środa, 6 lutego 2013

Heterofobia XXI wieku

Starbuck's było wypełnione po brzegi.  W powietrzu unosił się dym elektronicznych papierosów i słodkawy zapach palonych przy sąsiednim stoliku skrętów.
Holender... - przebiegło mi przez głowę - że też stać gówniarzy na taki towar.
Po pobieżnym otaksowaniu wzrokiem grupki kolorowo ubranych dziewcząt z których jedna, nosząca kurtkę motocyklisty, zaciągała się ze znawstwem jointem, mój wzrok przyciągnął siedzący dwa stoliki dalej facet. Wyraźnie odróżniał się od otoczenia. Dwudniowy zarost, który lubię u facetów, dodawał mu seksapilu. Pomimo zmęczonej twarzy miał w sobie coś zwierzęcego i niesamowicie pociągającego. Szerokie barki i widoczna spod nijakiego ubrania w odcieniach beżu i brązu niezła muskulatura. Wyglądał jak wilk, dzikie zwierzę, bez grama zbędnego tłuszczu. Przyjemny dreszczyk przebiegł mi po karku na myśl o tych mięśniach. Nie żeby mój Misiek nie był męski i silny. Ale czasem tak jakoś się myśli o przygodnych kontaktach. Mogłoby być przyjemnie. Bardzo przyjemnie nawet.
Chociaż zaraz! Przecież jak go znam - mam pamięć do twarzy - to ten gość co się wprowadził niedawno do naszej klatki! A może podejść i zagadać? Ostatecznie z sąsiadem to nie zdrada! No i wypada chyba się zaprzyjaźnić?
Facet chyba był telepatą. Spojrzał na mnie trafiając na mój wzrok i  natychmiast odwrócił głowę.
- No proszę to jednak czegoś szukamy, albo kogoś? Może jak się uśmiechnę to nie będzie taki skrępowany. Chociaż to może jakiś psychol. Spokój! Żadna aberracja nie jest mi obca. No to spróbujmy  - noga na nogę, tak żeby widział - spódniczka ledwo za połowę uda a nogi to moja duma, chociaż może trochę są zbytnio umięśnione - i pobawię się włosami. To zawsze działa na takich nieśmiałych.
Jednak wyraźnie unikał mojego spojrzenia - nie tylko mojego. Gapił się w kubek kawy i nie zdradzał większego zainteresowania otoczeniem.
Świnia, może jak wyleję mu tą kawę na łeb to zobaczy! - myśl o tym wrednym czynie wywołała bezwiedny uśmiech, który siedzący na linii wzroku inny gość zinterpretował widać zachęcająco, bo mrugnął do mnie i delikatnie oblizał językiem górną wargę.
Spadaj wale! - wyciągnięty środkowy palec pokazanej mu dłoni, nie powinien pozostawić mu nawet grama wątpliwości. Po pierwsze zajęte, po drugie takich oblechów nie toleruję. Niech się sam zadowoli! Zresztą moje kochanie zostało w domu i słodko śpi po nocnej zmianie. Praca w policji nie jest lekka ale za to mamy prawdziwe kajdanki no i uwielbiam zdecydowanych chłopców z bronią u pasa. A obyczajówka to dopiero wyzwanie. Tropienie tych cholernych zboczeńców. Biedactwo często był tak zmęczony po pracy, że aż było mi go żal.
Do stolika "sąsiada" podeszła dziewczyna. Jejku, no i po sprawie. Zmiana jaka zaszła w postawie siedzącego przy stoliku mężczyzny była więcej niż zauważalna. Zmęczoną twarz rozjaśnił uśmiech i widać było że dziewczyna nie jest mu obca. Para przy stoliku pogrążyła się w rozmowie - najwyraźniej cichej i tajnej, bo ich głowy prawie się dotykały.  Pewnie siostra. Eeech. Czas iść.
Minęło kilka dni. Od tamtej pory mój sąsiad nie pokazał się ani razu. Przy moim trybie życia w sumie nie było dziwne, że go nie widuję. Ostatecznie praca dla Ruchu P. była dość zajmująca a asystentka samego prezesa musi uczestniczyć w różnych wyjazdach, rautach, kolacyjkach i oczywiście w obowiązkowych po zmianie konstytucji w 2023 roku manifach. Tak więc balanga na okrągło. Ale lubię to, no i nieźle płacą a człowiek czuje się potrzebny, zamiast siedzieć w domu i bawić się w gosposię.
Zamykające się drzwi na górze stuknęły o framugę. O proszę - tajemniczy sąsiad. Kroki nie pozostawiały wątpliwości, że ktoś schodził po schodach. W tym stroju wyglądam zabójczo - wąskie spodnie z rozszerzanymi nogawkami, bluzeczka z dużym dekoltem i skórzana kamizelka, delikatny makijaż i rozpuszczone włosy.  Niech się chłopczyk napatrzy. Schodziły dwie osoby. Dziewczyna wbiła wzrok w schody a mężczyzna mijając mnie rzucił zdawkowe cześć.
- O kurczaczek... tak wcześnie ? No to chyba musiała u niego spać. A na siostrę mi nie wygląda. Coś mi tu nie pasuje..
Michał odebrał telefon po dwóch sygnałach.
- Co jest Słonko? - Jego ciepły głos zawsze działał na mnie uspokajająco.
- Miśku, pamiętasz tego facia co się wprowadził do naszej klatki? No to słuchaj: dziś rano wychodził z mieszkania z jakąś flądrą. Nie żeby od razu .. ale no wiesz.. podejrzana sprawa.
- Ok. Skarbie. Jak chcesz to go sprawdzę. A teraz mam trochę spraw więc może jak wrócę wieczorem to pogadamy.
Zawsze był taki stanowczy. Uwielbiam to!
Zakupy po pracy zabrały mi odrobinę więcej czasu, ale nowa letnia sukienka i zabójcze szpilki do kostiumu były rekompensatą straconej okazji i jałowego poranka. Przed klatką stały trzy radiowozy na sygnale. Stojąca w drzwiach policjantka zatrzymała mnie i odsunęła na bok. Schodami dwóch innych mundurowych sprowadzało naszego sąsiada z rękami skutymi za plecami i wyraźnymi śladami stawiania oporu władzy na twarzy.
No wiadomo było! Co przeczucie, to przeczucie! - na mojej twarzy chyba widać było tą satysfakcję, bo więzień przechodząc obok sykną z nienawiścią - Pieprzona ciota! Za nimi na schodach pojawił się Michał. Granatowy mundur miał rozpięty prawie do brzucha i widać było jego doskonale zbudowaną klatę. Fajnie mieć takiego faceta!
- O cześć Andrzejku, Widzisz! Dobrze, że zadzwoniłeś, to cholerny, zboczony, heteroseksualista. Dzięki tobie go mamy. Zwyrodnialcy! No i jeszcze chcą mieszkać w normalnych dzielnicach zamiast w rezerwacie gdzie miejsce dla takich jak oni!



