czwartek, 31 stycznia 2013

Brak kasy na drogi czyli katastrofa roztopów

Idzie wiosna. Co oznacza zazwyczaj odwilż i wodę z roztopionego śniegu płynącą do kanalizacji, znacznie szerszym strumieniem niż kasa z UE przeznaczona na nasze drogi. Unia bowiem stwierdziła, prawdopodobnie po obejrzeniu archiwalnego serialu pt. "Polskie Drogi", że nie będzie finansowała jego kolejnej wersji. Jak sobie Polaczki kombinują to niech kupują sobie terenówki. Żarty, żartami ale powinniśmy dla przykładu powiesić na haku tych debili, którzy są winni tej sytuacji. Szczególnie teraz kiedy wszystkie dziury w naszych jezdniach wyłażą spod śniegu i lodu. Takie to chyba jednak kraj. Nic albo niewiele robimy dokładnie a większość na odwał. Bo nie nasze, a przy okazji na państwowej robocie zrobi się kilka lewizn i git.
W Bździszewie dodatkowo wyrwy powstałe w nawierzchni maskują doskonale kałuże, będące skutkiem wiecznie niedrożnej kanalizacji burzowej. Po ostatnich moich wycieczkach po mieście, stwierdzam że niektóre ulice są po prostu nieprzejezdne lub wymagają od kierowców redukcji prędkości do minimum oraz wykonywania slalomu pomiędzy setkami dziur, dziureczek, wyrw i potężnych dziurzysk, które czyhają na nieostrożnych.

Wczoraj wieczorem na Kunickiego, jadąc lewym pasem o mały włos nie straciłem koła, wpadając co pół metra w szereg ukrytych w ciemnościach wyrw i dziur na długości chyba ze 200 metrów, które powodowały konwulsyjne drgawki mojego autka i klapanie zębów jego kierowcy, pomiędzy rzucaniem epitetami, których z wrodzonej kultury nie przytoczę publicznie. A przecież ulica była remontowna nie tak znowu dawno temu - lewy pas jest już prawie nieprzejezdny. Łęczyńska - w sumie jedna z głównych ulic wygląda jak po bombardowaniu - chociaż i wcześniej przypominała test wytrzymałościowy dla zawieszenia każdego samochodu. Teraz przy prędkości 20 km/h, jest to już po prostu tor dla samobójców.  Podobną fakturą służy również Zana od Nadbystrzyckiej, a pomniejsze dziury napotkać można dosłownie wszędzie! Nawet na świeżo po remoncie Krochmalnej.
Brak umiejętności poruszania się w tych warunkach kosztuje. Połamane lub pogięte felgi, drążki, powybijane końcówki, urwane wahacze, wybijane gniazda amortyzatorów i jeszcze długa lista uszkodzeń jakie po miesiącu czy dwóch jazdy po tym czymś, będą normą. Ale za to zamiast dróg inwestujemy w fotoradary, radarowozy dla ITD i doimy z kierowców ile się da pod szyldem zwiększania bezpieczeństwa na drogach. No i czyż to nie jest kretynizm ? Przecież i tak nie da się jeździć szybciej niż 20 - 30 km/h!