środa, 22 lutego 2012

Zakupy samca

Poczułem się dyskryminowany. Naprawdę. I to nie ze względu na moje semickie rysy ( nie moja wina - już dziadek musiał udowadniać w czasie wojny, że nie jest starozakonny), czy Boże broń orientację seksualną.  Nawet nie chodziło o moje poglądy polityczne. Jestem dyskryminowany jako podtatusiały grubasek. Serio.
W życiu każdego faceta przychodzi taki czas w którym należy zakupić sobie nową sztukę ubrania (mniejsza o to czy to koszula, marynarka, bluza czy spodnie) No i idzie taki delikwent na zakupy jak na ścięcie. Czemu? 
Faceci z reguły stają bezradni wobec wyboru garderoby, nie mając pojęcia o tym co z czym dobrze dopasowuje się do naszego wyglądu i jakie kolory są obecnie modne. Może i nie wszyscy (vide mr Jacyków). Ja jednak mam z tym pewien problem. Dlatego kupuję tylko rzeczy czarne, szare, białe lub brązowe, rzadko i z pewną nieśmiałością sięgając po fiolety. 
Mniejsza jednak o to - wystarczająco stresujące w takiej samotnej wyprawie po sklepach jest to że wszystkie, słownie wszystkie, panie obsługujące działy męskie w galeriach handlowych witają nas z peszącym (nas) uśmiechem i sakramentalnym "w czym mogę pomóc?". Podczas gdy my osobiście wolelibyśmy zamiast pomocy takiej ślicznotki centymetr krawiecki, bo do cholery nie pamiętamy ile przytyliśmy od ostatniego zakupu spodni (jakieś 3 lata  i 12 kilo temu). No i taka uśmiechnięta laseczka podchodzi i taksuje nas swoimi oczkami stwierdzając, że najlepszy byłby XXXL  - pomimo, że wciągnąłeś bracie brzuch i wstrzymujesz oddech od 5 minut! Szlag! 
Nie to jednak jest najgorsze. Po wybrnięciu jakoś z durnej sytuacji burknięciem "dziękuję, poradzę sobie", bierzemy naręcze ciuchów mniej więcej pożądanego koloru i kierujemy się do przymierzalni pod protekcjonalnym wzrokiem obsługi. Zamykamy z ulgą za sobą drzwi / zasuwamy kotarę i zaczynamy się przebierać. Pomieszczenie jest ciasne i niewygodne, więc z gracją właściwą młodemu hipopotamowi, udaje się trzy czy cztery razy walnąć łokciem w ścianę, lustro lub wieszak, przydeptać własne spodnie aby w końcu naciągnąć z niemałym trudem na siebie nowe spodnie. CHOLERA JASNA! Jeszcze trzy lata temu ten rozmiar był nieco za luźny! No i powtarzamy procedurę w odwrotnej kolejności, wyłażąc z przebieralni z tym samym naręczem i drepcząc skruszeni do wieszaka lub półki, żeby odwiesić towar (o ile obsługa nie przechwyci go w locie) i wziąć drugą partię o numer albo dwa większą. I znowu przymierzalnia. Czyli, że użyję terminu muzycznego - da capo! Jak to jest, że Kobiety to lubią i oddają się zakupom z taką pasją? 
A gdzie tu dyskryminacja? Ano w kroju modnych ubrań. Spodnie? Jak już się wbijesz w takie spodnie to okazuje się, że są to biodrówki, ślicznie opinające nasze zgrabne tyłeczki tyle, że nad pasem akurat wisi nam co nieco za duży wanciołek a z tyłu widać bieliznę lub co gorsza miejsce w którym plecy tracą swoją szlachetną nazwę, co wygląda przekomicznie lub też tragicznie jak kto woli. Jeszcze fajniej jest z tak modnymi wąskimi nogawkami. Udało mi się dojść do połowy uda mimo, że nie mam słoniowych nóg. Potem stwierdziłem, że to masochizm. Koszule? Te ładne są z reguły SLIM FIT - czyli przeznaczone dla facetów nie mających wcale tkanki tłuszczowej a w dodatku nie posiadających również klatki piersiowej ani ramion. Reszta plasująca się w rozsądnych cenach to maoistowskie koszmarki. Marynarki? Udało mi się znaleźć mój rozmiar. Świetnie! Dopinam się na brzuchu - sukces (schudłem?), za to okazuje w ramionach jest za ciasna. Lepiej się nie pochylać. Porażka!
Po wczorajszych dwugodzinnych ledwie zakupach wyszedłem z galerii handlowej z nienaruszonym zasobem finansowym, bez nowych ubrań, za to w głębokim przeświadczeniu że jestem co najmniej dziwnie zbudowanym mutantem na którego nie pasują żadne ciuchy. Chyba ich pozwę!