wtorek, 8 stycznia 2013

Początek roku - coś się kończy, coś zaczyna


I w ten sposób z samym początkiem roku zmieniłem pracodawcę, bez zmiany biurka. Nie pamiętam który już raz z kolei jestem kupowany przez kolejną korporację na zasadzie dobrodziejstwa inwentarza. Kolejny bank przejął nas, razem z drukarkami, komputerami i umeblowaniem. Ogólnie jest fajnie. Prezes (nowy) na spotkaniu powiedział, że czeka nas wielka przygoda. No to przygoda się zaczęła! Przyznam, że bez rewelacji. W głębi duszy jestem chyba hobbitem i nie lubię przygód.
Za to w prasie i TV mamy masę przygód i wątków sensacyjnych. Ot dla przykładu sprawa towarzysza, pardon!  - obywatela  - Grigorija Depardjewskiego, alias Gerard Depardieu, który z przekonania został Rosjaninem. Z przekonania, oczywiście, że lepiej płacić mniejszy podatek w Rosji, niż większy we Francji. Nawet wyciągnął z grobu swojego tatusia, twierdząc że ten był komunistą, co świadczy o tym że on Grigorij jest mocno związany z Rosją. W dodatku grał kiedyś Rasputina, co dobitnie potwierdza wymienione fakty. Ten, jakże znamienny czyn, spotkał się z aprobatą władz Rosji i niedźwiedzim uściskiem samego Putina. A widzowie patrzyli, to na Putina, to na Depardieu i  już nie wiedzieli, kto jest Rosjaninem a kto Francuzem. W dodatku przyszła obywatelka Bardotska, bardziej znana nadal jako Brigitte Bardotte, zagroziła Francji i Francuzom, że też zostanie Rosjanką. Chociaż twierdzi uparcie, że nie z powodu rodzica, tylko z powodu słonia. Ja rozumiem niechęć do płacenia podatków, ale żeby mieszać w to Bogu ducha winne zwierzęta?  Ech, ta dekadencka Francja!
Druga sprawa, od początku roku wykrzykiwana w różnych tonacjach w mediach, to zakup fotoradarów, nowoczesnych samochodów dla ITD (Inspekcja Transportu Drogowego). Rząd bowiem stwierdził, że w końcu utemperuje niesfornych obywateli, karząc ich mandatami na lewo i prawo. Ostatecznie dziura budżetowa jest głęboka jak, nie przymierzając, Rów Mariański, a więc niech plebs płaci. Podobno liczą, że jakieś 300 milionów złotych mamy dostarczyć do kasy państwowej z tytułu mandatów. Oczywiście posłowie chronieni immunitetem płacić nie będą. Ich prawo nie obowiązuje. Czekam więc z niecierpliwością, kiedy rząd raczy zakupić helikoptery wyposażone w rejestratory i radary oraz bezzałogowe drony z demobilu US Army, żeby sprawowały z powietrza całodobową kontrolę nad obszarem RP i fotografowały wszystko, co się rusza z prędkością większą niż 20 km/h, bo żeby zapewnić odpowiednie wpływy do budżetu, do tej prędkości ograniczy się ruch na drogach. Nie jestem obrońcą piratów drogowych i nie popieram idiotów wyprzedzających na przejściach dla pieszych. Ale dziwi mnie państwo, które zamiast wychowywać liczy na to, że jego obywatele będą coraz mniej przestrzegali prawa, bo to daje państwu kasę. Niektóre media celnie punktują pana premiera, który przy okazji wydatków na radary czynionych przez pisowski rząd piszczał, że "tak może myśleć tylko facet, który nie ma prawa jazdy, bo jakby miał to by wydawał tą kasę na drogi a nie na radary". A tu proszę. Punkt siedzenia zmienia punkt widzenia. Dróg nadal nie mamy, za to liczba radarów się podwaja. A może premier stracił prawo jazdy za karne punkty? Zdaje się, że raczej stracił resztki przyzwoitości, ale to już zupełnie inna bajka.
Do ognia medialnych wrzasków dolał oliwy sędzia Tuleya, swoim artystycznym monodramem w trakcie czytania wyroku w sprawie Mirosław G., który to wyrok miał być precedensem, wskazującym wszystkim, co jest a co nie jest korupcją w stosunkach lekarz - pacjent. Miało być pięknie, poważnie i ogólnie super. A wyszło jak zwykle. Wiemy teraz przynajmniej, że jeden goździk oraz czekolada Wedla nie są łapówką, tylko wyrazem wdzięczności, a za to już 10 goździków i ptasie mleczko są łapówą i są karalne. Chciałbym widzieć te rzesze agentów CBA/CBŚ/BOR/CIA/FBI czy innych akronimów, tropiące 80-letnie babcie dające bombonierki pielęgniarkom czy lekarzom. A rzeczywistość polskiej służby zdrowia, jest jaka jest. Nie twierdzę, że zawsze i wszędzie, ale sam spotkałem się z "wyrazami wdzięczności" w kwotach znacznie wyższych niż cena tabliczki czekolady, a nawet z sugestiami wobec pacjentów czy członków ich rodzin, że bez odpowiednich wyrazów wdzięczności to mogą sobie leżeć i leżeć, aż do śmierci, lub przeciwnie nie znajdzie się dla nich miejsce na oddziale. Nie licząc popularnej praktyki odsyłania pacjenta na prywatne "konsultacje", do prywatnego gabinetu - oczywiście płatne ekstra. Jakby za pieniądze NFZ, ten sam lekarz miał mniejszą wiedzę, niż za pieniądze pacjenta. I mogę to spokojnie sobie mówić, bo się przedawniło. I prokuratura może mi ....powiedzmy, złożyć wyrazy ubolewania. Wszyscy publicznie krzyczą o tym jak podła jest korupcja, a prywatnie z ręki do ręki wędrują kopertki. I tu przypomina mi się genialny skecz "Sprawa do załatwienia" z udziałem Ireny Kwiatkowskiej i Anny Seniuk. Polecam!





Jak bardzo dowcipy sprzed 30 lat są aktualne - zgroza!
Niniejszym więc życzę wszystkim spełnienia obietnic naszych polityków oraz Wszystkiego Najlepszego w Nowym Roku!