wtorek, 28 lutego 2012

Hieny i sępy - *parental advisory - explicit lyrics*


Wyłączyłem wiadomości. Nie chce mi się słuchać o jakimś tam milionie jaki nasza minister Mucha musi wypłacić jakimś tam managerom. Jej poprzednik podpisał z nimi umowę. Taki kontrakt. W którym jest napisane (podobno) że czy się stoi czy się leży i wszystko jedno jak ten milion im się należy. Fajnie. Chcę robić interesy z rządem. Mają gównianych prawników a sami mają IQ na poziomie marchewki.
Oczywiście "opozycjoniści" zakrzykną: a na leki to nie ma! A nie ma. Ale i tak wszyscy mają to w d. Wykupiłem właśnie lekarstwa za 88 PLN, co boli finansowo, a nie jestem przecież emerytem i zarabiam trochę więcej niż przeciętna emerytura. Ale jak nie wykupię to podobno umrę. Jak twierdzi mój lekarz i nie tylko. Tym bardziej emeryt  - nie kupi wędliny (co może i dobrze zważając na to że jakieś wały sprzedawały zakładom mięsnym sól chemicznie zanieczyszczoną i rakotwórczą) ale leki sobie wykupi - też chce żyć. Wszystko jedno za ile.
Z drugiej strony wiem (mniej więcej, bo to oczywiście tajne i łamane przez poufne) ile zarabiają prezesi banków komercyjnych i coś mi się widzi, że ten milion to jakieś drobne na podpaski.
Najbardziej śmiać mi się chce jak ktoś mi mówi : "Stary  - pracujesz w banku, to musisz mieć kasy jak lodu". Dobre. Ale znudziło mi się wyjaśniać, ze zarobki w bankach zaczynają się gdzieś na poziomie B -1 (wtajemniczeni wiedzą o co biega) a ja jestem jakieś B - 3 czy nawet 4. I tyle.
A wszędzie gdzie nie spojrzeć wszyscy chcą nas wydymać. Na wszystkim. Idąc od góry - państwo patrzy tylko jak nas obłożyć nowymi podatkami lub powiększyć stare, banki robią nas w bambuko licząc na to, że nie znamy się na przepisach, lekarze (nie wszyscy i tych uczciwych przepraszam) oglądają się na "dowody wdzięczności" lub z czym spotkałem się osobiście, więc niech nikt mi nie wpiera że tak nie jest bo z dyńki oberwie, domagają się wprost kasy bo inaczej nawet palcem nie kiwną. Pracodawcy rypią nas na delegacjach, nadgodzinach i premiach ile wlezie. Instytucje, firmy, sklepy wciskają nam buble niewarte złamanego grosza, licząc na to, że nie jesteśmy ekspertami we wszystkim. Bo nikt nie zna się na wszystkim więc jest 50% szansy że da się go nabrać.  Nawet takie małe hieny jak akwizytorzy i "prelegenci" oszwabiają staruszków, byle tylko wycisnąć z nich kasę i samemu opływać w dostatki.
Widziałem już setki takich wypadków. A czemu dziś tak mnie to wkur...?? Ano dlatego, że mam moralność Kalego. Jak mnie ktoś ukraść krowę, to strasznie mnie to stresuje. A dowiedziałem się w ciągu dwóch dni, że nabrano mnie w sklepie do którego miałem jakie takie zaufanie, oraz że jakiś (... cenzura...) nabrał mojego starego ojca na kilka tysięcy. No dość tego! Więc teraz zbieram myśli i całą swoją wiedzę dotyczącą kredytów, umów i prawa cywilnego, żeby się na kimś wyżyć. Czy mi się uda? Nie wiem, wiem że 15 lat w windykacji czegoś mnie nauczyło w końcu nauczyło. Czas z wiedzy skorzystać. Szykuję się więc do wojny z bankiem komercyjnym i jakąś gównianą firmą i mam zamiar iść na ostre.. zacznę rano śpiewać Bogurodzicę jak rycerstwo przed Grunwaldem.
W dodatku nic w tym tygodniu nie chce iść tak jak powinno. Może powinno się takie dni przesypiać?

A tu (bez podtekstów proszę) jedna z moich ulubionych piosenek, takiej fajnej kapeli z Rosji. Czemu akurat  ta? Bo inne teksty mają jeszcze fajniejsze.