poniedziałek, 23 stycznia 2012

Jak w piątek świat uratowano.


W piątek dzięki mojemu Koledze (Chwała mu, Waszmościowie! Chwała!) a właściwie jego byłemu autku (którego perypetie i przywary to temat nadający się na całą powieść i to typu horror), które zmieniło właściciela i obecnie unieszczęśliwia jakiegoś biedaka z Mełgwi chyba, wyrwaliśmy się na miasto wypić mnóstwo piwa w pubie sportowym.
Zawsze zastanawiało mnie to dziwne połączenie pubu, czyli siedliska niezdrowych używek, oraz sportu z zasady wykluczającego to pierwsze. Dopiero na miejscu zrozumiałem, że jest to miejsce w którym, oprócz miłośników bilarda ( kilka stołów na sali), facet taki jak ja czuje się bardzo sportowo. Toż ja nie uprawiałem w życiu żadnego prawie sportu, a tu konwersacje na temat idą po drugim browcu jakbym był kibicem zapalonym lub nawet po trzecim – zawodnikiem światowej klasy. A im więcej piwa tym bardziej fachowe słownictwo i większe bogactwo dyscyplin. Ma się to również do innych tematów na temat których wiedza moja na trzeźwo wykazuje pewne braki, lub zdaje się kompletnie nieobecna. Czyżby więc alkohol był czynnikiem, który pozwala odblokować nieużywaną przez człowieka pozostałą część mózgu? Odkrycie to byłoby warte co najmniej Nobla! A jakże miła byłaby wtedy edukacja młodych pokoleń.
Zadziwiające zaiste jest działanie alkoholu na zachowania społeczne homo sapiens, a rodaków w szczególności. Toć naród nasz, narodem samych bohaterów, myślicieli i filozofów, bogom podobnych herosów i najwyższej klasy specjalistów we wszystkim. Aż dziw bierze, że do tej pory nie jesteśmy mocarstwem atomowym i nie przewodzimy autorytarnie całej Unii Europejskiej. Ba! Czemu nie całemu światu włącznie z Islandią, Nową Zelandią i Burkina Faso (moje ulubione państwo afrykańskie) ? Czemu kolonie Lechistanu nie ślą danin corocznych, niosąc dobrobyt a nawet zbytek pod strzechy zdobywców, a ich przedstawiciele nie składają czołobitności naszym wodzom? 
Ano temu, że nazajutrz każdy heros blednie nieco w konfrontacji z okropnym syndromem dnia następnego. Co i piszącemu niniejsze słowa, zdarza się czasami. Tak oto prozaiczny kac, moi drodzy, ratuje świat cały przed dominacją Lechitów!