czwartek, 16 sierpnia 2012

Estonia - Polska 1:0

Aż pokuszę się o krótki komentarz.. Bo to już dziewiąte spotkanie naszych "miszczów" z Estonią - i pierwsze przegrane. A miało być tak pięknie. Przeciwnik wybrany został trafnie - żadna to Brazylia czy Hiszpania. Ba! Nawet nie Rosja, która jak chce to nawet zagra. Pan selekcjoner zdecydował się więc na pokazanie kibicom i znawcom nowej taktyki, która miała zmienić oblicze naszego zespołu. A wyszło jak zawsze. Pierwsza połowa w nowym ustawieniu  - dopiero pod koniec cokolwiek się działo  - jedna (dosłownie) akcja  -zresztą zagrana zgodnie z oczekiwaniami - niedokładnie. Druga połowa w "starym" ustawieniu Smudy - też jakoś naszym orłom nie pomogła - nie potrafili rozegrać piłki i najwyraźniej 90 minut na boisku przekracza ich możliwości fizyczne. Za to Estończycy w doliczonym czasie skopali naszych na 1:0 całkiem ładnym strzałem z wolnego.
Czyli co? Ano nic. Oczywiście selekcjoner może mówić że mało czasu miał na przygotowanie i wprowadzenie strategii  - tyle, że do licha wszyscy Ci panowie grają w jakichś klubach, u nas czy za granicą i mimo wszystko powinni bez większej zadyszki przebiegać 90 minut (ja bym nie mógł ale ja nie jestem zawodowcem) i nawet powinni umieć podawać piłkę między sobą. No cóż. Zdaje się że nie mamy się co spodziewać rewelacji w kolejnych turniejach i spotkaniach. Co prawda trener Fornalik wpuszcza nowych (Ariel Borysiuk) ale tylko takich, których zna z poprzednich posad. Pozostały skład bez zmian. Nawet do bramki wrócił (nie)Szczęsny, któremu może i nie można odmówić techniki, ale za to szczęścia nie ma gość za grosz a wiadomo - bramkarz to taka pozycja że dobrze mieć tam kogoś komu drużyna ufa. Nawet jak nie jest to Casillas. A mówiono mi kiedyś że przed wojną jak w domu uciech cielesnych interes szedł kiepsko to nie przestawiało się mebli a po prostu zmieniało "panienki".
Debiut selekcjonera był więc fatalny. Ale co tam. Panie Waldku pan się nie boi cały PZPN za panem stoi!