środa, 24 października 2012

Wprost o e-sądzie, czyli sędziowie się boją?

Chciałbym napisać o czymś poważniejszym. Nie wiem jednak czy sprostam temu wyzwaniu. Czytam ostatnio różne artykuły, żeby utrzymać mózg na mniej więcej stałym poziomie ogłupienia. Bo tak naprawdę media rzadko podają informacje. Z reguły nasza czwarta władza kreuje rzeczywistość i karmi nas jej ocenami, które mają to do siebie że są subiektywne. Ja natomiast lubię pozostawać obiektywny. Takie zboczenie. Niedawno pani ekspedientka w osiedlowym sklepie ze zdziwieniem popatrzyła na mnie kiedy kupowałem gazety podając jej "Uwarzam Rze" i "Wprost". Widać spragniona rozmowy (bo w sklepie pustawo) zagadnęła, że "jak to? To właściwie jakie poglądy pan wyznaje", na co odparłem nieco spłoszony, tym obcesowym pytaniem o moją orientację polityczną: "Moje własne, szanowna pani, moje własne".
Ale ad rem! Udało mi się wyczytać we Wprost artykulik mówiący o tym, jak to bardzo Polacy tracą na postępowaniach w e-sądzie, przez "sztuczki" windykatorów. Otóż firmy, skupujące długi wysyłają je potem wszystkie do e-sądu, a ten masowo wydaje nakazy zapłaty. W tej puli jak mówi rzecznik Stowarzyszenia Sędziów Polskich "Iustitia" pan Bartłomiej Przymusiński dużą pulę (około 100 tysięcy spraw miesięcznie) stanowią sprawy przedawnione. I tu pan rzecznik żali się, że Polacy nie potrafią się bronić przed takimi praktykami i płacą dla "świętego spokoju". Co jest ewidentnym, jak sugeruje ton wypowiedzi, przekrętem i bandyctwem ze strony tychże firm windykacyjnych.
Przyznaję, że nieco zdziwiony jestem stanowiskiem pana sędziego. Co prawda byłem na tyle leniwy, że nie chciało mi się kontynuować kariery prawniczej, ale coś tam mi się o uszy obiło, że przedawnienie roszczenia majątkowego, jedynie osłabia pozycję wierzyciela (lub też jego następcy prawnego), nie zamyka mu jednak drogi do dochodzenia swojego roszczenia, nawet przed sądem. To nie jest tak, przynajmniej według przepisów prawa i doktryny, że sąd z urzędu uznaje przedawnienie roszczenia i odrzuca pozew. Taka sytuacja umożliwia jedynie pozwanemu na pewną ochronę przez podniesienie przed sądem zarzutu przedawnienia roszczenia, co może oczywiście uczynić do momentu wydania wyroku, co oczywiście powinno zaskutkować oddaleniem powództwa. Chociaż i tu sąd może uznać zarzut dłużnika za bezskuteczny np. w przypadku jeśli uzna że stanowi on nadużycie prawa podmiotowego. A więc panie sędzio - przedawnienie nie powoduje magicznego zniknięcia wierzytelności - po prostu osłabia pozycję wierzyciela, który pozostawał bezczynny ze swego wrodzonego lenistwa. Gdzież tu więc owe "sztuczki" i nadużycia? Owszem w przypadku wierzytelności gdzie wierzyciel czekał aż mu narosną odsetki żeby skierować pozew o 20 złotych do sądu - racja to granda! Ale w innym wypadku? Czemu pomagać cwaniaczkom, którzy liczą, że im się upiecze?
Przyznaję, że najbardziej skonfundowany byłem tu faktem iż sędzia z było nie było długoletnią praktyką wypowiada takie teksty na forum publicum. Ale rozumiem, że Palestra jest nieco przerażona możliwością zastąpienia orzekania na salach sądowych, tymi elektronicznymi sztuczkami z internetem i komputerem. Myślę jednak, że nie do końca o to chodzi. E-sąd i EPU powodują, że proste sprawy w których czasami wystarczy podpis lub 5 minut na zapoznanie się z nimi, spadają powoli z przepełnionych wokand. I sędziowie w Sądach Rejonowych zmuszeni są do zajmowania się sprawami trudniejszymi  i bardziej pracochłonnymi.
I chwała im za to! To właśnie jest clou tego zawodu. Rozstrzyganie zawiłych kwestii prawnych, sporów, odwoływanie się w ramach przepisów do ludzkiego rozsądku i sumienia. Sędzia nie ma być urzędnikiem przybijającym pieczątkę w imieniu Rzeczypospolitej tylko kimś wprowadzającym ład i sprawiedliwość. I dlatego, z małymi wyjątkami - ale ci akurat zasłużyli, darzę sędziów pełnym szacunkiem.
Ci więc, którzy są prawdziwymi sędziami nie powinni się obawiać sytuacji przedstawianej w niektórych  filmach sci-fi, gdzie sąd zastąpiono maszyną, która doraźnie wydaje wyrok i wymierza karę.