środa, 31 października 2012

Janusz apostata czyli gra pod publikę

Mr. Palikot w maju tego roku przybił na drzwiach bazyliki franciszkanów w Krakowie swój akt apostazji. I od tej pory słyszy się częściej to słowo i jest ono odmieniane przez tysiąc przypadków w kontekście tego, że ludzie powinni akty takie składać jeśli są niewierzący lub niepraktykujący itp. Zresztą pojawiają się ostatnio u nas również  wzywające do manifestacji ateizmu. Co mają na celu? Zasygnalizowanie, że istnieje wspólnota ateistów? Niewierzących? Grupa wsparcia? Sam nie wiem. A jak to jest z tą apostazją i czym w ogóle to to jest.
W średniowieczu apostazja była jedną z najbardziej dotkliwych i poniżających kar dla człowieka  - wykluczała go nie tylko ze wspólnoty kościoła  - tej sakramentalnej - ale i ze społeczeństwa, poza którego nawias był usuwany, co pociągało wiele kłopotów natury również cywilnoprawnej.
Obecnie jest propagowana przez ateistów, jako bezbolesny zabieg zerwania z Kościołem. A jak jest naprawdę? Zadałem sobie trud poczytania na ten temat i chciałem zauważyć, że akt apostazji wcale nie sprawia że dany człowiek zostaje "wypisany" z kościoła katolickiego i już. Nic bardziej mylnego. Żaden akt woli nie zmaże chrztu. Zostałeś panie Janku ochrzczony przez mamusię jako osesek i koniec. Możesz zerwać z instytucjonalnym kościołem ale z Kościoła się nie wypiszesz. Możesz nie przyjmować klechy po kolędzie, nie składać ofiar na tacę i kontestować moralne nakazy katolików, ale jesteś ochrzczony. I będą się za ciebie modlić skubani - czy tego chcesz czy nie. Apostazja tylko to właśnie daje - nie będą do ciebie pukać księża po kolędzie i jak nie zapomną to członkowie kółek różańcowych żeby opłatek ci dać przed świętami. No i oczywiście nikt cię nie pochowa z całym kołowrotkiem katolickim. Chociaż tego nie byłbym pewien znając układy i to że potomkowie specjalnie na złość dziadkowi go pochowają w święconej ziemi (dla pewności kołkiem serduszko jeszcze przebiją żeby dziadzio - ateista, jako wampir nie wracał, a co bardziej krewcy łeb upiłują i w nogach położą. a łapy drutem powiążą - co podobno sprawdzonym sposobem jest)
Ale skoro tak to jest z tą apostazją  - zamyka ona dostęp do sakramentów  - czyli według katolika  - znaków obecności Boga wśród swojego ludu, to czy większość z nas nie żyje w "cichej" apostazji? Och.. nawet czasem niektórzy chodzą do kościoła. Bo wypada. Święta czy coś tam, msza za zmarłego wujka, komunia chrześniaka albo ślub kolegi. Ale według katechizmu, są tak samo martwi i poza Kościołem, jak i Janusz P. A ofiar pieniężnych i też mogą nie składać. Są ostatecznie dobrowolne. Co innego opłata za usługę w postaci jakiegoś katolickiego eventu - ślub, chrzest czy pogrzeb. Niby co łaska ale według cennika.
W pewnym sensie więc wielu z nas w tym i ja jesteśmy apostatami. A jakoś mi nie przyszło do łba mojego heretyckiego, żeby  takie oświadczenie składać proboszczowi lub przybijać co gorsza na drzwiach parafialnego kościoła. Bo to po pierwsze wandalizm a po drugie idiotyzm. Moja wiara jest sprawą moją i mojego Boga. A zabiegać o elektorat w ten sposób jest niesmaczne. Wolę więc zachowywać prywatność moich wyborów i sporów ze Stwórcą niż publicznie ogłaszać, że jestem ateistą a prywatnie zapraszać biskupów na święcenie nowego zakładu, jak to czyni pan Janusz - z relacji osoby, w tymże zakładzie zatrudnionej (nazwisko i adres znane redakcji ;) ). Jak widać Diabłu zapala ogarek, ale na wszelki wypadek i Bogu coś tam rzuci :) jak nie świeczkę to przynajmniej parę stówek. Poza tym wiara, jak mawiają katolicy jest łaską, więc kto wie, może jeszcze Janusz apostata jej dostąpi?  Albo wrzaśnie ostatnim tchem jak Julian, też Apostata: Galilaee, vicisti!  Bo chwilowo tylko się wygłupia.