środa, 23 stycznia 2013

O pracy, premii dla marszałków i małych miastach

Przy okazji wielkiej przygody, jaką zafundował nam nowy pracodawca, rozmyślania częściej niż zwykle kieruję w stronę poszukiwania nowych możliwości. Taki odruch warunkowy  - jak tylko nasi szefowie mówią o przygodach, to od razu odpala mi się strona pracuj.pl. Na wszelki wypadek. Bo wypadki jak wiadomo się zdarzają. Szczególnie, że reguły są równie zmienne i zależne od widzimisie pracodawcy, jak obecna pogoda. Niestety my nie możemy strajkować, czy nawet zagrozić blokadą kancelarii premiera. A więc przyglądając się pracującym przy odśnieżaniu, mam mieszane uczucia. Z jednej strony, że nie będę musiał, z drugiej, że jak będę musiał, to śnieżyce będą szalały do maja.
Swoją drogą nie jest to chyba taka zła praca. Jadąc Wrotkowską o godzinie 7.00  rano, codziennie widzę następujący obrazek  - pięciu gości zajętych odśnieżaniem, z czego czterech stoi lub ciągnie za sobą łopaty a piąty machający łopatą, aż miło, lub pchający ją przed sobą zawaloną śniegiem. Czyli jak widać wszędzie jest jeden jeleń, który zap...., znaczy pracuje i co najmniej kilku, którzy dbają o jego PR, HR oraz strategię pracy, aby biedak wiedział gdzie i co odśnieżać. Mam nadzieję, że załapię się do kadry kierowniczej, jak już będę musiał


Na szczęście jest w Polsce zakład pracy, który docenia swoich pracowników, kupuje im drogie zabawki (np. iPady), żeby nie nudzili się w pracy, zapewnia im darmowe przejazdy koleją i komunikacją miejską oraz służbowe limuzyny do dyspozycji, gratisowe wycieczki zagraniczne oraz szeroki pakiet socjalny - darmowe noclegi, wyszynk oraz ochronę, hołubi ich jak matka swoje ukochane dzieci, nie zmuszając nawet do chodzenia do roboty, a na dodatek daje im premie - no przynajmniej kadrze kierowniczej  - po 40 tysięcy na łebka. Pewnie wszyscy się domyślili - to Sejm Rzeczpospolitej Polskiej. Takie rzeczy tylko tam!
Pani Marszałek Kopacz przyznała właśnie sobie i swoim wicemarszałkom po 40 tysięcy premii (sobie 45 - spryciula). W wywiadzie dla mediów oczywiście stwierdziła, że marszałek ma takie prawo a jej współpracownicy i ona zasłużyli sobie ciężką pracą.
Pani Marszałek! Błagam! Będę pracował ciężej, niż panowie Kuchciński, Grabarczyk, Grzeszczak oraz Wenderlich i pani Nowicka razem wzięci! Mam ponadto odpowiednie kwalifikacje i niebagatelne doświadczenie, znam 4 języki obce i to wszystko jedynie za przeznaczoną dla nich premię bez miesięcznego wynagrodzenia!
A tak serio - odrobinę przyzwoitości, do jasnej i niespodziewanej Anielki, by się przydało - pani Kopacz rozdaje NASZĄ KASĘ! I to bardzo szczodrze. A przypominam, że część z nas nie mając sejmowych gaży, musi przeżyć cały rok za sumę znacznie mniejszą niż 40 tysięcy  - utrzymując rodziny i spłacając kredyty. To, że marszałek sejmu ma takie prawo nie oznacza, że ma taki OBOWIĄZEK - różnicę pomiędzy prawem a obowiązkiem wyjaśni pani marszałek byle student pierwszego roku prawa! Nie jest to więc konieczność czy prawo a zwykła PAZERNOŚĆ, KUMOTERSTWO i zwykła GRANDA! Kropka.
Wracając do przygody - nieustannie mnie zadziwia sposób myślenia w korporacji. To, że każda korporacja ma swój język zdążyliśmy się przyzwyczaić, chociaż nadal potworki językowe w rodzaju "popuszać" (od angielskiego to push - czyli popchnąć, skłonić kogoś do zrobienia czegoś), straszą mnie równie bardzo, co bawią. Ale dzisiaj z tej całej radości przeżywanej przygody dowiedziałem się, że nasze Bździszewo, nie jest dużym miastem. Owszem Wrocław, Poznań czy Bydgoszcz jest, Świętochłowice są, ale Lublin już nie.
Biorąc pod uwagę całokształt, to jak tak ma nas traktować Polska "A", to ja strzelam regularnego focha. Połączmy się z Cełmem, Zamościem i Świdnikiem, zażądajmy autonomii a potem korytarza do morza. W sumie patrząc na całokształt - kto wie, czy na dobre by to nam nie wyszło. W innym wypadku obawiam się, że do końca świata i o jeden dzień dłużej będziemy traktowani jak tania siła robocza dla wyżej rozwiniętych regionów a wszystkich nas będą doiły partie polityczne, będące akurat u władzy bez różnicy czy z lewej czy z prawej strony sceny politycznej.
A śnieg nadal pada.