wtorek, 21 lutego 2012

Biedrońeczka

Przedwczoraj pomimo ogarniającej mnie senności włączyłem wieczorem "Młodzież kontra" na regionalnej TVP.  Nie wiem czy dobrze, że to zrobiłem. W sumie jeszcze kilka minut i dostałbym albo kolki ze śmiechu albo zawału ze strachu. Gościem był mój "ulubiony" poseł Robert Biedroń z Ruchu Palikota. Wsłuchując się w wypowiedzi onegoż posła miałem ponownie wrażenie, że żyję jednak w ciekawych czasach.
W sobotę bodajże popisał się poparciem dla Ojca Dyrektora, które ten prawdopodobnie przyjął z wdzęcznością, biorąc pod uwagę, że uczestnictwo gejów w marszu poparcia dla Radia M. z pewnością daje nową jakość spojrzenia na słuchaczy i samo dzieło fundacji Lux Veritatis. A w niedzielę widzę jak stara się zaimponować telewidzom elokwencją na temat kodeksu postępowania karnego, prawa spadkowego i historii. Z miernym skutkiem.
To, że KPK wymaga zmian nie ulega wątpliwości. Jest to instytucja dość stara i przyznaję, że mimo nowelizacji, momentami nieefektywna i niepotrzebnie wydłużająca postępowanie. Zmiany proponowane przez Ministerstwo Sprawiedliwości idą w kierunku uproszczeń i zwiększenia kontradyktoryjności samego procesu, gdzie strony nie będą już mogły być bierne i to na nich a nie na sądzie spocznie inicjatywa dowodowa. Trochę niepokojące jest dla mnie co prawda wprowadzenie zasady braku konieczności obecności oskarżonego ale powiedzmy szczerze że nie jestem specjalistą i zostałem wychowany na złych postkomunistycznych nawykach. Niechże więc decydują o tym doktrynerzy i praktycy, miast społeczeństwo w referendum. Zresztą mniejsza o to.
Faktem jest, że Ruch Palikota podobno ma swój własny projekt zmian w KPK, który miał złożyć w sejmie już około początku stycznia, i poseł B. starał się uzasadnić, że jest on wybitnym osiągnięciem  specjalistów mówiąc że "posłowie RP chcą, żeby ścieżka obywatela do sądu, policji i prokuratury była skrócona" oraz sprawić żeby więcej z rzeczy załatwianych w postępowaniu dowodowym( i tu wymienia ekspertyzy, powoływanie biegłych itp.), było załatwiane w sądzie. Przyznaję, że komórka na którą akurat się gapiłem odbierając maila od mojego kolegi Michała, wypadła mi z łapek. A kolejne stwierdzenia "wybitnego" specjalisty z dziedzin wszystkich, były jeszcze zabawniejsze i robiło się "zdziwniej" i "zdziwniej" za każdym zdaniem.
No i w końcu zrozumiałem  - absolwent politologii i doktorant akademii z Pułtuska, jest po prostu jeszcze jednym produktem systemu studiów genderowych i z pewnością jego wykształcenie obejmowało homoseksualne tendencje w armii Spartańskiej i aspekty dyskryminacji płciowej w sejmie II i III RP. Z pewnością nie zajmował się jednak zgłębianiem tak nieważnych kwestii jak konstytucja i ustrój Rzeczypospolitej Polskiej, nie wspominając o historii tegoż kraju (z pominięciem wyzysku lesbijek w XIX wieku i dyskryminacji homoseksualistów w czasie Insurekcji Kościuszkowskiej). Eeech.. no ale co tu narzekać. Mamy takich przedstawicieli jakich sobie wybraliśmy.