czwartek, 2 lutego 2012

Lemingi vs oszołomy


Ostatnio, być może z opóźnieniem, odkryłem, że wszędzie dookoła używa się słówka leming. W różnych odmianach i różnych przypadkach występuje ono w sieci, prasie i telewizji. W sumie dobrze pamiętam jeszcze grę „Lemmings” w kilku odsłonach i te bardzo w sumie zabawne stworki łażące grupowo w tę i we w tę po ekranie, ze śmiesznymi zielonymi fryzurkami. Nie widziałem więc nic złego w tych wypowiedziach, ba, zdarzyło mi się nawet porównywać do wyżej wymienionych lemingów, pracowników ZUS, którzy o godzinie 15 codziennie wychodzą z pracy, w mniej więcej równych wężykach i drepczą na przystanki lub rozchodzą się w swoich sprawach. Ale nie miało to pejoratywnego wydźwięku, pomimo mojej chronicznej niechęci dla tejże instytucji, jako marnotrawiącej część przychodów, zarówno moich jak i moich przyjaciół, rodziny, pociotków i reszty rodaków.
Tymczasem w slangu jakiego używają redaktorzy czasopism i komentujący posty na portalach leming to (cytując za stroną miejski.pl):
„Człowiek, który bezkrytycznie wierzy w to, co usłyszy w telewizji, albo przeczyta w Internecie i przyjmuje to wszystko bez żadnego zastanowienia; uważa się przy tym za mądrego. Głupek. Jednym z podstawowych źródeł zdobywania wiedzy leminga jest portal Onet.pl”
No i proszę. Zupełnie co innego. Spojrzałem więc na czytane artykuły i posty komentarzy zupełnie innym okiem. 
Zauważam zresztą, że ogólnie nasz salon polityczny i jego anty-salon (zamieniające się, za przeproszeniem, członkami zależnie od tego, która frakcja wygra wybory) posługują się językiem coraz bardziej wymyślnym i tworzącym swoista nowomowę. Mamy więc z jednej strony „język nienawiści” w odróżnieniu chyba od „języka miłości”, co niezmiennie wywołuje skojarzenia ściśle erotyczne, a przez to jest dość zabawne, mamy też i lemingi jako zwolenników bezkrytycznego przyjmowania informacji podawanych przez źródła oficjalne (zależnie znów od tego kto akurat rządzi) oraz "oszołomów" z drugiej strony barykady. Nie przytaczam innych dziwolągów, bo też jest ich za dużo. Co osobiście mnie przestaje bawić a zaczyna wkurzać. A tak naprawdę do szału doprowadził mnie artykuł niejakiego NOKINA „Jak rozmawiać z lemingami”, popełniony na forum salon24.pl, utrzymany w lekko drwiącym i ironicznym tonie wyższości nad pospolitym lemingiem i radzący wyższym formom inteligencji jak z takowym stworkiem rozmawiać. W dodatku z definicji tegoż autora jestem lemingiem, jak by na to nie patrzeć. Bo oglądam TVN i czasem zdarza mi się czytać Onet.pl.  
Nie, nie jestem fanem PO, tak jak nie jestem fanem PiS i staram się wypośrodkowywać swoje poglądy, zgodnie z posiadanym (być może leminżym  więc z natury niewielkim) intelektem i rozsądkiem. Ale mimo to, nie ośmieliłbym się krytykować czyjegoś intelektu tak jawnie i bezczelnie. Może wynika to stąd że, jak sam się przedstawia autor, jest młodym intelektualistą. Pewnie w jego wieku również miałem wrażenie, że tylko tylko ja mam rację i tylko moje poglądy są właściwe. Czasem, co gorsze, nadal tak mam. A mimo to nauczyłem się że nawet lemingi mają czasem swoje zdanie i bywają mądre. Trzeba tylko chcieć to zauważyć, miast w czambuł potępiać. Poza tym lemingi mogą sie zbuntować. I co wtedy? Game over?