wtorek, 11 grudnia 2012

Radni w Wałbrzychu chcieli raz żyć po cichu.

Jadąc do pracy wysłuchałem w radiu wiadomości na temat pomysłu radnych rady miejskiej w Wałbrzychu. Otóż włodarze tegoż zacnego grodu od stycznia wprowadzają zakaz zabaw hucznych od 23 do 6. Co oznacza że w nocy w tym mieście będą działać tylko stacje paliw, apteki i hotele. Cała reszta lokali ma być zamknięta na głucho i basta! Oczywiście tam też Polska i radni rozumieją że bawić się trzeba czasami, więc uznano, że na imprezach zamkniętych typu wesela, stypy czy temu podobne można się bawić aż do 3 nad ranem. Czyli pomiędzy 23 a 6 rano Wałbrzych będzie miastem kompletnie wymarłym, gdzie nie uświadczysz wędrowcze ani ciepłej strawy, poza hot-dogiem z Orlenu, ani zabawy czy też tańca. A wódę będziesz mógł pić w hotelowym pokoju i to pewnie po kryjomu a na pewno po cichu. Od takich zakazów już krok tylko do wprowadzenia prohibicji a potem innych zakazów, którymi nasi ukochani wybrańcy raczą nas uszczęśliwiać na siłę.


Zastanawiam się co ma niby na celu taki zakaz? I przychodzi mi na myśl jedynie to, że wszyscy ci radni są właścicielami lub mają udziały w stacjach benzynowych prowadzących sprzedaż alkoholu lub hotelach. Bo inaczej wytłumaczyć się tego nie da. Może też dbają o produktywność obywateli miasta, którzy zamiast szwędać się po dyskotekach czy knajpach do białego rana, odpoczną sobie i wyśpią się przed pracą. Nie mówiąc już o tym że  i przyrost naturalny skoczy w górę - bo jak będą siedzieli w domach to z nudów nawet wezmą się za reprodukcję. I dobrze. Czekam, aż w naszym Bździszewie podobny zakaz zostanie wydany  - skończą się wtedy nasze eskapady po starówce i siedzenie w klubie bilardowym do 5 nad ranem w stanie jasnej pomroczności. Dzieci będą wracały z dyskotek najpóźniej o 23 i nie będzie tłumaczeń, że "bo taka była zabawa, że nie zauważyłam jak była już 3 rano" - przez co rodzicom mniej włosy będą siwiały. A i na weselach się oszczędzi bo orkiestra tylko do oczepin będzie grała a potem goście won za drzwi i kanapka na drogę. Zaoszczędzimy też prądu i gazu oraz pewnie węgla, na ogrzewanie pomieszczeń i odgrzewanie strawy dla głodnych balangowiczów w lokalach. Jedynym problemem mogą być studenci, którzy bez nocnego życia jak wiadomo istnieć nie mogą i są istotami bardzo zabawowymi (może poza tymi z teologii). Podejrzewam jednak, że w takim razie, życie nocne  poszuka sobie szarej strefy i będzie nielegalnie rozprzestrzeniało się w miejscach o jakich nam się nawet nie śniło. Życie zawsze bowiem znajdzie sposób. Również na omijanie durnowatych przepisów wprowadzanych przez kompletnie zidiociałych radnych. I jak mawiał pewien szynkarz z powieści pana Haszka - z takimi pomysłami, to oni nas mogą pocałować w d...