poniedziałek, 6 lutego 2012

La danse macabre

Padam na pysk. A mimo to jeszcze odrobinę muszę posiedzieć. Przyznaję że nie było dziś czasu na czytanie wiadomości ani na nudę. Lubię takie dni. Wypełnione po brzegi i pełne niesamowitych zwrotów akcji. Czasem nawet najlepszy plan, jest gorszy od tej odrobiny improwizacji, która czyni życie znacznie piękniejszym.
Właściwie miałem o tym nie pisać. Nie czuję się wcale uprawniony do osądzania innych, ani też do ferowania wyroków w imieniu ludzkości. Zawsze starałem się poznać wszelkie strony możliwe zanim wydałem ostateczną opinię. Aod kilku tygodniu już nawet cała prasa tabloidowa, portale internetowe (nie mam na myśli takich gaci do kupienia na allegro, jak ten zwrot tłumaczy moja córa), dzienniki telewizyjne, fora i co tam jeszcze niesie nam informacje, zajmują się sprawą małego dziecka, którego tragedia jest w rzeczywistości sprawą nieludzką i godną współczucia.
Tak więc w kanałach telewizyjnych mamy specjalistów od kryminalistyki,  pan profesor Bruno Hołyst, już za czasów moich studiów jeden z autorytetów w dziedzinie kryminologii i kryminalistyki, snuje przypuszczenia o motywach sprawców porwania i możliwych scenariuszach, przyznaję, że wtórowałem im przez chwilę, mniej więcej tak do konferencji prasowej rodziny dziecka.
Potem pan Rutkowski w swoim stylu macho prezentuje swoje teorie i przyznaję, że dość medialnie (pomimo chyba odebranych uprawnień) znajduje się w TV.  Rzesze analityków, kryminologów, ex-policjantów wypowiadają swoje zdania i snują opowieści, na miejscu prowadzenia dochodzenia kręcą się wciąż kamerzyści, a w momencie kiedy sprawczyni wskazuje miejsce ukrycia zwłok dziecka, widzimy reporterów spieszących poprzez krzaki niczym stado oszalałych bizonów, w tym panią reporter podskakującą z gracją i z mikrofonem w ręku, byle podejść bliżej i mieć dobre ujęcie.
Zmieniają się znowuż specjaliści, z kryminologów i detektywów na patologów i specjalistów od sekcji zwłok. I ci znowu drążą temat podsycając atmosferę opisem szczegółowym sekcji zwłok, tego jak można lub nie można ustalić przyczynę zgonu, jak przeprowadza się sekcje małych dzieci i temu podobne makabryczne szczegóły.
Nie, nie razi mnie ta szczegółowość i fachowość specjalistów - sam za studenckich czasów uczestniczyłem w sekcji zwłok, takiej dla studentów prawa, a więc jak powiedziała znajoma lekarka - najlepsze mnie ominęło. Widziałem też zwłoki ludzi zmarłych z różnych przyczyn. Nie jestem wrażliwy na tego typu widoki  - w każdym razie nie za bardzo jak na laika.
Jednak jest dla mnie coś obrzydliwego w całej tej historii - oto mamy tragedię - matka, czy to przez nieuwagę, niedbalstwo czy też umyślnie- niech rozstrzygną to dowody i sąd - zabija swoje dziecko.
Jest to czyn dla mnie niepojęty - umyślny tym bardziej stanowiący wynaturzenie. Usłyszałem dziś w rozmowie słowa, że będąc matką nie można pojąć jak to możliwe. I zgadzam się z tym zupełnie.  Zadanie śmierci komukolwiek, z jakichkolwiek przyczyn, a szczególnie bezbronnym czy słabszym, jest dewiacją samo w sobie i świadczy o zaburzeniach osobowości, uniemożliwiających życie w społeczeństwie. A patologiczne kłamstwo - nie tylko potwierdza diagnozę, ale świadczy też o totalnym i kompletnym egoizmie, braku jakiejkolwiek odpowiedzialności i empatii. Cechach jakimi określa się psychopatę. Nie jest jednak najbardziej obrzydliwa sama sprawczyni - tak właśnie wychowujemy swoje dzieci. W braku szacunku, braku honoru i odpowiedzialności za swoje czyny. Nie miejmy więc do niej pretensji, że tak właśnie postąpiła. Czy osobnicy dewastujący przystanki i bloki, zabijający z okrucieństwem zwierzęta, napadający młodszych i słabszych na ulicy, różnią się od niej wiele? Nie. Wyznają tą samą filozofię unikania kary za wszelką cenę i żyją w poczuciu bezkarności. Do czasu.
Bardziej od tego brzydzi mnie wolność słowa zmieniająca tragedię ludzką i ludzki upadek w spektakl. Cyrk w którym wszystko ze strony prasy i mediów jest dozwolone, w którym sępy medialne żywią się jeszcze drgającym ciałem ofiary, wyrywając sobie wzajemnie z dziobów co większe i smakowitsze kąski, polane obficie krwią. Tak więc sami stajemy się nieświadomie uczestnikami tego swoistego dance macabre w którym nie liczą się ofiary i sprawcy, motywy i okoliczności, a który jest jedynie medialnym spektaklem ku uciesze oburzonych lub wzruszonych nim widzów.
A od czasów rzymskich homo homini nadal lupus est