piątek, 20 stycznia 2012

Trochę poważniej

Wczoraj byłem na czwartym w ciągu chyba miesiąca pogrzebie. Jestem chyba już w wieku kiedy częściej jest się zapraszanym na pogrzeby niż śluby.
W sumie, kiedy umiera ktoś starszy, u schyłku swojego życia, pogrzeb staje się przeglądem jego życia, takim widomym obrazem tego kim był, co osiągnął, jak udało się zrealizować to wszystko, co w wieku powiedzmy 20 lat jest dopiero obietnicą, zalążkiem tego co mogło być. Nie będę się rozpisywał na temat mojej oceny tego zdarzenia, nie wypada - de mortius aut nihil aut bene. Ale nie chciałbym, żeby tak wyglądał mój pogrzeb.
Mimo wszystko jedynym co zostawiamy po sobie są nasi potomkowie. Istoty, które niosą w sobie to, czym jesteśmy my i czym byli nasi przodkowie. I nie mam na myśli tylko DNA. Dlatego właśnie uświadomiłem sobie po raz kolejny jak wielką odpowiedzialnością jest dziecko i to kim się stanie za lat kilkanaście lub kilkadziesiąt. I jestem przerażony. Serio.