wtorek, 29 stycznia 2013

Mandat w straży miejskiej jak w "Idź na całość"

Pamiętacie teleturniej "Idź na całość"? Uczestnik miał wybór pomiędzy nagrodami ukrytymi w poszczególnych bramkach - i tak właśnie można było wygrać zestawy sprzętu AGD lub nawet malucha! I takie fajne laseczki  chodziły i odsłaniały zasłonki tych bramek z uśmiechem pokazując wnętrze. A czemu tak mi się przypomniało? Ano właśnie kolega dostał mandat od Straży Miejskiej z fotoradaru zlokalizowanego w mojej dzielnicy, czyli na Diamentowej. I w mandacie tym mamy do wyboru trzy bramki, o pardon, możliwości jakie strażnicy miejscy dają niegrzecznemu kierowcy.
W bramce numer 1 płacisz 100 złotych i dostajesz w nagrodę 4 punkty karne, jak Ci się to nie podoba możesz skorzystać z bramki numer dwa i powiedzieć, że to nie ty prowadziłeś, jak również zadenuncjować teściową, brata lub nielubianego sąsiada pisząc, że ten a ten prowadził, a ty wtedy akurat piłeś z kolegami na co masz 5 świadków oraz 10 tych tam - alibiów. Jak i to Ci nie pasuje, a na ten przykład masz już 20 punktów karnych to możesz wybrać bramkę nu,mer trzy i oświadczyć, że i owszem ktoś tam prowadził akurat twój samochód i nawet może i w tym miejscu, ale nie będziesz świnią i nie wydasz go i tyle. A za to zapłacisz 300 złotych!

A więc? Którą bramkę wybierasz ? Niestety do mandatu nie dołączają hostessy.
A mnie zastanawia tylko jedno. Po jaką cholerę tołkują na studiach tym biednym studentom, że prawo karne (w tym wypadku wykroczeń) ma mieć funkcję wychowującą jednostki, które nie przestrzegają jego przepisów. Kara ma odstraszać i zniechęcać oraz pouczać, że nie jest to zachowanie aprobowane przez społeczeństwo a w niektórych wypadkach działać prewencyjnie  - tak aby sprawca nie popełniał ponownie wykroczeń czy przestępstw. W tym momencie straszacy miejscy twierdzą, że oni wiedzą lepiej i tworzą możliwość, w której osoba nagminnie lekceważąca przepisy, której grozi odebranie prawa jazdy, może uniknąć tej kary, dając im do łapy 200 złotych więcej. To zwykła ŁAPÓWA - i ulubiony ostatnio specjalista od łapownictwa, sędzia Tuleya, nie miałby tu problemu z kwalifikacją czynu.
Przekroczenie prędkości jest wykroczeniem, które może spowodować łatwe do przewidzenia skutki w postaci zdarzenia drogowego jakim będzie wypadek, w którym poszkodowane zostaną jakieś Bogu ducha winne osoby, a to tylko dlatego, że jego sprawca nadal mógł prowadzić pojazdy, bo ileś tam razy straży miejskiej dopłacił 200% do mandatu.  I gdzież tu logika, prawo oraz sucmienia naszej władzy?  I nie ma co tłumaczyć że chodzi o nasze bezpieczeństwo  - chodzi o kasę i basta.
W naszym kraju praworządnym i sprawiedliwym oraz mlekiem i miodem płynącym, kierowcy stali się zwierzyną łowną, którą należy strzyc i golić z kasy, na wszelkie możliwe sposoby - akcyza w benzynie, VAT doliczany do części, które wymieniamy średnio 5 razy częściej niż w innych krajach, ze względu na opłakaną jakość dróg, opłaty za parkowanie w całym centrum miasta - wczoraj podniesione znów o kilka złotych i polowania urządzane przez wszelkie możliwe służby i urzędników państwowych - niedługo uprawnienia do wystawiania mandatów za wykroczenia drogowe dostaną też pewnie strażacy i nauczyciele. Taka tam paranoja.