wszystkim chęci. Tym razem motywacja była jednak silniejsza. Postanowiłem spróbować, więc wyrwałem się więc na chwilę z mojego kołowrotka rachunków, zaległych spraw, braku czasu i zmęczenia tym wszystkim i znalazłem się w zupełnie innym świecie. 
Świecie geeków, koderów, programistów, zapaleńców, momentami maniaków swojej dyscypliny. Tłum geeków kłębił się na korytarzach i schodach, rozmawiał -  o nowinkach technicznych, nowych wersjach, nowych sposobach robienia tego czy owego, w kolejce po kawę i ciastka, do toalety, w salach wykładowych i gdzie tylko popadło. 
Najważniejsze jednak były prezentacje, zarówno te dotyczące samego języka programowania, jak i te "miękkie" o możliwościach, właściwych praktykach, o tym jak zachować zdrowy rozsądek w tym co robimy. 
Największe wrażenie zrobiła na mnie prezentacja Wojciecha Seligi.  O tym co nieuchronnie nadchodzi, kiedy popyt na programistów, takich jakimi teraz są, się skończy. Kiedy pisanie kodu, nie będzie już wystarczające, kiedy w Matrixie w jakim żyjemy, zamknięci w boksach software labów i klimatyzowanych szklarniach, staniemy się zbędni - przestaniemy zaspokajać potrzeby zewnętrznego świata. Już teraz jesteśmy, tylko zasobami ludzkimi, hodowanymi w cieplarnianych warunkach, które można wynająć, zamienić i sprzedać, a które powoli odrywają się od rzeczywistości zajmując się z reguły jednym, maleńkim wycinkiem jakiegoś problemu, bezrefleksyjnie używając swojej wiedzy, doświadczenia i umiejętności w tym wąskim zakresie w jakim ją zdobyły. 
Sam pamiętam jeszcze czasy, kiedy odrobina nawet wiedzy z zakresu IT sprawiała, że było się kapłanem lub akolitą, jakiejś tajemnej religii, wiedzy hermetycznej niedostępnej dla zwykłych śmiertelników. Teraz wiedzą tą dysponują nawet przedszkolaki, poruszające się swobodnie w świecie nowych technologii i pobierające pierwsze lekcje programowania już w wieku 5 lat.  
Wróciłem więc z torbą gadżetów, zmęczony, trochę mądrzejszy i w ponurym nastroju siadłem do książek. Może i wyginę, ale przynajmniej bez walki się nie poddam.