środa, 15 lutego 2012

Bździszewo Rangers

Zima w pełni. A więc pada śnieg. Takie śliczne płatki tańczą sobie spadając na ziemię, pokrywają dachy i balkony, bezczelnie gromadzą się na parapetach i jak co roku zajmują drogowców, telewizję, służby miejskie oraz zalegają na chodnikach i jezdniach. Jednocześnie da się zauważyć jak bardzo hipnotyzujące mają właściwości te małe białe g... spadające na nas samych i nasze stalowe rumaki.
Nigdy nie miałem dobrego zdania o straży miejskiej. Uważam (jeśli to akurat czytasz - przepraszam Marku H. za uogólnienie), że jest to formacja kompletnie w naszym mieście niepotrzebna, jeszcze kilka lat temu (z braku jakichkolwiek prerogatyw) zajmująca się jedynie ściganiem babć handlujących pietruszką lub zapinaniem ślicznych metalowych "szczęk" na kołach. Przyznaję, że zawsze uwielbiałem wdawać się z szanownymi strażnikami w polemiki słowne w przypadku kiedy wykazywali wobec mnie zbyt daleko idącą chęć karania mandatami lub okazywania mi swojej wyższości jako przedstawiciele władzy. Bawi mnie to do dziś. Chociaż muszę przyznać, że stan wiedzy strażników w zakresie przepisów prawa nieco się poprawił. Albo co bardziej prawdopodobne mój się pogorszył. Elokwencja niestety pozostała na dawnym poziomie. 
Właśnie dziś miałem okazję zobaczyć jak w okolicach Krakowskiego Przedmieścia działa owa służba zimą. I przyznaję, że byłem pod wrażeniem - mniejsza o to czy pozytywnym. Otóż dzielni strażnicy nie zważając na dość obfity opad śniegu, uwijali się jak bohaterowie gry komputerowej, aby jak największą ilość mandatów wystawić, jak najwięcej samochodów ściągnąć na parking na lawecie - migające "kuguciki" na niebiesko, mundury na każdym rogu ulicy itp. Taki Pacman w wersji Straży Miejskiej. Śliczna akcja. Przyznaję, że ze zgrozą dowiedziałem się, że to sytuacja codzienna i nie ma dnia, żeby nasza dzielna straż nie "zarabiała" w ten sposób. W końcu pecunia non olet, jak powiedział pewien cesarz rzymski opodatkowując miejskie szalety. Ja już nawet nie mam pretensji, że taka straż nie pojawia się na moim osiedlu i nie wali mandatów wszystkim po kolei, parkującym na trawnikach, chodnikach czy w poprzek drogi. Ale dzisiaj przesadzili! 
Otóż jak wiemy w okolicach ulicy Chopina, parkowanie wymaga wiele cierpliwości, umiejętności i szczęścia a i tak nie ma tam gdzie się ruszyć czymś większym od malucha (seicento może być już odrobinę za szerokie). A tu przy wylocie Solnej do Chopina (obecnie jednokierunkowa) stoi sobie laweta w tak zabawny sposób, że nie da się jej minąć. Panowie laweciarze chodzą sobie spacerkiem i konsultują się (chyba z małżonkami, bo do szefa to by chyba nie mówił Kasiu, ale bo ja tam wiem? ), a dwaj STRAŻNICY stoją obok swojego samochodu i kibicują obu panom, nie zważając na to, że na Solnej stoi już sznureczek samochodów, które chcą wyjechać. Kierowcy trąbią, "urywają", tracą nerwy i paliwo. No i co? I nic. Sytuacja dość śmieszna. Służba, która ma obowiązek dbać o porządek, ten właśnie porządek zakłóca, dopuszczając się według mnie wykroczenia drogowego w postaci stworzenia niebezpieczeństwa w ruchu drogowym i utrudnienia w tymże ruchu w środku miasta wojewódzkiego. 
Na moją bezczelną uwagę, że zdaje się, że utrudniają ruch i ogólnie mogliby lekko przystopować swoje działania, usłyszałem że przecież nie mogą inaczej bo "samochoda na lawete w poprzek nie wciągną". Dopiero moja pokorna prośba (a potrafię prosić bardzo uprzejmie i grzecznie) o telefon do przełożonego poparta, być może zbyt agresywnym ruchem jakim wyciągnąłem telefon z kieszeni kurtki i może nie bardzo miłym komentarzem sytuacji, spowodowała, po burknięciu zdaje się pod moim adresem słów, których politycznie nie usłyszałem, że jednak dało się lawetę nieco przestawić. A jednak można? Można. Miałem bardzo dobry humor, więc w sumie zabawnie. 
Tylko jakiś żal zostaje, że na takie akcje idzie moja kasa, a ludzie którym tak właściwie ja płacę ( i ci mniej kulturalnie wrzeszczący panowie stojący za mną) mają w głębokim poważaniu swoich dobrodziejów.  Wolałbym, żeby tą kasę dostali prawdziwi gliniarze i niech tam mają większe pensje, niech się mnożą i rosną w dostatek. Przynajmniej w końcu mijający mnie na Wrotkowie patrol Policji nie musiałby oglądać moich wybałuszonych ze zdziwienia i zachwytu na ich widok oczu. Bo przyznaję, że są tu widokiem rzadkim jak te białe kruki. Co świadczy dobrze o wskaźniku przestępczości na terenie osiedla lub brakach kadrowych w komisariacie na Kunickiego. A śmietniki płoną.