 Przytuliłem się do niego na chwilę i szepnąłem - Świetnie, że ten przynajmniej wróci tam gdzie jego miejsce.
- No dobra mały! Ja jadę na komendę a ty zrób kolację, jak wrócę to pobawimy się w złego policjanta.
Klepnąłem go pieszczotliwie po pupie. Zachichotał i poszedł do swojego radiowozu.
Czekając na Michała rozmyślałem o heterykach, pomimo że są obrzydliwi i zwierzęcy, nie jest im przecież tak źle! Co prawda od 2040 po wydaniu ustawy o ochronie moralności, nie wolno im opuszczać wyznaczonych rezerwatów a aktem kontroli populacji mniejszości seksualnej wprowadzono przepisy zezwalające na zatrzymanie tylko jednego dziecka, ale to przecież dla ich dobra. Nie można pozwolić, żeby zboczenia się pleniły. A ci ciągle uciekają! Przecież racje żywnościowe jakie państwo im zapewnia nie są znowu takie małe. Ruch Palikota jako jedyna pozostała partia po rewolucji genderowej, dba przecież o to, żeby mogli się rozmnażać, bo dzieci do adopcji przecież są ciągle potrzebne. Dziwne.
Na kolację zrobiłem bitki cielęce z sosem i otworzyłem butelkę czerwonego wina. Wieczorem gdy bosko zmęczeni leżeliśmy z Miśkiem w łóżku - szepnął cicho - a może, jak chcesz, to adoptujemy sobie jakiegoś małego chłopczyka? Ten to wie jak zadowolić chłopaka. Byłem taki szczęśliwy. A  za oknem naszej sypialni osiedle im. Biedronia powoli pogrążało się w tęczowych snach