sobota, 20 października 2012

Grzybobranie 2012

Zgodnie z odwieczną tradycją gatunku homo sapiens a nawet chyba starszą postanowiłem pojechać na grzyby. Pomny opisów mickiewiczowskich, upodobań cesarza Klau- Klau- Klaudiusza i swoich własnych miałem w wyobrażeniach wizję koszów pełnych prawdziwków, podgrzybków i kurek, które w zimowe wieczory będę łakomie konsumował popijając nalewką wiśniową.
Niestety zdaje się, że moi przodkowie nie należeli do ludów zbieracko-łowieckich a raczej do tych, które pasożytowały na takich. Grunt, że ledwie pół siatki borowiczków się zebrało i kilka podgrzybków. A pociecha prawie padła mi ze śmiechu, że tatuś nic nie znalazł i długotrwałego łażenia po lasach w okolicy Woli Uhruskiej. Swoją drogą, szlag trafił mnie nieco później jak zobaczyłem że goście taszczą do swojego golfa II całe kosze i siaty grzybów. Za to lasy przepiękne i warte spaceru.