piątek, 24 lutego 2012

Autostrata

Jakieś 35 lat temu, mój świętej pamięci sąsiad, zrobił dla moich rodziców pawlacz w przedpokoju. Wyobraźcie sobie, że to koromysło (obecnie pomalowane na bliżej nie określony zielonkawy kolor) nadal istnieje i jedyne co jest z nim nie tak (oprócz kolorku) to to, że drzwiczki lekko się spaczyły, bo wykonane były z jedynych dostępnych ówcześnie materiałów niekoniecznie pierwszej jakości. i niekoniecznie legalnego pochodzenia (mogę mówić, bo i tak się przedawniło). Zresztą za czasów owych, każdy kombinował jak umiał. Wspaniałe przykłady wielkopłytowego budownictwa przy budowie którego, jeśli kierownik nie postawił sobie domku na boku, uznawany był za łajzę i nieudacznika, instalacje elektryczne kładzione tak aby więcej materiału zostało  - parszywej jakości ale za to dało się nim obskoczyć jeszcze dwa trzy domki i kasa była na lewo całkiem znośna. I to nam zostało do dziś. Przykładem nasza S-17 z budowy której znikają tajemniczo całe tony kruszcu i innych potrzebnych materiałów. Nauczono nas fuszerki i kombinatorstwa i przez tyle lat nasiąkliśmy tym do szpiku kości. A skutki?
Wczoraj ze zgrozą i biciem w bębny ogłoszono, że na skutek mrozów popękały nam się nowe autostrady budowane z takim mozołem i trudem od tylu już lat. No i kompletny kotlet! Oto mieliśmy się zbliżyć do Zachodu, Południa, Północy i Wschodu w wyszło jak zwykle. Bo źle ułożono warstwy, czy tam użyto kiepskich i nie nadających się na nasze warunki atmosferyczne materiałów. I teraz wykonawcy zwalają na Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad, ta winą obarcza wykonawców, a wszyscy zgodnie mówią że wystarczy poprawić te pęknięcia i będzie wszystko dobrze. No niby tak. Ale ponieważ tą samą technologię i materiały zastosowano wszędzie wydaje mi się, że zgodnie z logiką i prawami Murphy'ego, będzie pękało też w innych miejscach.  Należałoby więc zerwać wszystko i ułożyć ponownie poprawnie.
Można było również pomyśleć przed wykonaniem, że materiały i technologie dobre w Afryce czy w południowych Chinach nie będą spełniały swoich zadań w naszym klimacie. No wiecie - u nas czasem bywa zimno. Chociaż inżynierowie liczyli pewnie na globalne ocieplenie o którym tak głośno. A tu niespodzianka.Cholerna zima.
A kto za to zapłaci? Nie wykonawcy. Na pewno nie Dyrekcja. Nie minister ani nawet nie premier. Zapłacą za to podatnicy. Znaczy się my. Prawda że fajnie? Wspaniały kraj
Jak zwykle nie da się ustalić winnego tego bubla, wszyscy będą zadowoleni, szczególnie ci którzy zarobili miliony na całym tym burdelu. Urzędnicy wzięli premie na sukcesy, minister dostał nagrodę z budżetu za wysiłek jego ludzi, były wstęgi i oklaski. A za rok przy podobnej okazji zobaczymy te same uśmiechnięte i zadowolone pyski, tyle że nieco grubsze. Kiedyś powiadał mi dziadek, że jak przed wojną burdel źle prosperował, to nie przestawiano mebli, tylko wymieniano panienki.
Czego zadowolonemu z sukcesów swojej ekipy premierowi nadal nie widzącemu potrzeby żadnych zmian, za wyjątkiem wydłużenia wieku pracy dla podatników, serdeczne życzę.
Najwyższy czas.. oj najwyższy.. inaczej znowu internauci będą musieli się skrzyknąć i tym razem przeprowadzić gruntowną rewolucję, łącznie z atakiem na pałac przy Ujazdowskich. Pancernik nadal jeszcze stoi przy Newskim nabrzeżu i czeka...