środa, 25 stycznia 2012

Z pamiętnika (nie)młodego (ex)rewolucjonisty


Mam brzydki zwyczaj włączania telewizora o poranku, żeby w trakcie nakładania skarpetek, tudzież reszty garderoby, być mniej więcej zaktualizowanym w tym co dzieje się na świecie. Wiem. To lekkie uzależnienie. Ale do licha gorsze jest znacznie sprawdzanie co chwila skrzynki mailowej (dzięki smartfonom w końcu jest to mniej uciążliwe), spoglądanie na ekran telefonu co kilka sekund, czy nie przyszedł SMS na który czekam (lub nie czekam) i tym podobne zaburzenia obsesyjno – kompulsywne na jakie cierpię (nie bez powodu uwielbiam detektywa Monka). Ale nie o tym chyba chciałem.
Zaraz jak tylko przetarłem kaprawe oczka dowiedziałem się, że nasza rodaczka została nominowana do Oskara, co mnie ogromnie ucieszyło, jednak im dłużej słuchałem, tym bardziej zaczynałem się zastanawiać nad tym wszystkim.
Uznaję, że pani Agnieszka zasługuje na wszelkie laury i pochwały, co prawda nie będąc fanatycznym fanem kina, ostatnim dziełem jakie widziałem w jej reżyserii był Janosik, prawdziwa historia, który przyznaję, rozczarował mnie jako wychowanego na przygodach Perepeczki jako Janosika i przezabawnych Pyzdry i Kwiczoła w wykonaniu panów Pyrkosza i Bilewskiego. Peany pochwalne, jak najbardziej zasłużone w tym wypadku, w jakich prześcigają się dziennikarze telewizyjni i radiowi, nieco martwią mnie z zupełnie innego powodu. 
Podobnie jak w wypadku naszych sportowców, malarzy, projektantów, aktorów itp. którzy zostają łaskawie zauważeni przez zagraniczne media, akademie czy tabloidy, przesadna reakcja mediów na takie wydarzenia obnaża nasze narodowe poczucie niższości i braku docenienia przez świat. A im bardziej wynosi cnoty  i dorobek zauważonego nad niebiosa tym bardziej staje się groteskowa. Parafrazując stary dowcip z czasów zapadłej komuny - od rana strach otworzyć konserwę bo może się okazać, że tam też będzie Agnieszka H.
        A świat, na przekór naszym kompleksom, bierze przykład z nas, jak pokazuje Steven Tyler z Aerosmith  wykonaniem hymnu Stanów Zjednoczonych podczas otwarcie meczu w aranżacji podobnej do Edyty Górniak, która już dobrych parę lat temu wykonała hymn państwowy w wersji nieco hmm... innej.
Czekam, aż o tym też się w TVN24 wypowiedzą, chwaląc Edytę za awangardowość i nowatorstwo w którym wyprzedziła amerykanów o całe lata!