piątek, 17 lutego 2012

Nie taki zły ten rząd, skoro ma e-sąd?


Nie lubię chyba naszego rządu. Autostrady na Euro 2012 mamy w lesie (dosłownie!), stadiony jak widać takie, że Mucha nie siada, co podkreślił kilka dni temu poseł frakcji Palikota wręczając koszulkę ze stosownym napisem pani minister. Podpisujemy umowy międzynarodowe, które nie do końca są rozumiane przez podpisujących (czytaj rząd i rządowych ekspertów). Władza jawnie olewa swoje społeczeństwo przyzwyczajona, że ono i tak przyklaśnie nawet najdziwniejszym i najbardziej niezrozumiałym inicjatywom i ze zdziwieniem patrzy na sprzeciw i akcje protestacyjne. Tymczasem społeczeństwo się informatyzuje i organizuje mając dość bycia jedynie potulną masą rządzonych. Mówi się nawet o tym (vide Gazeta Wyborcza bodaj przedwczorajsza), że Polska będzie w kolejnych latach przechodziła prawdziwy boom na referenda i konsultacje społeczne, czyli powrót do samych źródeł demokracji - demokracji bezpośredniej.  
Ogólnie zaczyna być zabawnie, a może nawet i  strasznie. Zresztą straszenie nas kryzysem w całej Unii oraz „branie na klatę” reform koniecznych i niezbędnych przez rząd i premiera, staje się nudne – szczególnie że w większości owe „klaty” nie są warte wzmianki tudzież oglądania.  Wygląda na to, że niewiele można o ekipie PO powiedzieć dobrego po jednej kadencji i na początku drugiej. Jednak w tym całym szumie znalazłem jakieś małe światełko, które świadczy, że jednak coś tam robili, a nawet może i robią - Esąd, czy też E-sąd czy jak tam kto woli. 
Kiedy w styczniu 2010 ogłoszono wszem i wobec, rozpoczęcie działalności e-sądu w Lublinie, wśród komentarzy prawników i to zarówno praktyków jak i teoretyków, znalazło się wielu sceptyków i malkontentów, mówiących o tym, że to rozwiązanie zbyt futurystyczne i nawet jeśli się uda wystartować to nie będzie to na tyle popularne, żeby zauważyć znaczącą poprawę w systemie sądownictwa polskiego.  Nikt jednak nie dziwił się takim opiniom biorąc pod uwagę pewnego rodzaju mentalne „skostnienie” wymiaru sprawiedliwości i niechęć do wszelkich „podejrzanych” nowinek technicznych. 
Tymczasem mamy już luty roku 2012 a e-sąd ma się całkiem dobrze i stanowi, jak stwierdził, nie bez pewnej racji, minister Gowin „spektakularny sukces polskiego sądownictwa”. E-Sąd rozpatrując w Elektornicznym Postępowaniu Upominawczym (EPU) sprawy najprostsze pozwolił zdjąć z barków sądów w całej Polsce ponad 2,5 miliona spraw, ilość spraw wpływająca miesięcznie do E-Sądu to około 200  - 250 tysięcy. Biorąc pod uwagę, że w sprawach cywilnych czy rodzinnych, z powodu natłoku spraw, czeka się na rozprawę nawet i pół roku, jest to liczba ogromna i z pewności Elektroniczne Postępowanie Upominawcze jest rozwiązaniem pozwalającym zmniejszyć czas oczekiwania i przyspieszyć działanie wymiaru sprawiedliwości.
Przyjęta forma postępowania oraz elektroniczny obieg dokumentacji pozwala również na duże oszczędności nie tylko po stronie wymiaru sprawiedliwości, ale również powoda. W EPU nie ma bowiem obowiązku dołączania odpisów pisma, wniosków, załączników a nawet odpisu pełnomocnictwa procesowego. Dla banków oraz przedsiębiorstw, które wysyłają pozwy do EPU masowo jest to oszczędność rzędu od kilku do nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych miesięcznie. Dodatkowym ułatwieniem jest również możliwość elektronicznego składania wniosków o egzekucję do komornika, co ułatwia i przyspiesza znacznie wszczynanie postępowania egzekucyjnego tytułów wykonawczych nadawanych przez E-Sąd.
Kierownik e-sądu sędzia Jacek Widło ma też wiele pomysłów (i chwała mu za to!) na rozwój platformy e-sądu i dalsze usprawnianie procedur, takich jak wprowadzenie elektronicznego potwierdzenia odbioru, elektronicznego europejskiego postępowania nakazowego, elektronicznego zajęcia wierzytelności z rachunku bankowego czy stworzenie platformy na której mogłyby się odbywać licytacje komornicze.
Jak widać więc dobre praktyki wypracowywane przez sąd w Lublinie będą mogły być podstawą do coraz szerszego stosowania technologii i informatyki w tak zdawałoby się mało podatnym na innowacyjność systemie jakim jest system sądownictwa.
Nic więc dziwnego, że nasz rząd, narzekając na brak sukcesów, chwali się e-sądem na forum międzynarodowym i zapewnia że inicjatywa ta będzie nadal rozwijana w ramach projektu e-administracji, który pozwoli na uczynienie administracji państwowej bardziej przyjazną interesantom – aż nie mogę się doczekać! Szkoda tylko że minister Gowin mówi jedynie, że ministerstwo interesuje się rozwojem e-sądu, zamiast zadeklarować pomoc i jasne plany jak ma zamiar ów sąd rozwijać.
Aż się ciśnie na usta: "Panowie nie sp....cie tego!".  Szczególnie, że nie czasem mówi się i to nie bez pewnych podstaw, że e-sąd może generować problemy w postaci zarówno prób dochodzenia roszczeń przedawnionych (co banki i większe instytucje, czynią nagminnie) jak i prób "prania" kasy poprzez fikcyjne wierzytelności. Ale do licha od tego mamy ustawodawcę aby uregulował to wszystko precyzyjnie i nie pozwalał na powstawanie luk umożliwiających takie działania.  Inną sprawą jest krzyk sędziów z sądów rejonowych, którzy otrzymują w spadku z e-sądu sprawy, którymi ten nie może się zająć, czy to ze względu na niewłaściwość, czy też brak przesłanek umożliwiających elektroniczne procedowanie. No fakt. Muszą się zająć sprawami trudniejszymi niż tylko przystawienie pieczątki i złożenie podpisu - a to boli! Z praktyki wiem, że niemało  razy sądy rejonowe (szczególnie bardzo prowincjonalne) nadawały klauzule wykonalności bez spojrzenia nawet na dokumentację, czasem nie spełniającą nawet wymogów formalnych. 
Osobiście mam jednak nadzieję, że e-sąd będzie rósł w siłę i stwarzał nam okazję nie tylko do chwalenia się naszymi pomysłami w całej Europie, ale również wpłynie na szybkość i jakość orzekania w sądach powszechnych – która jaka jest każdy bywalec sądów widzi. Poza tym możliwe, że w ocenie potomnych znajdzie się jako kamień milowy na drodze do reformy wymiaru sprawiedliwości, ratując twarz premiera i jego ekipy.