sobota, 18 sierpnia 2012

Jarmark Jagielloński

Jarmarki były z reguły miejscem wymiany nie tylko towarów, ale i plotek oraz po części zdobyczy kulturalnych. Szczególnie w Lublinie, który leżał na styku kultur. Od pewnego czasu więc włodarze Koziego Grodu, urządzają nam taki jarmark i z roku na rok staje się on coraz uboższy. W tym roku zabrakło turniejów i zabaw rycerskich na błoniach pod zamkiem, czy to z powodu remontu, czy też z powodu kryzysu. Nie wiem. Ale szkoda. Dobrze wiedzieć że są jeszcze fascynaci średniowiecza, którzy od święta przywdziewają czasem zbroję i piorą się mieczami po szyszakach jak szaleni. No tak. Ale ja się urodziłem o jakieś 900 lat za późno.
Mimo to dobrze się było przejść po starówce, napić kwasu chlebowego importowanego z Litwy (że też ten nasz nie smakuje tak dobrze!) i poobserwować tłumy kłębiące się na Starówce. A to plon tych obserwacji .

Powyżej - wiedziałem że święci są wśród nas ale czasem można też nas dostrzec pomiędzy świętymi, a niżej ikonopisarz  - od razu poznać że artysta i uduchowiony - prawie jak pustelnik.





 A tu poniżej sposób w jaki nasze miasto zarabia na tego typu imprezach - kupując w bramie grodzkiej jakiś szmuk, słyszałem jak handlujący tym całym kramem głośno woła - a wypisujcie sobie - jak kredytowy to i tak mogę się nim podetrzeć!

 Ten rycerz to był dopiero luzak!