środa, 22 sierpnia 2012

Odprawa bankowców polskich.

Nadchodzi jesień w "polskich" bankach sypią się zwolnienia jak pożółkłe liście jesiennych drzew. Ostatecznie mamy KRYZYS, więc tych wstrętnych bankowców należy posłać na zieloną trawkę. To ONI są winni zapaści światowego systemu finansowego. A więc na Interii znalazłem sobie artykulik informujący, że banki zwalniają ale bardzo hojnie obdarzają zwalnianych odprawami. Tak więc BPH zwalniający około 600 osób ma wypłacić im średnio po 115 tysięcy złotych, Citi gdzieś tak bidnie po 54 tysiące a Nordea w ogóle się nie popisała i tylko 35 tysięcy. No i zawrzało. Emeryci i renciści zakrzyknęli chórem: Skandal! Zdrada! Za co tym darmozjadom taka kasa!
I mieliby trochę racji gdyby nie to, że to bujda na resorach. Średnia faktycznie wysoka, ale jestem pewny (ponad 15 lat pracy w różnych bankach daje mi pewną znajomość branży) że większość tej kasy otrzyma kadra dyrektorska, która zostanie zwolniona przy okazji - na 600 osób to może być jakieś 6 - 10 osób, a reszta niestety będzie się musiała obejść jakimiś ochłapami.  W artykule nie ma nic na temat zaprzyjaźnionej firmy  a ja sobie dzisiaj posłuchałem rozmowy moich kolegów z tejże firmy i zdrowo uśmiali się na temat wysokości odpraw. Oczywiście przy zwolnieniach grupowych należy się trzykrotność średniego wynagrodzenia, co w zależności od stanowiska wyjdzie od 4,5 tysiąca do 12 tysięcy góra. A resztę trzeba wynegocjować z pracodawcą. Ten z kolei może powiedzieć, że niestety przykro mu, ale nie stać go na więcej i tyle. Tak więc tysiące, mniej lub bardziej wykwalifikowanych, pracowników banków znajdzie się na bruku bez szansy na znalezienie pracy, co nie będzie dobre ani dla gospodarki, ani dla emerytów - ktoś do licha musi pracować na ich emerytury, bo ZUS przetupał całą kasę jaką miał i jedzie pod kreską. A podobno również "zniknął" kasę z OFE. Więc drodzy emeryci nie martwcie się. Nasze pokolenie czeka kara znacznie gorsza jak dożyje Waszych lat. Będziemy żebrać na ulicach, wspominając że nasi ojcowie i dziadowie mieli przynajmniej te 650 złotych miesięcznie.
Ponieważ i w mojej Firmie ukochanej, w służbie której poświęciłem już chyba z 10 lat mojego bezwartościowego życia szykują się zwolnienia już snujemy z kolegami plany na niedaleką przyszłość. A wyglądają one mniej więcej jak na poniższym obrazku:

Kto wie czy nie jest to prorocze zdjęcie. Bo z odpraw to sobie nie pożyjemy za długo. Pozostanie nam brama na Furmańskiej i dresiki kupione od "Ruskich" na targu. Zawsze na pilnowaniu samochodów na Placu Zamkowym zarobimy na "jabola" i jakoś to będzie. Przynajmniej schudnę trochę bo teraz lekarz narzeka, że jestem nieco z gruby.
Na szczęście wśród masowych zwolnień jest jednak wyspa zielona, gdzie nie tylko nie zwalniają nikogo ale jeszcze rośnie lawinowo liczba etatów. W administracji państwowej liczba etatów od 2008 roku wzrasta sobie spokojnie. W niektórych resortach nawet o 100%. Albowiem wiadomo powszechnie - więcej niezadowolonych obywateli wymaga więcej pilnujących ich urzędników. Tak więc wygląda spełnienie obietnic o tanim państwie - ceny rosną, liczba urzędników też a obywatele idą na zasiłki. Jesteśmy wdzięczni. i nie omieszkamy naszej wdzięczności wyrazić.