wtorek, 3 stycznia 2012

2012 - koniec świata!!

No to, na przekór futurologom i innym masochistom związanym z nurtem wieszczenia wszem i wobec co roku końca świata, mamy rok 2012. I jakoś przeżyliśmy. Z trudem co prawda  - biorąc pod uwagę ilość wypitego alkoholu i zjedzonych czy też może raczej pożartych potraw. Dowiedziałem się, że sylwestrowym rekordzistą w szpitalu Bożego Jana w Lublinie był gość z zawartością 6 promili we krwi, ale to jeszcze nic! Sam sądziłem, że upodliłem się okropnie, wypijając na dwóch połówkę whiskacza a do tego 0,7 litra nalewki pigwowej (swoją drogą boski to trunek!) a tu znajomy lekarz opowiadał, że przywieźli z balu na izbę przyjęć gościa (należącego zresztą do śmietanki towarzyskiej i establishmentu naszego ukochanego Bździszewa), który nie dość że był nawalony do nieprzytomności, to jeszcze jako wonny dodatek do swojej  nieskromnej i poważanej ogólnie osoby, w portkach od smokingu miał pospolitego "kleksa". Tak to widać że pomimo że nasza władza panuje miłościwie w naszym kraju, to nie do końca panuje nad własnymi zwieraczami. Ot paradoksik.
A z weselszych spraw. Fajnie wrócić do roboty po przerwie, wysłuchać opowieści kolegów i zobaczyć znajome, chociaż nieco bledsze lub zielone (zależy od ilości przyjętego wcześniej pokarmu i alkoholi) mordki.
A więc wszystkim to czytającym i niekoniecznie - Wszystkiego Najlepszego w Nowym Roku!