piątek, 17 lutego 2012

Rzeczywistość medialna

Niedawno wywołałem całkiem niezłą kłótnię rodzinną na temat jakiegoś reportażu w TV. W tymże widziałem płaczącą babcię zakutaną w chusty, wycięte jako żywo z filmu Chłopi i panią redaktor (fajna laska!) mówiącą o wielkiej krzywdzie jaka spotkała biedną kobietę, albowiem syn pozostawił ją na zimę w jej domu. No i wyrwało mi się: "A ktoś się zapytał czy ona tak naprawdę chciała iść do tego syna? Czy też wyrzuciła go za drzwi i jeszcze kłonicą zdzieliła przez łeb, bo chciał ją wziąć do siebie i otruć na pewno, a już na sto procent zabrać jej rentę?" Przez co stałem się obiektem wrogich spojrzeń na początek, a potem nawet zarzutów jaki to jestem bezduszny i cyniczny i ogólnie kawał ze mnie zimnego drania. Może i tak.
Ale przypomniało mi to, że kiedyś oglądałem materiał filmowy w którym pokazywano matkę z synem, których eksmitowano z domu na bruk i musieli mieszkać w trabancie (czy innej zemście Honeckera), bez wody, kanalizacji i internetu. Mniejsza o powód eksmisji, którym było bodajże zagrożenie epidemiologiczne stwarzane przez lokatorów. Dziennikarze robili wszystko, żeby przedstawić sąsiadów, urzędników pomocy społecznej i Urzędu Miasta, jako bezduszne potwory, demony, a co najmniej tych którzy stoją po ciemnej stronie mocy. Przyznaję, że taka eksmisja nie jest to sytuacja godna pozazdroszczenia. Płacząca pokrzywdzona była wzruszająca, jednak jej syn, w sumie kawał bysia i widać, że nieźle odżywiony, jakoś mi nie pasował do obrazka. A tu urzędnicy pod naciskiem ślicznej pani redaktor i pod okiem kamer obiecują, że już natychmiast i od razu przydzielą lokal komunalny, z sąsiednich bloków ludzie przynoszą odzież, żywność, zapraszają bezdomnych na herbatę i ciastka, oferują ciepłą kąpiel a nawet klucze do domku na działce. Kilka dni potem gdzieś w internecie wyczytałem nieco więcej. Otóż Ci państwo uczynili ze swej niedoli proceder nader dochodowy, pozyskując od urzędników lokale komunalne w kilku już miejscowościach i wynajmując je na lewo innym za całkiem miłą sumkę. Sami mieli, jak się okazało kiedy prokuratura się temu przyjrzała, domek nieopodal Białegostoku - całkiem ładny i przytulny. Zabawne? Nie do końca.
Podobne wydarzenia napotykam w każdym medium. Artykuły i filmy "dokumentalne", reportaże i interwencje, pokazujące tragedię ludzi poszkodowanych przez wymiar sprawiedliwości, administrację, banki, instytucje, sąsiadów, zawsze są nastawione na granie na emocjach widza, mają budzić współczucie lub przerażenie, pozwalać widzowi utożsamiać się z ofiarami, nie dając żadnej szansy wypowiadania się tej drugiej "złej" stronie. Przekaz jest jasny! To nasz bohater jest dobry, a świat sprzysiągł się przeciw niemu! Tak więc widzu, współczuj, wysyłaj SMS-y, przesyłaj pieniądze a przede wszystkim OGLĄDAJ nas!
A przecież nie o to chodzi w dziennikarstwie. Zawsze myślałem, że istotą dobrego reportażu, dobrego dziennikarstwa,  jest pokazanie bezstronnej relacji, poruszenie widza i zmuszenie go do myślenia, zastanowienia się i wyciągania wniosków. A nie oglądalność i kasa z reklam.  Wystarczy spojrzeć na tragedię małej Magdy, na której media zarobiły już miliardy.
Tak to właśnie nasza "czwarta władza", zamiast dostarczać nam informacji i rzetelnego przekazu, karmi nasze mózgi miękką i lekkostrawną papką, która pozwala nam wygodnie nie myśleć i po jakimś czasie odbiera zdolność samodzielnego rozumowania  wprowadzając emocjonalny, subiektywny i jedyny właściwy osąd każdej sytuacji. W ten sposób rzeczywiście powoli dajemy się manipulować autorom reportaży, którzy licząc na naszą ignorancję co do faktów, podają nam gotowe osądy, pod którymi  mamy się tylko podpisać. Przykre. I przerażające.