środa, 31 października 2012

Jest trotyl czy ni ma trotyla?

Miałem nic na ten temat nie pisać. Nawet miałem o tym nie myśleć, ale dochodzi już do pewnych skrajności, które po prostu nie dają się, nawet w myślach, nie skomentować. Całość awantury ciągnącej się od 2010 roku, po tragedii na lotnisku Siewiernyj, sprawiła, że nasze państwo podzieliło się na dwie totalnie różne rzeczywistości - jedną  - w której wszystko było i jest ok i drugą, która w której  nie tylko nie jest i nie było ok ale w dodatku z całą świadomością i premedytacją był to planowany zamach. Wczorajsza publikacja Rzeczpospolitej doprowadziła do eskalacji wypowiedzi krytycznych po obu stronach. Otóż jakiś pan redaktor usłyszał od źródła swojego że badania bardzo wymyślnymi aparatami szczątków wraku wykryły ślady nitrogliceryny i trotylu, co automatycznie oznaczałoby działanie bomby znajdującej się na pokładzie samoloty, lub wysadzenie go w powietrze po awaryjnym lądowaniu (hipotez od razu znalazło się tyle, że połowy nikt z nas nie pamięta. Oczywiście Jarosław Kaczyński natychmiast przystąpił do szarży, co nawet mało rozgarnięty obserwator sceny politycznej potrafiłby przewidzieć, prokuratura wojskowa zdementowała, premier skomentował odpowiednio a gazeta-winowajca  po południu delikatnie wycofała się ze stanowiska swojego dziennikarza. I co o tym myśleć?
Nie jestem zwolennikiem spiskowej teorii dziejów, w tym katastrofy Tu-154. Uważam, że Rosjanie ważąc się na zamach na swoim terytorium, na głowę suwerennego państwa, musieliby upaść na główkę z wysoka i doznać nieodwracalnych obrażeń. A co by o tym nie mówić głupi to oni nie są! I nie będąc specjalistą, jeśli już planowałbym coś takiego, to z pewnością z daleka od swoich granic. A więc pozostaje mi teoria nieszczęśliwego wypadku. Z drugiej strony jednak nie mogę przejść nad porządkiem dziennym nad sprawami tak oczywistymi jak kompletna indolencja naszych służb specjalnych - objawiająca się w lekkomyślności i lekceważeniu procedur związanych z wizytami głowy państwa za granicą, oraz naszych dyplomatów w zapewnieniu maksymalnie prawidłowego wykonania wszelkich prac komisji i organów prowadzących dochodzenie. Przyznaję, że pomylenie zwłok ofiar katastrofy i śledztwo ciągnące się od kilku lat, brak odpowiedniego zabezpieczenia dowodów, brak konkretnej i efektywnej współpracy ze śledczymi ze strony rosyjskiej, wystarczą żeby miało się ochotę zdymisjonować połowę urzędasów, którzy nie nadają się po prostu do pełnienia swoich funkcji. I żadne tłumaczenia nie mają tu racji bytu. Zginęła głowa państwa i część sztabu generalnego RP. To narusza bezpośrednio stabilność i bezpieczeństwo państwa. Kropka. Gdyby taki wypadek zdarzył się prezydentowi USA, kanclerz Niemiec czy premierowi Wielkiej Brytanii ich służby specjalne w ciągu sekundy byłyby na miejscu i zerwałyby ziemię do pół kilometra w głąb oraz zaangażowały ekipy CSI Miami, Las Vegas, Nowy York i kogo tylko się da, żeby nie zgubić ani atomu i nie pominąć ani elektronu dowodu jaki dałoby się zebrać. A nasi zrobili to wszystko z iście ułańską fantazją i typowo polskim podejściem do problemu - czyli byle szybko i na odwal. I nie ma tu tłumaczenia, bo przecież się staraliśmy i robiliśmy wszystko co mogliśmy - widać staraliście się za słabo i mogliście więcej i lepiej. Więc tłumaczenia i gadanina, że z Kaczorem nie sposób żyć w jednym państwie to lekka przesada.
I tak najlepszy jest profesor Nałęcz porównując parę Tusk - Kaczyński do duetu Dmowski - Piłsudski.
Ech.. panie profesorze - jakie państwo tacy i mężowie stanu. Ale fakt, że ten dialog powoli traci pozory dobrego smaku a nawet dobrego wychowania. Po obu stronach. Chodzi tylko o to, żeby dokopać przeciwnikom, sposób się nie liczy.
A gdzie PiS ma speców od PR ? Hę ? Toż zanim J.K. wystrzeli z takimi tekstami, powinni go kopnąć w kostkę i odczekać z jeden dzień. A słyszeli o prowokacjach ? Szczególnie w sytuacji gdzie akurat notowania w rankingach dla Platformy zaczynają spadać na korzyść PiS. A tak  - i TV miało co gadać przez cały dzień i Kaczor znowu wyszedł na oszołoma i pieniacza. Sama radość!